Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Biznes

Paradokumenty: telewizyjna broń w walce o zyski

2 lipca 2018
Ten tekst przeczytasz w 4 minuty

Serial scripted docu to maszyna do zarabiania: tania w produkcji, lubiana przez widza. Jest ich 10, kręcą nowe

Produkcje, które łączą w sobie elementy opery mydlanej i paradokumentu, zdominowały popołudniową ofertę komercyjnych gigantów. Z raportu Nielsen Audience Measurement dla DGP wynika, że jeszcze rok temu w Polsacie zajmowały niespełna 12 proc. czasu antenowego, dziś 17 proc. Wyraźny skok widać też w TVN - z 8 do 12 proc.

Seriale typu scripted docu - tak premiery, jak i odcinki powtórkowe - królują w tzw. daytime, czyli w pasmach popołudniowych, w teorii mniej atrakcyjnych dla widzów i reklamodawców. Ale zgrzebne, tabloidowe produkcje z naturszczykami w roli aktorów ani dla widzów, ani dla reklamodawców wcale mało atrakcyjne nie są.

Analiza oglądalności najważniejszych pozycji TVN i Polsatu dowodzi, że widz nie jest zalewem paradokumentów poirytowany. W porównaniu z zeszłym rokiem widownia najważniejszych tytułów tylko nieco zmalała. A wpływy reklamowe wzrosły. Polsat na "Trudnych sprawach" zarobił już tej wiosny dwa razy więcej niż w tym samym okresie rok temu.

Choć ten gatunek na każdym polu - aktorskim, scenograficznym, realizacyjnym - ustępuje klasycznym tasiemcom, to coraz śmielej kradnie im widzów. Dla nadawców to podwójny sukces, bo produkcja paradokumentu jest od klasycznej telenoweli z aktorami tańsza nawet o połowę. Statyści zamiast aktorów, skromne ekipy filmowe, złożone nierzadko z kamerzysty, który filmuje z ręki, oświetleniowca i dźwiękowca, a nade wszystko błyskawiczny czas produkcji odcinka (1,5-2 dni, wliczając w to pisanie scenariusza i montaż) pozwalają na duże oszczędności.

- Koszt odcinka zamyka się w 50 tys. zł. Choć można robić to jeszcze taniej - uważa Maciej Grzywaczewski, wiceprezes Grupy ATM, która ma na koncie m.in. "Pielęgniarki" nadawane w Polsacie.

- Atrakcyjność kosztowa to nie wszystko, gdyby te produkcje nie przyciągały widzów, to żaden nadawca nie dałby im szansy - dodaje Krystyna Lasoń, producentka "Szpitala" i "Szkoły" - autorskich pomysłów TVN.

Jest zdania, że kluczem do sukcesu są tu temat i precyzyjna konstrukcja. - W klasycznej telenoweli najważniejszy jest bohater, tu liczą się temat i zamknięta formuła odcinka. Widz na końcu dostaje odpowiedź, rozwiązanie problemu - tłumaczy producentka.

"Dlaczego ja?", "Trudne sprawy", "Zdrady" czy "Dzień, który zmienił moje życie" - tytuły nie pozostawiają złudzeń co do tematyki i charakteru tych produkcji. Mają być blisko życia i dotykać problemów przeciętnego widza, ale w określony, przerysowany sposób. Scenarzyści "Ukrytej prawdy" TVN mają nawet listę przewodnich tematów, wokół których powinno się budować akcję. Małżeńska zdrada, problemy rodzinnych patchworków, aborcja, anoreksja, homoseksualizm, szkolne problemy dzieci i ucieczki z domów - wokół tego mają krążyć scenarzyści nowej produkcji TVN. Tematy mają łapać za serce przede wszystkim kobiety - gospodynie domowe, młode matki - które w tym czasie najliczniej zasiadają przed telewizorem.

Stosunkowo nowym trendem są paradokumenty, których akcja rozgrywa się w zamkniętych społecznościach - wśród uczniów czy pacjentów. "Szpital" nadawany w TVN zgarnia co piątego widza zasiadającego w tym czasie przed telewizorem, takich udziałów nie powstydziłby się niejeden celebrycki show. Kolejny sezon z rzędu dobre wyniki notuje również "Szkoła". - Serial okazał się sukcesem, bo choć jest adresowany do młodego widza, przyciąga także starszą publiczność. Młodzież ogląda historie rówieśników z ekranu głównie w celach rozrywkowych, zaś dla starszych serial jest źródłem wiedzy o problemach dzisiejszych nastolatków - wyjaśnia Lasoń.

Faktycznie. Z analizy NAM wynika, że ponad 20 proc. widowni "Szkoły" to dzieci poniżej 15. roku życia. Ponad 30 proc. to widzowie po pięćdziesiątce.

Dzieci oglądają nie tylko perypetie swoich rówieśników w serialu TVN, ale też inne paradokumenty, które są przecież emitowane w czasie, kiedy właśnie wracają ze szkoły. Biorąc pod uwagę drastyczną i nierzadko niecenzuralną tematykę paradokumentów, nie dziwi, że na te pozycje skarżyli się widzowie.

- Nie możemy udawać, że świat młodych nie bywa brutalny, ale my tych historii nie opowiadamy w sposób drastyczny. Chcemy przedstawić wiarygodnie świat nastolatków - broni "Szkoły" Lasoń.

Na fali sukcesu paradokumentów biznesowy sukces osiągają nie tylko właściciele stacji, ale i zewnętrzni producenci. Serialowe zagłębie z siedzibą we Wrocławiu zbudowali Okił Khamidow, który wypłynął przed laty m.in. jako reżyser "Świata według Kiepskich", i Holenderka Tamara Aagten-Margol. Ich firma - TAKO Media - jest najważniejszym producentem paradokumentów w Polsce. Ma ich na koncie już kilkanaście. Jak szacował "Forbes" w swoim rankingu, wartość firmy w latach 2011-2013 wzrosła o 77,4 proc. W 2013 r. spółka wypracowała 8,9 mln zł zysku netto, niemal pięć razy więcej niż w 2010 r.

Telenowela paradokumentalna sięga korzeniami popularnych w latach 90. docu-soap, czyli telenowel dokumentalnych. Gatunek narodził się w Wielkiej Brytanii w 1993 r., kiedy BBC nadało pierwszy odcinek "Childrens Hospital", paradokumentu, który tak jak polski "Szpital Dzieciątka Jezus", pierwsza polska telenowela dokumentalna nadawana w TVP 2, pokazywał historie dzieci zmagających się z przewlekłymi chorobami. Gatunek szybko zdobył popularność na Wyspach. Jeszcze w 1995 r. tytułów typu docu-soap w brytyjskiej telewizji było tylko cztery, w 1998 r. nadawano ich już 22. Bohaterami wszystkich tamtych produkcji byli autentyczni lekarze, pacjenci, górnicy czy żołnierze.

@RY1@i02/2015/091/i02.2015.091.00000140a.802.jpg@RY2@

Wpływy z reklam emitowanych przy odcinkach premierowych i powtórkach

Barbara Sowa

barbara.sowa@infor.pl

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.