Ryzyka kursowego można się pozbyć
Każda firma, która z racji prowadzonego biznesu jest narażona na ryzyko kursowe, powinna się przed nim zabezpieczać. Głównie przedsiębiorcy sprzedający swoje towary za granicą, w tym ci z sektora MSP
Ostatnie wydarzenia - umocnienie kursu franka, osłabienie waluty rosyjskiej czy ukraińskiej - tylko dowiodły, że przedsiębiorcy mogą w ciągu jednego dnia wiele stracić, narażając swój biznes na brak płynności.
Firmy, które nie mają wielkich obrotów, każde wahanie w kursach odczuwają dużo mocniej niż duże przedsiębiorstwa i korporacje. A najbardziej narażone są na nie te działające na rynkach wschodzących lub w odległych, egzotycznych krajach. Głównie dlatego, że wiele instytucji finansowych nie pozwala na prowadzenie działalności w lokalnej walucie. Konieczne staje się więc przyjęcie rozliczeń w jednej z głównych walut.
Swapy i opcje
W praktyce z dostępnych na rynku rozwiązań wciąż korzysta niewielu przedsiębiorców. A do dyspozycji mają po pierwsze swapy walutowe, dzięki którym następuje wymiana kapitału w jednej walucie na jego równowartość w innej przy zastosowaniu kursu zbliżonego do bieżącego kursu rynkowego. Rozwiązanie to jest używane głównie do efektywnego zarządzania przepływami pieniężnymi, tak by pokonać brak płynności w jednej walucie, a nadmiar w innej, ograniczając przy tym ryzyko, jakie niesie różny czas zaistnienia dochodów i wydatków walutowych, oraz przedłużając lub wcześniej rozwiązując transakcje terminowe. Innym narzędziem pozwalającym ograniczyć ryzyko kursowe są opcje, które dają większą elastyczność, jeśli chodzi o pułapy ustalonych kursów i czas rozliczenia transakcji. Są dostępne w dwóch wariantach. W pierwszym, jeśli przedsiębiorca kupuje opcję, płacąc premię, nabywa prawo wymiany waluty na ustalonych warunkach. Drugi wariant jest złożony z dwóch lub więcej transakcji określających konkretne pułapy, przy czym dzięki swojej konstrukcji rozwiązanie to nie generuje kosztów dla przedsiębiorcy. Opcje pozwalają uwzględnić specyfikę działalności danej firmy czy branży.
- Za skorzystanie z nich trzeba zapłacić. Opłata uzależniona jest m.in. od kursu bieżącego, kursu, po którym będzie następowało rozliczenie, terminu transakcji. Wnosi się ją od razu przy zawieraniu umowy. Jej zaletą jest jednak to, że można się z niej wycofać. W związku z tym, jeśli kurs zmieni się bardzo na korzyść eksportera, nie straci on na opcji - wymienia Maciej Tomczak, dyrektor w departamencie sprzedaży rynków finansowych Raiffeisen Bank.
Transakcje forward
W przypadku małych i średnich firm najbardziej odpowiednim narzędziem będzie jednak forward, czyli zobowiązanie między klientem a instytucją finansową do kupna lub sprzedaży waluty w określonym dniu w przyszłości po konkretnym, dziś ustalonym kursie.
Takie rozwiązanie zdejmuje z firmy ryzyko niekorzystnych wahań i pomaga przewidywać wysokość marży na kontrakcie.
Firma zabezpieczająca swój kurs może być więc pewna, jaką kwotą będzie w przyszłości obracać, co ułatwia planowanie finansów w dłuższej perspektywie.
- Warto podkreślić, że przedsiębiorcy powinni postrzegać forward jako ochronę przed stratą w wyniku wahań kursów, a nie w kategoriach zysku czy spekulacji. Zyskiem bowiem jest tu nasz spokój i pewność co do zarobku na kontrakcie - tłumaczy Radosław Jarema, szef instytucji płatniczej rozliczającej płatności walutowe eksporterów i importerów AKCENTA w Polsce.
Trzeba widzieć, że z forwardu nie można się wycofać. Zawarta umowa obowiązuje do samego końca. Dlatego przedsiębiorca musi liczyć się z tym, że jeśli kurs zmieni się na jego korzyść, to będzie musiał rozliczyć transakcję po takim, na jaki opiewa umowa.
- Zarobi mniej. Z drugiej jednak strony może być pewien, że nie straci i jego sprzedaż pozostanie rentowna niezależnie od zmiany kursu waluty, w której się rozlicza. Dlatego zalecam, by forwardy traktować jak ubezpieczenie np. od nieszczęśliwego wypadku - tłumaczy Maciej Tomczak.
Jak wynika z najnowszego badania "Ryzyko walutowe w polskich MSP" przeprowadzonego przez 4P research mix dla iAKCENTA, z określeniem "forward" zetknęło się 37 proc. eksporterów oraz 24 proc. importerów z sektora MSP. Co więcej, tylko 31 proc. eksporterów spotkało się z tym terminem i wie, co on oznacza, zaś 25 proc. rozumie go "mniej więcej". W grupie importerów pozytywna samoocena wiedzy jest wyższa (35 i 31 proc.).
Skąd wynika tak niska popularność tego rozwiązania, uważanego za jedno z najprostszych narzędzi finansowych eliminujących ryzyko walutowe w handlu zagranicznym? Eksperci nie mają wątpliwości, że powodem są mity krążące na jego temat na rynku. Jakie? Jak choćby ten, że są kosztowne. Tymczasem forwardy są w bankach czy instytucjach płatniczych oferowane bezpłatnie. W przypadku banku trzeba tylko zostać jego klientem i otworzyć rachunek. Instytucja przyzna też limit, do którego można stosować to rozwiązanie. Instytucja zabezpieczająca kurs poprosi o wniesienie depozytu. Z mocy ustawy o obrocie instrumentami finansowymi jest to minimum 1 proc. kwoty zabezpieczonej transakcji. W zależności od długości okresu, po jakim firma realizuje kontrakt, i od wymienianej waluty procent ten może być większy. W praktyce nie przekracza 10 proc. Po zrealizowaniu transakcji depozyt wraca do kieszeni przedsiębiorcy. Inny mit jest taki, że forwardy oferują wyłącznie banki. W ramach ustawy o obrocie instrumentami płatniczymi oraz dodatkowych regulacji takie usługi świadczą także instytucje płatnicze. Bywa, że zawarcie umowy jest obwarowane warunkami, np. minimalnej kwoty transakcji. Bank BZ WBK wymaga na przykład, by wynosiła ona 50 tys. euro.
Patrycja Otto
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu