Dziennik Gazeta Prawana logo

To my zaczęliśmy dbać o przestrzeń

29 czerwca 2018

ROZMOWA Doświadczyliśmy rzeczy fenomenalnej, bo z placu Europejskiego korzystają nie tylko pracujący w Warsaw Spire, lecz także rodziny z dziećmi, dzieci kąpiące się w fontannach, ludzie wypoczywający na leżakach, grający w bule - mówi Jarosław Zagórski, dyrektor handlowy i rozwoju Ghelamco Poland

W tym roku Ghelamco oddało do użytku swój flagowy projekt - Warsaw Spire. To największy projekt biurowy w Polsce. Czym teraz firma planuje zaskoczyć rynek?

Naszym celem nie jest zaskakiwanie rynku. Choć rozumiem, że dla niektórych sukces Warsaw Spire był zaskoczeniem. Wiele osób mówiło, że projekt tej skali nie ma szans na powodzenie. Udowodniliśmy jednak, że jest odwrotnie. Dziś Warsaw Spire jest wynajęty w blisko 90 proc. Nie zwalniamy jednak tempa i rzeczywiście już pracujemy nad kolejnymi ciekawymi projektami. Mamy też świadomość, że po Warsaw Spire poprzeczka jest zawieszona bardzo wysoko.

Na jakim etapie jest kolejny państwa projekt?

W trakcie budowy mamy budynki przy Wołoskiej i Wroniej w Warszawie oraz Przystanek mBank w Łodzi. To dobre, skrojone na potrzeby najemców projekty. Największym jednak wyzwaniem będzie projekt powstający w pobliżu Warsaw Spire, po drugiej stronie ronda Daszyńskiego. Roboczo nazywamy go Sienna Towers. Obecnie trwają tam prace ziemne, które potrwają kilkanaście miesięcy. Jeśli chodzi o powierzchnię najmu, będzie to projekt o około 5-6 tys. mkw. większy od Warsaw Spire. Docelowo będzie się składać z trzech wieżowców, które wyrosną ze wspólnej podstawy.

Czy projekt ten powstanie w jednej fazie? Tak jak Warsaw Spire?

Będziemy dążyć do tego, żeby projekt nie powstawał w fazach. Co więcej, w tej chwili nie ma takiej koncepcji. Projekt ma być realizowany od razu w całości, nie zamierzamy dzielić go na fazy.

Wartość nakładów poniesionych na Warsaw Spire wyniosła ok. 1 mld zł. Czy Sienna Towers będzie kosztować tyle samo?

Skalą projekt jest bardzo podobny. Dotyczy to także budżetu. Oczywiście ten budynek będzie miał inny charakter. Będzie się składał z podium, z którego wyrosną trzy budynki wieżowe. Znajdą się w nim biura, hotel i powierzchnie usługowe. Całość zostanie połączona ze stacją II linii metra.

Budowa Warsaw Spire została sfinansowana przez konsorcjum banków. Był to chyba największy w Polsce kredyt przyznany na pojedynczy projekt. W jaki sposób będzie wyglądać finansowanie Sienna Towers?

Nie mogę w tej chwili udzielić szczegółowych informacji na ten temat. Mogę jedynie powiedzieć, że Ghelamco ma w Polsce bardzo dobre relacje z wieloma bankami. To są długoletnie relacje, w niektórych przypadkach sięgające dwudziestu lat. Zrealizowaliśmy wspólnie z bankami kilkanaście projektów. Dlatego jestem spokojny o finansowanie Sienna Towers, zwłaszcza, że sukces marketingowy i komercyjny Warsaw Spire wpłynął bardzo pozytywnie na postrzeganie naszej firmy.

Rynek biurowy to nie tylko Warszawa. Ghelamco jest już obecne poza stolicą. Czy planują państwo na szerszą skalę wyjść ze swoimi projektami poza Warszawę? Czy może jednak rynki regionalne są przegrzane?

Rzeczywiście ruch na rynkach regionalnych jest dość duży. I to mnie bardzo cieszy. One oczywiście mają swoją specyfikę, ponieważ wciąż są stosunkowo niewielkie. Czasem wystarczy jeden nietrafiony projekt o powierzchni 20 tys. mkw., żeby zbudować podstawę do wykazania dwucyfrowego wskaźnika pustostanów. Specyfika rynków regionalnych wynika też z tego, że one są bardzo mocno uzależnione od sytuacji makroekonomicznej. W Warszawie mamy dziś blisko 5 mln. mkw. biur i sama ta skala powoduje, że bez względu na cykliczne zawirowania w gospodarce ten rynek wciąż żyje. Tu zawsze się coś dzieje, ktoś się przeprowadza, ktoś się rozwija. Rynki regionalne są pod tym względem dużo bardziej wrażliwe. W chwili, gdy będzie spadać liczba inwestycji zagranicznych to będzie to tam odczuwalne. Na szczęście obecnie Polska wciąż jest modnym kierunkiem inwestycyjnym.

Chce pan przez to powiedzieć, że nie trzeba się obawiać o inwestycje na rynkach regionalnych?

Trzeba być ostrożnym przy konstruowaniu tak jednoznacznych stwierdzeń. Warto zauważyć, że obecnie w walkę o klientów, którzy zazwyczaj wybierali miasta regionalne włączyła się Warszawa. Mam tu na myśli sektor usług finansowych, SSC, BPO czy R&D. Problem polega na tym, że na rynkach regionalnych zaczyna brakować wysoko wykwalifikowanej kadry. W Warszawie przynajmniej panuje takie przeświadczenie, o tych specjalistów jest dużo łatwiej. Z drugiej strony koszty związane z wynajmem nieruchomości mocno się spłaszczyły: biura w dobrych lokalizacjach w miastach regionalnych można wynająć w zbliżonych cenach do tych, jakie są oferowane poza centrum Warszawy. Tym samym Warszawa stała się dziś dużym graczem konkurującym z Wrocławiem, Krakowem, Trójmiastem czy Łodzią.

To na jakie rynki regionalne stawia Ghelamco i na jakich zamierza być?

Dotychczas zrealizowaliśmy projekty we Wrocławiu i w Katowicach. W Łodzi jesteśmy w trakcie budowy Przystanku mBank, biurowca szytego na miarę. Ale wciąż przyglądamy się nowym możliwościom. Myślę, że jeszcze w tym roku lub na początku przyszłego będziemy mogli rozpocząć projekt w Krakowie. Być może już wkrótce zaskoczymy rynek i zapowiemy kolejny projekt w jednym z miast regionalnych.

Ghelamco znane jest głównie z biurowców. Firma miała jednak przygodę z rynkiem mieszkaniowym i magazynowym. Swego czasu zapowiadali państwo obecność na rynku handlowym. Czy firma nadal ma w planach wejście w nowe segmenty rynku nieruchomości?

Mamy zaplanowane trzy projekty handlowe. Są to lokalne centra z lokalami usługowymi. Nie wchodzimy w wielkoformatowy handel. Jeśli zaś chodzi o inne segmenty, to obecnie pieczołowicie odrestaurowujemy zabytkowe kamienice przy ul. Foksal w Warszawie.

Ostatnio zapanowała moda na start-upy. Na zachodzie firmy te już wpływają na rynek nieruchomości. Mają inne oczekiwania, deweloperzy muszą na nie odpowiadać. Czy deweloperzy w Polsce są gotowi na zaspokojenie potrzeb startapów? Czy może w Polsce nie ma się czym przejmować?

Gdy patrzę na rozwój startupów to myślę, że żyjemy w fantastycznych czasach. Jeśli zaś chodzi o rynek nieruchomości, to obecnie startupy wciąż mają ograniczony wpływ na budynki. Oczywiście dostrzegam sukces takich firm jak WeWork i ich miliardowe wyceny, dostrzegam rosnące zapotrzebowanie na biura coworkingowe. I myślę, że to dopiero początek zmian. Dlatego jeśli ktoś chce być innowacyjny musi przewidywać trendy, reagować z wyprzedzeniem, szukać nowatorskiego podejścia do biznesu. Sami więc rozwijamy projekty, które będą świeże nawet za kilka lat. Między innymi zdecydowaliśmy się zostać partnerem akceleratora biznesu The Heart Warsaw. Zaangażowaliśmy się więc bezpośrednio w środowisko startupów.

Po co?

Po pierwsze, chcemy wspierać młodych ludzi, którzy mogą realizować swoje projekty, a po drugie dlatego, że mamy gen pioniera. To nas wyróżnia, jesteśmy innowacyjni. Oczywiście szukamy też synergii...

Czyli w pewien sposób wychowujecie sobie przyszłych najemców?

Po prostu aktywnie wspieramy młode firmy. Ważnie jest dla nas to, że start-upy mogą funkcjonować w naszych budynkach i że dobrze się w nich czują. Przez blisko dwa lata The Heart Warsaw będzie funkcjonował w Warsaw Spire. Docelowo zostanie przeniesiony do projektu Sienna Towers. Stanie się jednym z wyróżników tego projektu. O szczegółach opowiemy jednak za kilka tygodni.

U deweloperów można też zauważyć próby łączenia projektów z otoczeniem, czyli otwieranie ich dla mieszkańców. Czy Ghelamco dostrzega taki trend, czy uwzględnia go w swoich inwestycjach? Jeśli tak to w jaki sposób?

Cieszę się, że poruszyła pani ten temat, bo to nie jest tak, że dostrzegamy ten trend. Z dumą mogę powiedzieć, że byliśmy pierwszym deweloperem, który w swojej strategii uwzględnił zrównoważony rozwój i troskę o przestrzeń publiczną. Pozyskaliśmy teren, który przez lata był niedostępny dla mieszkańców Warszawy. W kwartale ulic Łucka, Wronia, Towarowa i Grzybowska stworzyliśmy ogólnodostępny, przyjazny mieszkańcom plac. To pierwsza tej skali przestrzeń publiczna w Polsce stworzona przez dewelopera. Mam satysfakcję, że inni deweloperzy planują teraz podobne inwestycje i zaczęli mówić o zrównoważonym rozwoju i przestrzeniach publicznych.

Czy prywatno-publiczna przestrzeń może funkcjonować na równych prawach z przestrzenią publiczną?

Jestem przekonany, że tak. Żeby właściwie urządzić plac Europejski, zaprosiliśmy do współpracy pracownię Wirtz International. To specjaliści najwyższej klasy. Znani są m.in. z urządzenia ogrodów Pałacu Elizejskiego czy Jubilee Park w londyńskim Canary Wharf. Skorzystaliśmy z ich bogatych doświadczeń. Efekt jest taki, że jestem pod wrażeniem tego, że tak szybko ten plac zafunkcjonował. Doświadczyliśmy rzeczy fenomenalnej, bo z placu korzystają nie tylko pracujący w Warsaw Spire, ale spotkać można na nim rodziny z dziećmi, dzieci kąpiące się w fontannach, ludzi wypoczywających na leżakach, grających w bule. To wszystko pokazuje, że warto takie rzeczy robić. I jeśli tylko będziemy mieli odpowiedni teren, to będziemy to robić.

No właśnie kiedy kolejny tego typu projekt?

Uważam, że tego nie można robić na siłę, bo nie każdy projekt umożliwia zrealizowanie przestrzeni publicznej w takiej skali. Myślę, że nasz kolejny projekt o tej skali - jeśli chodzi o przestrzeń publiczną - to będzie Dworzec Gdański, czyli adaptacja terenów przyległych do torowisk, które dziś trudno nazwać tkanką miejską. Ten projekt będzie dużym wyzwaniem, ale dziś jesteśmy bogatsi o doświadczenia wyniesione z realizacji placu Europejskiego. To są projekty, które dają dużą satysfakcję.

@RY1@i02/2016/211/i02.2016.211.02100070f.801.jpg@RY2@

Rozmawiała Patrycja Otto

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.