Czerwone na zielone i złote, czyli... Miedź ucieka przed recesją
Jeszcze w grudniu KGHM oblegany był przez krajowych odbiorców, ale wówczas najchętniej sprzedałby całą swoją miedź na Zachodzie, bo tam płacili dwa razy więcej. Teraz kombinat sprzedaje miedź każdemu, kto przyniesie pieniądze. Nieważne, zielone czy złote, bo także nad Zagłębiem Miedziowym krąży widmo recesji...
Na Sylwestra przeszła do historii cena urzędowa. Krajowe kablownie i inne przetwórnie miedzi płacą ceny ustalane przez kombinat. Receptura jest taka: cena giełdowa miedzi z ubiegłego miesiąca mnożona przez aktualny kurs dolara minus 5 proc. Te pięć procent to upust producenta, który przyznaje, że wysyłając towar do Szczecina czy Krakowa ponosi mniejsze koszty niż dowożąc za Łabę. Cena eksportowa tworzy się, jak to w kapitalizmie bywa, sama - między producentem a kupcem - w oparciu o notowania londyńskiej giełdy i spryt pośredników.
Wyzwolenie ceny miedzi spowodowało, że za tonę, która jeszcze w grudniu kosztowała nieco ponad 6 mln zł, w styczniu osiągnęła pułap światowy, czyli ponad 23 mln zł. Grzegorz Chmielowski
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu