Taborowe mariaże i obietnice
TRANSPORT Ten rok to dla producentów pojazdów kolejowych czas zaciskania pasa. Każdy ma swoją strategię przetrwania
O Innotrans w Berlinie mówi się pół żartem, pół serio, że to największe polskie targi transportu szynowego. Tym razem do stolicy Niemiec przyjechało blisko 3 tys. wystawców z 60 krajów, w tym prawie stu z Polski. W tym roku wybuchła tu branżowa bomba, że Solaris połączy siły ze szwajcarskim Stadlerem. Obie firmy mają wspólnie działać na rynku tramwajowym.
Jak zapowiedziała współwłaścicielka Solarisa Solange Olszewska, pierwszym krokiem będzie start w ogłoszonym niedawno przetargu na tramwaje dla Krakowa. W branży ten ruch jest odczytywany jako oddanie przez Solarisa pałeczki dyrygenta Stadlerowi w kapitałochłonnym biznesie tramwajowym i skoncentrowanie się na rynku autobusowym, na którym Solaris jest narodowym czempionem. - To może być dobra wiadomość dla Pesy. Jeśli Stadler będzie stroną dominującą w mariażu z Solarisem, tramwaje będą droższe - usłyszeliśmy w kuluarach targów.
Szansą dla graczy grających jakością, a nie ceną, może być jednak nowe prawo zamówień publicznych. Znowelizowane zapisy zachęcają do odejścia od wyłącznego kryterium najniższej ceny, a promowania bezawaryjności, niskich kosztów użytkowania czy energii. Solaris osiągnął w ubiegłym roku prawie 1,7 mld zł przychodów, ale większość z nich to wpływy z rynku autobusowego, na którego potrzeby produkuje fabryka w Bolechowie. Łączna wartość zamówień Grupy Stadler w 2015 r. wyniosła 2,1 mld franków, z czego 15 proc. przypada na zakład w Siedlcach. W kuluarach usłyszeliśmy, że może to być wstęp do głębszej integracji, czyli przejęcia przez Stadlera pakietu udziałów w tramwajowej części Solarisa.
Dla Pesy, lidera polskiego rynku taborowego, Innotrans jest czasem listów intencyjnych. Najpierw prezes Tomasz Zaboklicki podpisał z szefem ukraińskich kolei Ukrzaliznycia Wojciechem Balczunem (byłym szefem PKP Cargo) memorandum w sprawie modernizacji lokomotyw. Następnie zarząd zawarł podobny dokument z czeską grupą energetyczną EPH w sprawie dostaw lokomotyw Gama Marathon: elektrycznych, ale ze spalinowym silnikiem dojazdowym do manewrów na bocznicach. Z jednej strony perspektywa jest obiecująca, zwłaszcza na Ukrainie, gdzie potrzeby taborowe są ogromne. Z drugiej - list intencyjny świadczy tylko o woli współpracy, a nie przekłada się automatycznie na kontrakty.
A te są teraz na wagę złota. W 2015 r. bydgoska Pesa wywindowała obroty powyżej 3 mld zł, sprzedając 286 pojazdów. - Spodziewam się, że ten rok zamkniemy z przychodem na poziomie 1,3 mld - 1,4 mld zł - powiedział DGP Tomasz Zaboklicki. - Spowolnienie to efekt polityki gospodarczej kraju i rozdziału środków UE, zakładającego spiętrzenie wydatków pod koniec perspektywy - tłumaczył. Koniec ubiegłego roku był czasem kumulacji zleceń taborowych, bo tylko do grudnia 2015 r. można było rozliczać kontrakty dofinansowywane przez UE z budżetu 2007-2013. Dzisiaj lodowa góra zleceń stopniała, a firmy dostały zadyszki, bo nowa perspektywa dopiero się rozkręca.
Nowosądecki Newag zamknął ubiegły rok z przychodami przekraczającymi 1 mld zł i 65 mln zł zysku netto. W tym czasie sprzedał 73 pojazdy. W tym roku będzie trudniej, chociaż pozytywną wiadomością są dodatkowe zamówienia z wcześniejszych kontraktów. Samorząd Opolszczyzny ogłosił wczoraj, że w ramach opcji dokupi dwa pociągi Impuls. O sześć sztuk może się zwiększyć umowa na pociągi Vulcano dla Katanii, a o 10 dla Bari. - Szykujemy się do przetargów w Wielkopolsce, Rzeszowie i Warszawie. Mamy nowy kontrakt na 17 pociągów dla Zachodniopomorskiego - przypomina prezes Newagu Zbigniew Konieczek. Jeśli jednak worek z kontraktami w Polsce nie otworzy się szerzej, spółki będą musiały szukać zleceń za granicą. Inna możliwość to ograniczenie działalności w Polsce, redukcja produkcji i zatrudnienia.
Producenci pocieszają się, że perspektywy są. Koleje Mazowieckie zapowiadają kontrakt na 71 pociągów w formule sześciu składów jako zamówienie podstawowe i 65 w opcji. Metro Warszawskie szykuje zlecenie na 20-59 pociągów dla nowych odcinków drugiej linii. Wielkość zależy od tego, czy będą wycofywane pociągi rosyjskie. PKP Intercity zapowiada, że do 2020 r. przeznaczy na tabor 1,8 mld zł. Chodzi m.in. o zakup 40 lokomotyw. W branży kolejowej powszechna jest też wiedza, że spółka PKP PLK nie wyda do 2023 r. części z ponad 66 mld zł dotacji UE na infrastrukturę. Mamy trzeci rok unijnej perspektywy, a program inwestycyjny PLK wciąż na dobre nie wystartował. - Żeby pieniądze nie przepadły, należy szykować wariant alternatywny zakładający wykorzystanie części tych pieniędzy na program taborowy - apeluje Tomasz Zaboklicki z Pesy.
Polska zaczyna też odgrywać istotną rolę w strukturze francuskiego giganta - Alstomu. Jak powiedział DGP prezes Alstomu Henri Poupart-Lafarge, decyzja już zapadła i fabryka w Chorzowie stanie się centrum kompetencyjnym i produkcyjnym dla taboru metra w światowej strukturze koncernu. Programem pilotażowym był kontrakt na 69 składów metra dla Rijadu w Arabii Saudyjskiej. - Produkcja w Chorzowie przebiega bez zakłóceń, a pierwsze sztuki mają zostać dostarczone w 2017 r. - usłyszeliśmy. Z kolei kanadyjski Bombardier uruchamia właśnie we Wrocławiu (w dawnym Pafawagu) produkcję nadwozi superszybkich pociągów ICx dla Deutsche Bahn, które mają jeździć z prędkością ponad 250 km/h. Przewoźnik zamówił w konsorcjum Siemensa i Bombardiera 130 pociągów, a ich produkcja będzie częściowo zlokalizowana na Dolnym Śląsku.
@RY1@i02/2016/184/i02.2016.184.000001100.801.jpg@RY2@
Volkmar Otto/mat. prasowe
Na tegorocznych targach Innotrans w Berlinie zaprezentowało się trzy tysiące wystawców, w tym blisko 100 z Polski
Konrad Majszyk
korespondencja z Berlina
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu