Dziennik Gazeta Prawana logo

Bundeswehra w polskich butach

29 czerwca 2018

Odradza się krajowy przemysł skórzany. Już co trzecia para obuwia sprzedawana nad Wisłą pochodzi z rodzimych zakładów. Trend jest szczególnie widoczny w przypadku produkcji z naturalnych skór

Ubiegły rok był kolejnym z rzędu, w którym wzrosła produkcja obuwia w Polsce. Z taśm zjechało 36,4 mln par butów. To o ponad 6 proc. więcej niż rok wcześniej - wynika z najnowszych danych GUS. Tym samym niemal dogoniono najlepszy pod tym względem 2006 r., kiedy produkcja przekroczyła 37 mln par.

Te dane nie są całkowite, bo nie uwzględniają produkcji mikro i małych firm. A ta jest liczona w milionach par rocznie. Tym samym całkowita produkcja obuwia w Polsce przekracza 40 mln par. Przemysł się odradza, bo wytwórcy starają się uniezależnić od Chin. Zmuszają ich do tego konsumenci oczekujący obuwia lepszej jakości, produkowanego w krótkich seriach. Zmusza też pogoda, która wymaga od firm szybkiego reagowania na zmieniające się temperatury.

- Cykl produkcji butów w Polsce wynosi trzy tygodnie, co umożliwia błyskawiczne wprowadzenie nowych modeli do produkcji i sprzedaży oraz dokonywanie powtórek najlepiej sprzedających się modeli z danej kolekcji. W przypadku butów produkowanych w Azji cykl wytwarzania sięga nawet sześciu miesięcy - tłumaczy Piotr Nowjalis, wiceprezes zarządu spółki CCC, która w Polkowicach ma nie tylko największą, ale i jedną z najnowocześniejszych w Europie fabryk obuwia. Złożony z 10 linii montażowych zakład od zeszłego roku pracuje na dwie zmiany. Rocznie powstaje w nim 2,5 mln z 3 mln par butów produkowanych przez tę firmę w kraju. Pozostałe 500 tys. par CCC zleca krajowym podwykonawcom.

Na trendzie zyskuje więc cała branża, a nie tylko zakłady i pracownicy zatrudnieni przez producentów przenoszących produkcję do Polski z Chin. Zwłaszcza że przypadek CCC nie jest odosobniony. Gino Rossi wyprodukował w ubiegłym roku 520 tys. par butów, z czego 80 proc. w swoich zakładach w Słupsku, a 20 proc. u krajowych i europejskich poddostawców. - Gwarantuje nam to większą elastyczność oraz bezpieczeństwo dostaw niż zlecanie produkcji za granicą. Ważna jest też jakość komponentów. W Europie mamy wielu dostawców wysokiej jakości skór, które relatywnie trudno jest znaleźć na Dalekim Wschodzie - tłumaczy prezes Gino Rossi Tomasz Malicki.

Słupska fabryka przez lata budowała swoją pozycję. Na początku działalności, czyli ponad 20 lat temu, dzienna produkcja przy jednej zmianie nie przekraczała 100-150 par. Dziś jest to od 1000 do 1100 par butów. - W porównaniu z 2013 r. nasze moce produkcyjne znacznie się zwiększyły, ponieważ w ubiegłym roku kupiliśmy drugi zakład w okolicy Słupska. Moce pierwszego wynoszą ok. 240 tys. par rocznie. Nowy wytwarza ok. 160 tys. par obuwia w skali roku - wyjaśnia Tomasz Malicki.

Zdaniem ekspertów jesteśmy świadkami nowej rewolucji przemysłowej. Choć wciąż nam daleko do skali produkcji, z jakiej nasz kraj był znany w czasach PRL - powstawało wówczas nawet 140 mln par rocznie - to pod względem jakości nie tylko dorównujemy, ale i przebijamy inne kraje w Europie. - Kiedyś produkowaliśmy dużo tanich butów. Dziś wytwarzane w kraju obuwie plasuje się przynajmniej w średniej półce cenowej. To zasługa nie tylko nowoczesnego parku maszynowego, który zawitał do fabryk, ale i nowoczesnych technologii czy designu - tłumaczy Mariusz Babral, wiceprezes Polskiej Izby Przemysłu Skórzanego.

W efekcie stawia to nasz kraj na piątym miejscu w Europie pod względem produkcji, za Włochami, Hiszpanią, Portugalią i Rumunią. Renoma polskich fabryk jest znana nie tylko w kraju, ale i za granicą. - To sprawia, że firmy z Włoch, Niemiec i Skandynawii zaczynają zlecać swoją produkcję naszym zakładom - wymienia Mariusz Babral. Furorę za granicą robią nie tylko damskie szpilki, męskie półbuty czy dziecięce pantofle z Polski. Nasz kraj wyrasta również na fachowca od butów specjalnego przeznaczenia. Dlatego np. niemiecka Bundeswehra zamawia obuwie w polskich fabrykach według technologii opracowanych przez naszych specjalistów. Z takiej produkcji słynie m.in. zakład należący do firmy KupczaK Products z Krotoszyna, która jako jedyna w kraju ma licencję na używanie w obuwiu membrany oddychającej Gore-Tex.

- Ale w Polsce powstają też nowoczesne drewniaki, łączące drewno z lekkim i wygodnym spodem z poliuretanu, co więcej, zamawiają je w naszych fabrykach Skandynawowie, którzy słyną z tego rodzaju butów. Nasze drewniaki sprawdzają się w szpitalach na całym świecie - komentuje Mariusz Babral. Jak zauważa prezes firmy Bartek Paweł Bartnicki, w Polsce dostępne są wszystkie znane na świecie technologie produkcji butów. - W efekcie możliwe jest wytworzenie nie tylko bardzo elastycznych, ale i lekkich butów - dodaje Bartnicki, który produkuje 600 tys. par butów, z czego 65 proc. w Polsce. A jeszcze w latach 90. produkcja firmy sięgała 80 tys. par.

Napływ nowoczesnych technologii i maszyn do krajowych fabryk sprawia jednak, że wraz ze wzrostem produkcji nie rośnie zatrudnienie w przemyśle obuwniczym. Od wielu lat pozostaje ono na stabilnym poziomie. Większa produkcja nie sprawia też, że ograniczeniu ulega import obuwia do Polski. Ostatnie wiarygodne dane pochodzą z 2013 r. i wskazują, że wówczas do Polski sprowadzono 117 mln par butów. W 2012 r. import wyniósł 102 mln par. Także dlatego, że polscy producenci zlecają produkcję podwykonawcom nie tylko z naszego kraju, ale i z innych państw Europy. Rodzime fabryki dysponują zbyt małymi mocami przerobowymi.

- Dlatego współpracujemy m.in. z zakładami z Białorusi i Słowacji. W ciągu dwóch lat chcemy jednak wyremontować nasz zakład w Radomiu, który dziś jest nieczynny. Będzie dysponował mocami dwa razy większymi niż fabryka w Mińsku Mazowieckim, a ta wytwarza 150 tys. par butów rocznie - twierdzi Paweł Bartnicki. I dodaje, że po uruchomieniu nowej fabryki zlecenia w Europie zostaną ograniczone. Plany rozbudowy mocy produkcyjnych mają też inni. Dlatego kolejne lata mogą przynieść dalszy wzrost produkcji butów w Polsce. W styczniu i lutym tego roku, według GUS, powstało już o 10 proc. więcej obuwia w kraju niż przed rokiem. Produkcja w Polsce będzie rosła również ze względu na wysoki kurs dolara. Z tego powodu wytwarzanie skórzanych butów w krótkich seriach w Chinach już dziś kosztuje o 20 proc. więcej niż w Polsce.

Produkcja odzieży także wraca do kraju

Przede wszystkim chodzi o odzież ciężką, bardziej skomplikowaną pod względem formy i kroju, jak płaszcze, garnitury czy marynarki. Jakość tych towarów ma większe znaczenie niż w przypadku prostych ubrań, jak spódnice czy koszulki. Na nią zaś stawia coraz więcej firm, zwłaszcza oferujących ubrania ze średniej i wyższej półki cenowej. Tymczasem fabryki w Chinach nie są w stanie sprostać temu zadaniu. Tracą poza tym pod względem czasu dostawy, który trwa tygodniami.

Zlokalizowane w Europie, w tym w Polsce, zakłady dysponują natomiast ogromnym doświadczeniem w produkcji skomplikowanych ubrań. W efekcie w ubiegłym roku, według danych GUS, produkcja płaszczy damskich w krajowych fabrykach zwiększyła się o ponad 18 proc., do 449 tys. sztuk, marynarek chłopięcych o 7 proc., do 795 tys. sztuk, a koszul i bluzek o 5,4 proc., do 2,3 mln sztuk. Początek roku przyniósł kontynuację tendencji wzrostowej. Dodatkowo nastąpiło odbicie w produkcji spodni i szortów damskich, która jeszcze w ubiegłym roku była w trendzie spadkowym, o 10 proc., do 362 tys. sztuk. Producenci mówią, że w ostatnim czasie przybywa też zleceń na garnitury szyte na miarę.

Eksperci zauważają jednak, że tak dynamiczny wzrost produkcji ubrań nie musi zostać utrzymany w kolejnych latach. I nie będzie to wcale efekt rezygnacji producentów z produkcji w naszych fabrykach, ale braku kadry pracowniczej. Na przestrzeni ostatnich lat likwidacji uległy szkoły zawodowe kształcące pracowników tej branży. Specjaliści w większości są w wieku przedemerytalnym. Związek Producentów Odzieży i Tekstyliów Lewiatan postanowił więc podjąć starania, by nie dopuścić do ponownego załamania produkcji w Polsce. Od września tego roku zmieni się podstawa programowa w szkołach zawodowych. Będzie można w nich uzyskać nie tylko - jak dotychczas - tytuł technika technologii odzieży, ale i tytuł technika przemysłu mody. Dzięki temu młodzi ludzie będą lepiej przygotowani do pracy w przemyśle.

PO

@RY1@i02/2015/068/i02.2015.068.00000040a.802.jpg@RY2@

Produkcja obuwia w Polsce

Patrycja Otto

patrycja.otto@infor.pl

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.