Co w internetowej trawie piszczy
Bartek przygodę z biznesem zaczął jeszcze w liceum. Kamil i Michał na studiach. Spotkali się przypadkiem i razem stworzyli firmę zajmującą się monitoringiem opinii w sieci. W niespełna trzy lata zdobyli 200 klientów
Z firmami jest jak z ludźmi - lubią wiedzieć, co się o nich myśli. I mówi. Tym bardziej że żyjemy w czasach, kiedy każdy klient ma w zasięgu ręki internet - platformę do publikowania opinii o praktycznie nieograniczonym zasięgu. Zebranie tych ocen, rozsianych na forach, portalach społecznościowych i blogach zapewnia biznesowi cenne informacje. Z nich można się dowiedzieć, w jaki sposób konsumenci postrzegają firmę i jej produkty. Jeżeli niepochlebnie, to odpowiednio wcześnie można zareagować. I przy okazji dowiedzieć się, co internauci sądzą o konkurencji. Dostarczaniem takich danych swoim klientom zajmuje się m.in. firma SentiOne.
W 2011 r. założyło ją trzech studentów. Za stronę techniczną przedsięwzięcia odpowiadają Bartosz Baziński i Michał Brzezicki, rocznik 1988, dziś absolwenci Politechniki Gdańskiej. Stronę biznesową wziął pod swoje skrzydła Kamil Bargiel, absolwent Szkoły Głównej Handlowej, rocznik 1986. - Pomysł pojawił się w kwietniu 2010 r., kiedy niezadowoleni klienci mBanku rozkręcali w sieci akcję "Nabici w mBank". Pomyśleliśmy wtedy, że firmy byłyby zainteresowane narzędziem, które odpowiednio wcześnie sygnalizowałoby, że lada chwila może eksplodować wizerunkowa bomba - wspomina Baziński.
Zainteresowanie usługami SentiOne okazało się tak duże, że firma zaczęła zarabiać na siebie już po roku działalności. Dziś ma ponad dwustu klientów, a wśród nich takich gigantów jak Microsoft, Allegro czy Procter & Gamble. - Z naszych usług korzystają także koncerny motoryzacyjne, a nawet jeden producent trumien - chwali się Bargiel.
SentiOne nie jest pierwszym przedsięwzięciem trójki młodych biznesmenów. Baziński swoją przygodę z biznesem zaczął już w liceum (zarówno on, jak i Brzezicki są absolwentami elitarnego III Liceum Ogólnokształcącego Marynarki Wojennej w Gdyni). - Robiłem wtedy koszulki z logotypem szkoły. Przebitka była niesamowita, bo produkcja T-shirta kosztowała kilka złotych, a sprzedawałem je za 40-50 zł - wspomina założyciel SentiOne, który zresztą wywodzi się z rodziny przedsiębiorców.
Głowę pełną pomysłów miał także Bargiel. Już na studiach realizował wiele przedsięwzięć internetowych, m.in. portal do oceny produktów, aplikację, za pomocą której można się było umawiać na tenisa, a nawet stronę, na którą wrzucało się zrobione komórką zdjęcie ubrania wiszącego w sklepie, aby w ciągu kilku minut inni użytkownicy mogli podpowiedzieć - kupować, czy nie kupować?
Bargiel poznał pozostałych dwóch współzałożycieli SentiOne właśnie przy realizacji tych wcześniejszych projektów. Mówiąc krótko, Bagiński i Brzezicki byli ich podwykonawcami, ale nie wiedzieli, że robią je właśnie dla Bargiela (pośrednikiem był kolega Bargiela ze studiów). Pewnego dnia trafili bezpośrednio do Kamila unikając pośrednictwa. Owocem tej kooperacji stała się firma programistyczna EX3. To wtedy ustalili podział kompetencji - Michał i Bartosz zajmowali się programowaniem, a Kamil szukał klientów.
EX3 rósł jak na drożdżach, w szczytowym okresie zatrudniając dziesięć osób, głównie kolegów z Politechniki Gdańskiej. Firma, jak każde prawdziwe przedsięwzięcie z sektora IT, miała początek w garażu. - Wystawiliśmy samochód moich rodziców na zewnątrz, a do środka wstawiliśmy kilka biurek - podkreśla Baziński. Dobra passa przedsiębiorstwa skończyła się jednak wraz z realizacją pracochłonnego zamówienia dla dużego klienta, za które ten nie uregulował rachunku.
To wtedy młodzi wspólnicy wpadli na pomysł, że chcą się "przesiąść" z płatności za realizację projektu na usługę, za którą mogliby pobierać opłaty co miesiąc. SentiOne doskonale wpisywał się w ten model biznesowy. - Praca od projektu do projektu ma swoje zalety, ale chcieliśmy przejść na model abonamentowy, który zapewniałby stały przypływ dochodów - zaznacza Bargiel. Słusznie podejrzewali, że usługa, jaką zaoferują, będzie się cieszyła dużym powodzeniem. W końcu w Stanach działało około 150 takich firm, a w Polsce były zaledwie dwie. Ale ich entuzjazmu nie podzielali inwestorzy, u których szukali pieniędzy na rozpoczęcie działalności. - Zgłosiliśmy się do trzydziestu kilku funduszy, spotkaliśmy się z połową, ale rozmowy podjęły z nami zaledwie trzy. W kilku miejscach usłyszeliśmy, że to kiepski pomysł na biznes - śmieje się Bargiel. Ostatecznie na inwestycję w SentiOne zdecydował się Akcelerator Innowacji NOT. W zamian za mniejszościowy pakiet udziałów w spółce otrzymali od niego 200 tys. euro. I nie zmarnowali ich.
SentiOne działa nie tylko w Polsce, ale zdobywa też klientów z Czech i Holandii. Łącznie pod kątem opinii firma prześwietla już dziewięć krajów - w tym Węgry, Słowację, Litwę, Łotwę, Estonię i Rumunię. - W przyszłości chcielibyśmy zaoferować naszym klientom narzędzie, które będzie w stanie monitorować wszystkie europejskie kraje. W chwili obecnej takiej usługi nie oferuje nikt - mówi Bargiel. Dalszy rozwój firmy to jednak nie tylko rozszerzanie działalności o kolejne rynki, ale też dodawanie nowych funkcjonalności do istniejącego już systemu. Przestrogę stanowi dla nich przykład firmy z Belgii o podobnym do SentiOne profilu działalności, która działała na tamtejszym rynku od 2004 r. Młodzi przedsiębiorcy z Polski trzy lata temu spotkali się z jej właścicielem, aby podpytać o funkcjonowanie tego biznesu. A dzisiaj tamta firma już nie istnieje, bo zbyt wolno się rozwijała. - Jeśli czyjś system działa na kodzie, który ma 10 lat, to przestaje być konkurencyjny. Nie ma innego wyjścia, jak wciąż rozwijać podstawowy produkt - twierdzi Baziński.
Kiedy SentiOne osiągnie już sój cel, czyli obejmie zasięgiem cały Stary Kontynent, założyciele planują firmę... sprzedać. Jak sami mówią, własny biznes sprawia im radość, ale czują, że już niedługo będą się chcieli poświęcić jakiemuś innemu przedsięwzięciu. Jeżeli plan się powiedzie, to zostaną tzw. serial entrepreneurs, czyli "seryjnymi przedsiębiorcami", rzadkim gatunkiem ludzi rozwijających jeden biznes za drugim. Na pytanie, dlaczego polscy informatycy - zgodnie uważani za jednych z najlepszych na świecie - niezbyt często osiągają status zwykłych entrepreneurs, Baziński na chwilę się zamyśla. - Być może dlatego, że popyt na informatyków jest tak duży, że z marszu po skończeniu politechniki można iść do jednej z globalnych firm informatycznych, które mają biura outsourcingowe w Gdańsku, i zarabiać 5 tys. zł na rękę - podejrzewa założyciel SentiOne. I dodaje, że jego koledzy ze studiów, którzy najpierw pracowali z nimi w EX3, a potem w SentiOne, też nie byli zainteresowani objęciem udziałów w spółce. Chcieli po prostu zarabiać pieniądze.
Z usług SentiOne korzystają m.in. koncerny samochodowe, Allegro, Microsoft, a także producent trumien
@RY1@i02/2014/194/i02.2014.194.000001600.803.jpg@RY2@
mat. prasowe
Mają po 26-28 lat i planują podbić Europę. A później sprzedać firmę i założyć nową
Jakub Kapiszewski
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu