Wielki świat pielęgnowany polskimi kosmetykami
Jesteśmy w tej branży europejską potęgą. W kraju działa dziś około 400 producentów. Eksportują towar do 130 państw. A jeszcze ćwierć wieku temu byliśmy kosmetyczną pustynią. Dziś takie marki jak Dr Irena Eris, Inglot, Ziaja czy Eveline Cosmetics są znane i lubiane na wszystkich kontynentach
@RY1@i02/2014/164/i02.2014.164.00000140a.101.jpg@RY2@
Woda brzozowa, krem Nivea, Pani Walewska i Brutal - one królowały w sklepach za czasów PRL. Zagraniczne produkty, jak mydło Fa, dezodorant Rexona czy cienie do powiek Rimmel były do kupienia tylko w Peweksie - a przez to dostępne dla wybranych.
Brak konkurencji na rynku sprawiał, że rodzime przedsiębiorstwa nie prześcigały się w nowościach i wytwarzały tyle, ile chciały, a nie, ile było potrzeba. Był to czas, kiedy prym wiodło na rynku Zjednoczenie Przemysłu Kosmetyków i Środków Czystości Pollena. Do 1989 r. w jego skład wchodziło 14 fabryk produkujących kosmetyki, wyroby chemii gospodarczej i kompozycje zapachowe.
W latach 80. zaczęły już powstawać pierwsze firmy prywatne. Bez wątpienia duży wpływ na rozwój tego rynku miało umożliwienie naszym emigrantom zakładania przedsiębiorstw polonijnych. Tak wrócił do biznesu Ignacy Soszyński, który jeszcze przed wojną miał w Polsce firmę kosmetyczną. Założył w Poznaniu Inter-Fragrances. Zatrudniał 1,5 tys. osób, w tym własnego syna Wojciecha i jego żonę Dorotę, którzy po kilku latach otworzyli własny zakład - pod nazwą Oceanic.
Nie tylko emigranci decydowali się na własny kosmetyczny biznes. Jedną z prekursorek branży, najbardziej znaną, była Irena Eris. W krótkim czasie, podobnie jak to miało miejsce w 20-leciu międzywojennym, odrodził się segment prywatnych producentów na skalę przemysłową. W II RP rynek podbijały Miraculum, Uroda i Ewa, a począwszy od lat 80. - oprócz Inter-Fragrances i Ireny Eris - Soraya, Dax Cosmetics, Ziaja, Kolastyna, Dermika, Joanna, Bielenda, Hean czy Inglot.
Przedsiębiorcy wspominają tamte czasy z rozrzewnieniem. Nienasycony rynek z łatwością chłonął każdy nowy produkt w przystępnej cenie. Problem pojawił się dopiero wtedy, gdy rozpoczęła się - już w III RP - prywatyzacja największych i najbardziej znanych polskich zakładów produkcyjnych. Ich nabywcami zostały światowe koncerny, było to dla nich przepustką, by wejść z towarem na półki polskich sklepów. W ten sposób zadebiutował u nas Cussons, Henkel, L’Oreal czy Beiersdorf.
Wiele zagranicznych firm, wśród nich Avon, Procter & Gamble, Oriflame czy Colgate-Palmolive, zainwestowało w budowę nowych zakładów w naszym kraju. Polki zachwycały się produktami, które do tej pory były im znane jedynie z zagranicznych czasopism, takich jak "Vogue", a dostępne wyłącznie za dewizy. Zainteresowanie rodzimymi markami na pewien czas zaczęło spadać.
Nie znaczy to jednak, że krajowi przedsiębiorcy zrezygnowali z walki o klientelę.
- Wówczas kosmetyki kolorowe pochodziły tylko z importu. Dostrzegliśmy szansę dla siebie. Zaczęliśmy od produkcji opakowań plastikowych do kosmetyków i dezodorantów w małym zakładzie w Opaczy na Mazowszu. Potem ruszyliśmy z produkcją kosmetyków kolorowych - wspomina Krzysztof Pałyska, prezes i założyciel firmy Bell.
Przemysł kosmetyczny w Polsce stawał się niespotykaną na skalę europejską mieszanką globalnych koncernów kosmetycznych oraz średnich i małych firm krajowych.
Kolejnym przełomem dla branży było wejście Polski do Unii, czemu towarzyszyło przyjęcie przez nasz kraj unijnego ustawodawstwa i wspólnych wymagań co do składu, oznakowania i obrotu kosmetykami. Do najistotniejszych regulacji prawnych należy zaliczyć dyrektywę kosmetyczną 76/768/WE, rozporządzenie REACH czy rozporządzenie kosmetyczne 1223/2009/WE. Nałożyły one na producentów nowe obowiązki dotyczące produkcji, kontroli jakości i przeprowadzania badań. Ale z drugiej strony poddanie się regulacjom umożliwiło swobodny obrót kosmetykami w krajach Unii Europejskiej.
Napływ zagranicznych koncernów i wzrost konkurencji spowodowały duże ożywienie w branży. Polki zaczęły na potęgę kupować kosmetyki. W 2003 r. rynek był wart niecałe 9 mld zł. Dziś przekracza już 20 mld zł.
Innym przełomowym momentem stało się zniesienie akcyzy na kosmetyki (mało kto pamięta, że obowiązywała ona do 2006 r.). To sprawiło, że rodzime firmy zyskały więcej pieniędzy na rozwój. Nadszedł czas nowych inwestycji, np. w centra badawczo-rozwojowe. Swoją placówkę tego typu otworzyło Laboratorium Kosmetyczne Dr Irena Eris, firma Ziaja zainwestowała w aż cztery centra, Dax Cosmetics z kolei w trzy laboratoria: badawczo-rozwojowe, fizykochemiczne i mikrobiologiczne. Powierzchnia produkcyjna tej ostatniej firmy zajmuje obecnie 7 tys. mkw., a nowoczesny sprzęt pozwala wytwarzać 8 ton kosmetyków na dobę.
Co najważniejsze - wspomniane wyżej zniesienie akcyzy spowodowało również spadek cen polskich kosmetyków, a to skutecznie zahamowało rozwój szarej strefy. Przedsiębiorcy zyskali też przewagę na zagranicznych rynkach, co wpłynęło na dynamiczny wzrost eksportu. W efekcie dziś firma Inglot jest już obecna w 57 krajach, Laboratorium Kosmetyczne Dr Irena Eris w 40, a Eveline Cosmetics aż w 70.
W sumie polskie firmy sprzedają swoje wyroby do 130 krajów świata. Najchętniej używają ich Rosjanki (ponad 15 proc. eksportu), dalej Brytyjki i Niemki. Urośliśmy do rangi szóstej europejskiej potęgi w produkcji - po Francji, Niemczech, Włoszech, Wielkiej Brytanii i Hiszpanii.
Jednak najwierniejszymi odbiorcami rodzimych produktów pozostają sami Polacy. 60 proc. nabywanych u nas kosmetyków pochodzi od krajowych producentów - w sumie jest ich około czterystu, z czego dwie trzecie to małe, często rodzinne firmy.
@RY1@i02/2014/164/i02.2014.164.00000140a.803.jpg@RY2@
Połowa polskich kosmetyków trafia na eksport
@RY1@i02/2014/164/i02.2014.164.00000140a.804.jpg@RY2@
Najważniejsze wydarzenia 2000 roku
Patrycja Otto Beata
Tomaszkiewicz
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu