Projekt rekomendacji bancassurance nie chroni klienta
Rozmowa z Piotrem Czublunem , radcą prawnym, specjalistą ds. ubezpieczeń
Dołączane do kredytów polisy ubezpieczeniowe nie mają dobrej prasy. Wśród właścicieli firm panuje przekonanie, że to produkty mało wartościowe, sprzedawane w niejasny sposób, na których zarabiają przede wszystkim banki. Zgadza sie pan z taką opinią?
Rynek bancassurance rzeczywiście nie doczekał się szczegółowych regulacji określających sposób sprzedaży polis przy udziale banków, opisujących jego obowiązki, a także korzyści, jakie z tego rodzaju usług odnosi klient. Na skutek tego dochodziło do nieprawidłowości: nie było wiadomo, jaką rolę w tym układzie pełni bank (czy stoi po stronie ubezpieczonego, czy też działa jako pośrednik w interesie firmy ubezpieczeniowej). Skargi na tego rodzaju produkty wpływały do Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów (UOKiK) oraz rzecznika ubezpieczonych zarówno ze strony przedsiębiorców, jak i osób prywatnych. Ich wynikiem była złożona już dwa lata temu przez Komisję Nadzoru Finansowego (KNF) zapowiedź uporządkowania tego segmentu rynku finansowego. Dopiero jednak pod koniec grudnia ub.r. został przekazany do konsultacji projekt tzw. rekomendacji U, której celem jest wprowadzenie bardziej klarownych reguł rządzących bancassurance (projekt można znaleźć na stronie www.knf.gov.pl).
Co ten projekt zakłada?
To dość skomplikowany dokument. W sumie składa się z 22, podzielonych na sześć działów, rekomendacji. Większość odnosi się do kwestii organizacyjnych i administracyjnych, takich jak obowiązki zarządów, rad nadzorczych czy szczególne zasady rachunkowości. Najbardziej istotna z punktu widzenia odbiorców usług jest część regulująca zasady budowania relacji z klientem. Jeden z zapisów wprowadza obowiązek przekazywania pełnej informacji dotyczącej tego rodzaju produktów. To prawda, że dla przeciętnego odbiorcy bancassurance często był nie do końca sprecyzowaną usługą. Jednak projekt wydaje się wylewać dziecko z kąpielą. Po wprowadzeniu go w obecnym kształcie instytucje bankowe musiałyby wraz z umową kredytową przekazywać klientowi opasłe opracowania dotyczące produktu ubezpieczeniowego. Powinny one zawierać szczegółowe informacje, takie jak karta produktu, wysokość ewentualnej prowizji, cała treść umowy ubezpieczenia grupowego, porównanie podobnych, dostępnych na rynku produktów, minimalny, akceptowalny przez bank zakres ochrony itp. Efektem tego byłyby opracowania liczące nieraz grubo ponad 100 stron. Najciekawsze jest to, że wielu z tych danych konsument w ogóle nie potrzebuje.
Celem regulacji ma być zagwarantowanie dostępu do informacji mogących mieć istotny wpływ na wybór polisy. KNF staje więc w obronie słabszych uczestników rynku.
Zapewnienie dostępu do informacji o produkcie, czy jest to ubezpieczenie, czy telewizor, stanowi bez wątpienia jedno z podstawowych praw konsumenta. Dlatego też konieczność przekazania odpowiednich informacji to krok we właściwym kierunku. Wydaje się jednak, że wystarczyłaby krótka, niemarketingowa, notatka o najważniejszych elementach produktu, takich jak zakres ochrony z wyłączeniami czy wysokość opłat.
Powstaje ponadto problem kosztów obsługi tego rodzaju procedur. KNF zapewne chciałaby, aby koszt papieru, druku i pracy związanej z pozyskaniem, przetworzeniem i przekazaniem dodatkowych informacji pokrywany był przez instytucje finansowe. Trudno jednak się spodziewać, że tych nakładów nie będą one próbowały przerzucić na klienta. Składka za typowe, oferowane obecnie, np. do karty kredytowej, ubezpieczenie to zaledwie kilka złotych miesięcznie. Oznaczać to może znaczny wzrost ceny tego albo innego, związanego z pożyczką czy ubezpieczeniem, produktu.
W projekcie rekomendacji znajduje się jednak propozycja nałożenia obowiązku ograniczenia związanych ze sprzedażą polisy, obciążających klienta, kosztów.
W tym przypadku również projekt KNF, chociaż z pozoru korzystny dla ubezpieczonego, wprowadza de facto nowe obciążenia. Obecnie sprzedaż odbywa się zarówno w modelu grupowym, jak i indywidualnym. W tym ostatnim bank jest pośrednikiem i za swoje działania należy mu się prowizja, a w przypadku ubezpieczenia grupowego - jego wynagrodzenie najczęściej będące częścią opłat pobieranych od klienta.
W tym ostatnim przypadku KNF chciałaby zakazać pobierania opłat wyższych niż suma kosztów związanych z wystawieniem i obsługą polisy. Pomijam to, że tego rodzaju zakaz kłóci się z zasadami wolnego rynku, bo de facto zabrania zarabiania przez bank na produktach ubezpieczeniowych. Banki mogą zawierać z zakładami umowy, na mocy których wezmą na siebie większość kosztów przygotowania i obsługi programu, np. działania marketingowe, reklamowe, związane z przechowywaniem baz danych, wliczając w to dodatkową marżę - tylko po to, aby móc w ten sposób uzasadnić wysokość pobieranych od klienta opłat. Koszty te będą tak skalkulowane, że zapewnią nie tylko zysk, ale także pokrycie wydatków związanych z nowymi obowiązkami.
Jakie jeszcze projekty uregulowań KNF stanowią zagrożenie dla interesu przedsiębiorców?
Rekomendacja wprowadza nakaz uniezależnienia wynagrodzenia pracowników bankowych od tego, ile produktów ubezpieczeniowych sprzedali. Chodzi o to, by ograniczyć zjawisko oferowania polis nieadekwatnych do potrzeb czy możliwości finansowych klienta (z ang. misselling). Tutaj jednak pojawia się problem motywacji. Jak banki mają skłonić pracowników, by dobrze wywiązywali się z obowiązków? Czy rzeczywiście klient pozbawiony doradcy lepiej wybierze rodzaj polisy, jej zakres i zakład ubezpieczeniowy? Co ciekawe, ograniczenie uzależniania wynagrodzeń od wyników sprzedaży ma dotyczyć jedynie banków, a na takim modelu oparty jest praktycznie cały rynek pośrednictwa. Dlaczego więc jedynie banki miałyby być ograniczone w kształtowaniu wynagrodzeń?
Regulacja KNF grozi zamknięciem możliwości wykupienia w pakiecie ubezpieczenia (banki uznają, że nie jest to opłacalne). Przedsiębiorcy stracą wtedy szansę skorzystania z lepszego niż standardowy modelu kupna polisy. Dużą ich część stanowią bowiem ubezpieczenia, w których partnerem zakładu jest bank. Jako że dysponuje on popytem zorganizowanej grupy, może liczyć na lepsze warunki ochrony niż pojedynczy, niedysponujący tak silnym zapleczem konsument, któremu, jeżeli sam zgłosi się do ubezpieczyciela, zostaną przedstawione gorsze warunki. Nie jestem pewien, czy taki właśnie powinien być cel nowych rekomendacji, a w obecnym kształcie wydają się one właśnie do tego zmierzać.
@RY1@i02/2014/013/i02.2014.013.21500020a.802.jpg@RY2@
Piotr Czublun, radca prawny, specjalista ds. ubezpieczeń
KNF zapewne chciałaby, aby koszt papieru, druku i pracy związanej z pozyskaniem, przetworzeniem i przekazaniem dodatkowych informacji pokrywany był przez instytucje finansowe. Trudno jednak się spodziewać, że tych nakładów nie będą one próbowały przerzucić na klienta
Rozmawiała Maria Kamila Puch
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu