Druga randka Seana Rada
Współtwórca Tindera wraca za stery w firmie, z którą niedawno pożegnał się w niezbyt miłych okolicznościach. Wygląda na to, że lepiej niż ktokolwiek czuje towarzyski biznes
Ponowne powołanie Seana Rada na stanowisko prezesa to nic innego jak przyznanie się do błędu przez zarząd spółki, której podstawowym produktem są wirtualne randki. W listopadzie ubiegłego roku Rad został zdegradowany do stanowiska dyrektora, a następnie zwolniony z firmy. Stało się tak po wybuchu afery na tle seksualnym, w którą zamieszani byli jego bliscy współpracownicy - wiceprezes Whitney Wolfe i jeden ze współzałożycieli firmy, były dyrektor marketingu, ale przede wszystkim najlepszy przyjaciel Rada - Justin Mateen. Zdaniem Wolfe kolega z pracy molestował ją seksualnie oraz wysyłał seksistowskie e-maile i SMS-y.
Rykoszetem w zamieszaniu dostał jednak Rad, którego w trakcie wyjaśniania okoliczności sprawy Wolfe także oskarżyła o seksizm, twierdząc, że szef pozbawił ją tytułu współzałożyciela ze względu na płeć. Według amerykańskich mediów zarząd podjął decyzję o zwolnieniu Rada, aby oczyścić atmosferę i poprawić wizerunek biznesu, który ledwie co zaczął się prężnie rozwijać.
Rozwiązaniem problemu miała być nominacja Chrisa Payne’a, którego powołanie początkowo wzbudziło dużą przychylność wśród inwestorów. Niestety, bardzo szybko okazało się, że zainteresowane strony nie nadają na tych samych falach, a Payne w fotelu szefa Tindera spędził zaledwie pięć miesięcy. "Nie udało nam się osiągnąć wzajemnego porozumienia i nie potrafiliśmy znaleźć długoterminowej wizji. Chcemy, by Tinder rósł bardzo szybko, dlatego takie rozwiązanie było najlepsze dla wszystkich" - napisał w komunikacie prasowym Matt Cohler, dyrektor Tindera. Jednocześnie dał do zrozumienia, że w głowach członków zarządu od dłuższego czasu tlił się pomysł reaktywacji poprzedniego prezesa. Nominacja Rada była odgórna. Wcześniej Tinder nie ogłaszał konkursu ani nie komunikował chęci przetasowań na stanowiskach kierowniczych.
Sam Tinder to nic innego jak aplikacja, która w szybki sposób umożliwia nawiązywanie nowych znajomości. Jest sprzężona z Facebookiem, z którego pobiera zdjęcia i najważniejsze informacje, które będą wyświetlały się pozostałym użytkownikom, takie jak wiek, ulubione filmy czy książki. Dzięki geolokalizacji można zawęzić poszukiwania. Kluczowe do nawiązania znajomości jest polubienie profilu danej osoby z wzajemnością. Jeśli interakcja z jednej i drugiej strony będzie pozytywna, rozpocznie się czat.
Początkowo podstawową klientelą Rada i spółki byli studenci w grupie wiekowej 18- -24 lata i to właśnie oni w debiutanckim roku stanowili 90 proc. użytkowników aplikacji. Dziś demografia Tindera jest znacznie bardziej różnorodna. Aplikacja ma 50 mln realnych użytkowników na całym świecie, a w lipcu br. bank Merrill Lynch wycenił ją na 1,35 mld dol. Marka jest jednym z ponad 150 brandów należących do amerykańskiego konsorcjum medialnego InterActiveCorp (IAC) z kapitalizacją na poziomie 6,6 mld dol.
Tinder nie jest pierwszą przygodą w karierze zawodowej 29-letniego obecnie menedżera. W 2009 r. Rad, który smykałkę do biznesu bezproblemowo łączył z nauką, kończąc administrację biznesu na Uniwersytecie Południowej Kalifornii, stworzył Adly, dostawcę i producenta oprogramowania do cyfrowego marketingu. Firma ma już na koncie współpracę z takimi markami jak Coca-Cola, Samsung czy Microsoft.
@RY1@i02/2015/159/i02.2015.159.000001600.803.jpg@RY2@
ZUMA/FORUM
Sean Rad ponownie zasiadł na fotelu prezesa Tindera
Damian Furmańczyk
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu