Francuzi wzorują się na Niemcach
TRANSPORT Już za tydzień wchodzą w życie francuskie przepisy dotyczące płacy minimalnej, które znacząco podniosą koszty i skomplikują działalność przewoźników drogowych m.in. z Polski
Francuska ustawa o płacy minimalnej zacznie obowiązywać 1 lipca. Od tego dnia przewoźnicy z zagranicy, wykonując przewozy we Francji, będą się musieli stosować do tamtejszych wyśrubowanych wymagań.
- Loi Macron to już kolejne po niemieckim MiLoG przepisy wymierzone w przewoźników z krajów nowej UE, w tym z Polski. Te przepisy to protekcjonizm w czystej postaci, którego celem jest wspieranie przez niektóre kraje starej UE własnego biznesu przewozowego - mówi Maciej Wroński, przewodniczący Związku Pracodawców "Transport i Logistyka Polska".
Po pierwsze, ustawa Macrona narzuca minimalną wymaganą stawkę dla kierowcy za godzinę w wysokości 9,6 euro (bez diet daje to 1457 euro miesięcznie przy 35-godzinnym tygodniu pracy). Po drugie, wynagrodzenie musi być powiększone m.in. o dodatek za wysługę lat wynikający z obowiązującego we Francji układu zbiorowego płac dla sektora transportu. Po trzecie, dochodzą jeszcze przywileje gwarantowane przez francuskie prawo pracy, np. dłuższy niż w Polsce urlop i nadgodziny opłacane w kwocie wyższej o 10-25 proc. od standardowej stawki.
Jak wylicza Maciej Wroński ze związku TLP, w zakres kosztów pracy kierowcy należy uwzględnić więc oprócz stawki za godzinę pracy (ok. 9,6 euro) także dietę w wysokości 13,06 euro, ryczałt za podróż od 41,8 do 54,8 euro, dodatek za pracę w święta i niedzielę (do trzech godzin 10 euro, a powyżej trzech godzin 23,3 euro) plus dodatki stażowe.
Dla polskich firm przepisy te mogą spowodować znaczący wzrost kosztów działalności, ale także przerost nowych nieżyciowych procedur. Francuski ustawodawca wymaga m.in.:
● zgłoszenia pracownika;
● wyznaczenia przedstawiciela we Francji;
● prowadzenia dokumentacji w języku francuskim;
● przechowywanie części dokumentacji w kabinie na wypadek kontroli.
Przedsiębiorcy będą musieli za każdego kierowcę wypełniać zaświadczenie o delegowaniu, które będzie ważne maksymalnie przez pół roku. Dokument musi wskazywać m.in. system ubezpieczeń społecznych, do którego odprowadzane są składki, oraz dane dotyczące kierowców: stawki godzinowe brutto (w przeliczeniu na euro) oraz koszty diet i ryczałtów.
Ponadto pracodawca będzie musiał sam zweryfikować, do której francuskiej klasy wynagrodzenia pracownik jest zakwalifikowany.
Spośród 30 tys. polskich firm, które zajmują się transportem międzynarodowym, miażdżącą większość stanowią małe przedsiębiorstwa dysponujące kilkoma pojazdami. Czy takie firmy będą w stanie udźwignąć dodatkowy koszt utrzymywania stałego pełnomocnika we Francji i tłumaczenia dokumentów na język Woltera? W praktyce bariera wejścia jest tak wysoka, że duża część firm się na jej przekroczenie nie zdecyduje.
- Nasi przedsiębiorcy w większości nie będą w stanie spełnić wymogów Loi Macron - twierdzi Maciej Wroński.
A sankcje mogą być dotkliwe. Za nieprzestrzeganie przepisów przewidziano kary do pół miliona euro dla przewoźnika w Polsce, ale nie tylko. Francuski ustawodawca wymyślił współodpowiedzialność nadawcy, który również może zostać obciążony karą finansową. Efekt - to może odstraszyć europejski biznes logistyczny od współpracy z dotychczasowymi, tańszymi partnerami z Europy Środkowo-Wschodniej.
Przygotowując swoje rozwiązanie, Francuzi wzięli przykład z Niemców. Na początku ubiegłego roku Niemcy wprowadzili MiLoG, czyli własną ustawę o pensji minimalnej. Te protekcjonistyczne regulacje nakładają m.in. na firmy z Polski obowiązek płacenia kierowcom co najmniej 8,5 euro za godzinę pracy, kiedy wykonują transporty na terenie Niemiec. Dla przedsiębiorców to bardzo istotne obciążenie, biorąc pod uwagę niską rentowność netto w segmencie przewozów drogowych.
W sprawie MiLoG wciąż nie jest zakończone postępowanie KE przeciwko Niemcom, które trwa już od roku. Mimo że ustawa też obowiązuje od roku, na razie z jej tytułu nie było istotnych sankcji (żaden przewoźnik tej maksymalnej kary nie dostał). Dominuje opinia, że pragmatyczni Niemcy wstrzymują się z egzekwowaniem przepisów, zanim nie będzie rozstrzygnięcia KE.
Bardziej niepokojące jest Loi Macron. Według Anny Widuch, radcy prawnego z kancelarii TransLawyers, regulacje Paryża są dla polskiego sektora transportowego trudniejsze niż to, czego wymaga Berlin w ramach MiLog.
- Po pierwsze, MiLoG wyznacza stawkę minimalną na poziomie 8,5 euro, a ustawa Macrona przewiduje 9,6 euro, dodatkowo wymagając uwzględnienia zapisów z układu zbiorowego płac. Po drugie, Loi Macron nakłada obowiązek wyznaczenia przedstawiciela we Francji, czego nie wymagają u siebie Niemcy. A po trzecie, jadąc przez Francję, kierowca będzie musiał mieć część dokumentacji w kabinie, inaczej niż w Niemczech - tłumaczy mec. Anna Widuch.
@RY1@i02/2016/122/i02.2016.122.14000110k.802.jpg@RY2@
Polscy przewoźnicy drogowi w Europie
Konrad Majszyk
O zmianach w unijnej dyrektywie o delegowaniu pracowników, do której nawiązują Loi Macron i MiloG, czytaj na str. 14
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu