Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo

Sto ułatwień, setki wątpliwości

2 lipca 2018

PAŃSTWO Wiele propozycji, ale na razie mało konkretów. Tak się prezentuje plan głębokich zmian, który ma być największym gospodarczym sukcesem obecnego rządu. Eksperci powtarzają jak mantrę: za wcześnie na bicie braw

Ponad 100 rozwiązań dla firm, głównie tych najmniejszych. Tak swój plan - w praktyce prezentację w PowerPoincie i kilka stron uzasadnienia - reklamuje wicepremier i minister rozwoju Mateusz Morawiecki. Jak dotąd znamy zaledwie kilkanaście konkretów. Obejmą one przede wszystkim zmiany w zbyt skomplikowanej dla przedsiębiorców procedurze administracyjnej oraz nieprzystających do coraz bardziej cyfrowej rzeczywistości regulacjach prawa pracy.

Postanowiliśmy część przedstawionych propozycji poddać krytycznej analizie. Efekt? Przede wszystkim to, co ładnie wygląda na slajdach, niekoniecznie da się równie dobrze przenieść do treści ustaw. Najważniejsze więc będą szczegóły, a tych nie ma. Jednocześnie jednak przedstawiciele biznesu są dość zgodni co do tego, że jeśli wszystko pójdzie po myśli Morawieckiego, doczekamy się wreszcie reformy na miarę tej przeprowadzonej przez Mieczysława Wilczka. Przedsiębiorcy nie chcą bowiem wcale, aby państwo wyręczało ich w prowadzeniu firm.

- Niech nam jedynie nie przeszkadza i sprawi, że będziemy mogli skupić się na działalności, a nie na bieganiu od urzędu do urzędu, w których czujemy się często jak intruzi - wskazuje wiceprezes Związku Przedsiębiorców i Pracodawców Dorota Wolicka. I przypomina, że to przecież mały i średni biznes odpowiadają za dwie trzecie PKB oraz tworzą miliony miejsc pracy.

Przed wicepremierem bez wątpienia stoi wielkie wyzwanie. Wystarczy wspomnieć, że przytłaczająca większość propozycji to rozwiązania, które zaproponował już rząd PO-PSL w tzw. konstytucji dla biznesu. Ba, w resorcie wicepremiera Morawieckiego za uproszczenia dla przedsiębiorców odpowiada wiceminister Mariusz Haładyj. Czyli ten sam, który był odpowiedzialny za uproszczenia w poprzednim rządzie. Mimo że dwoił się i troił, nie skruszył urzędniczego muru. Efekt wszyscy znamy: wiele miesięcy prac, a wielki projekt nie wszedł w życie.

Pojawia się więc pytanie: czy za kilka lat Mateusza Morawieckiego będziemy mogli stawiać w jednym rzędzie z Mieczysławem Wilczkiem, czy też plan jego reform skończy na półce obok rozwiązań proponowanych przez ministrów Hausnera czy Belkę.

Kontrole i pewność prawa

Koniec ze ściganiem sprzedawców pietruszki. Urzędnicy zapukają do tych drzwi, za którymi ich zdaniem występują nieprawidłowości zagrażające budżetowi państwa lub bezpieczeństwu pracowników.

- To krok w dobrym kierunku, o ile zostanie postawiony w taki sposób, w jaki to zapowiedziano - twierdzi prezes Związku Przedsiębiorców i Pracodawców Cezary Kaźmierczak. Jego zdaniem jeśli organy kontrolne przestaną nękać kioskarki lub kwiaciarki, aby im wlepić mandat, będzie to ogromny sukces tego rządu.

Ale pojawia się wątpliwość, czy od przepisu o obowiązku profilowania zagrożeń nie będzie licznych wyjątków. Projekt prawa działalności gospodarczej stworzony w poprzedniej kadencji zawierał podobne rozwiązanie, lecz sformułowano go tak, że gdyby wszedł w życie, profilowanie mogło pozostać jedynie teorią.

Wszystkie organy sprawdzające prawidłowość prowadzenia biznesu będą zobowiązane do umieszczenia na swoich stronach internetowych szczegółowych informacji o tym, w jaki sposób przeprowadzają kontrole, krok po kroku. To ogromne ułatwienie dla wielu przedsiębiorców, którzy dotychczas wertowali ustawę po ustawie w poszukiwaniu odpowiedzi na wątpliwości, czy urzędnik postępuje zgodnie z procedurą.

Minister Morawiecki chce, aby organy państwa za zgodą przedsiębiorcy mogły wejść do firmy w tym samym czasie. Obecnie bywa tak, że w kilka dni po wyjściu jednych urzędników przychodzą następni. To dezorganizuje funkcjonowanie biznesu.

Ministerstwo o tej propozycji poinformowało w szczątkowy sposób. Trudno obecnie ocenić, jak należy rozumieć zakaz. Czy oznaczał on będzie, że ten sam organ nie będzie mógł ponownie sprawdzić przedsiębiorcy w konkretnej sprawie? A może, jeśli przykładowo ZUS przeprowadzi kontrolę w czerwcu, to kolejną będzie mógł przeprowadzić dopiero po upływie określonego czasu? Na szczegóły musimy zaczekać.

Wielokrotnie wskazywano, że największy problem dla biznesu pojawia się wówczas, gdy urzędnicy zmieniają interpretację przepisów. Często bowiem przedsiębiorcy, którzy stosowali się do poprzedniej wykładni, ponosili dotkliwe konsekwencje. MR zapowiada: koniec z tym. Każda zmiana wykładni przepisów będzie mogła obowiązywać wyłącznie na przyszłość, a nie wstecz.

Procedury administracyjne

Przedsiębiorca chce załatwić sprawę w urzędzie, ale nie dostaje we wskazanym terminie odpowiedzi. To codzienność wielu firm. Nie pozostaje wówczas nic innego, niżeli mobilizować organ do wydania decyzji. Wicepremier Morawiecki chce, aby w niektórych sprawach (co do zasady prostych i niezwiązanych z pogorszeniem sytuacji innych podmiotów) przyjęty został mechanizm milczącej zgody. Wtedy od chwili, w której upłynie termin na wydanie decyzji, przedsiębiorca będzie mógł zrobić to, o co wnioskował. Ewentualna opieszałość administracji nie odbije się niekorzystnie na funkcjonowaniu biznesu.

Obecnie gdy decyzję administracyjną wydaje minister lub samorządowe kolegium odwoławcze, a przedsiębiorca się z nią nie zgadza, zanim pójdzie do sądu, musi wystąpić o ponowne rozpatrzenie sprawy. W przytłaczającej większości przypadków organ nie zmienia zdania. Efektem jest więc jedynie wydłużenie realnego czasu rozpoznania sprawy o kilka miesięcy. Dla biznesu to stracony czas. Możliwość zaskarżenia już pierwszej wydanej decyzji zmniejszy liczbę spraw w urzędach i przyspieszy procedurę.

Znacząco miałaby się zwiększyć liczba spraw rozpoznawanych w wojewódzkich sądach administracyjnych na posiedzeniach niejawnych oraz aby częściej zamiast trzyosobowego składu sędziowskiego wyrokował jeden sędzia. Takie przyspieszenie prowadzenia postępowań może się jednak niekorzystnie odbić na jakości orzekania. Problemem nie jest to, że zbyt wielu sędziów potrzebnych jest do orzeczenia, lecz to, że zbyt wiele spraw - wskutek nie zawsze słusznych decyzji administracji - trafia do sądów.

Jedna z propozycji przewiduje wprowadzenie obowiązku poinformowania strony o niespełnieniu warunków do uwzględnienia jej żądania przed wydaniem decyzji odmownej. W takiej sytuacji przedsiębiorca będzie mógł wskazane braki uzupełnić. Dla osoby, której sprawa dotyczy, to bez wątpienia korzystne novum. Może jednak spowodować wzrost obciążeń dla urzędników, a tym samym wydłużyć realne terminy rozpatrywania spraw. Podobny postulat zgłaszało już Ministerstwo Gospodarki za kadencji PO-PSL. Wtedy stanowczo zaprotestował resort administracji.

Pakiet dla wierzyciela

Ministerstwo zamierza zwiększyć moralność płatniczą dłużników poprzez ich stygmatyzację. Tak bowiem trzeba ocenić umożliwienie biurom informacji gospodarczej przeprowadzania analiz możliwych zachowań wybranych przedsiębiorców i ich udostępnianie klientom. W takiej sytuacji może się okazać, że mało kto będzie w stanie się wydostać z finansowego dołka i spłacić zaległe zobowiązania. - Idea wspierania wierzycieli jest słuszna, ale obawiam się o los osób prowadzących jednoosobową działalność gospodarczą. Zbieranie większej liczby danych o nich może służyć do nieuprawnionego profilowania - zwraca uwagę dr Paweł Litwiński z Instytutu Allerhanda.

Obecnie przedsiębiorcy mogą dochodzić należności w tym trybie zaledwie do kwoty 10 tys. zł. Planowana jest zmiana, by postępowanie uproszczone było możliwe w przypadkach, gdy sporna kwota sięga nawet 20 tys. zł. Nie widać mankamentów takiego rozwiązania.

Z planu premiera Morawieckiego wynika, że chce on umożliwić stronom postępowania istotne wpływanie na jego przebieg. Przedsiębiorcy przed sądem i pod jego kontrolą będą mogli przeprowadzać uzgodnione dowody (zostanie dopuszczona np. prywatna ekspertyza czy przesłuchanie świadka poza sądem). Zmiana wygląda obiecująco, ale dopóki nie poznamy szczegółów, trudno ją jednoznacznie ocenić.

Obecnie służą one niemal jedynie promowaniu się przez kancelarie adwokackie. Media interesują się głośnymi sprawami, w których potencjalne kwoty do wypłaty robią wrażenie, ale prawda jest taka, że większość postępowań grupowych kończy się już na etapie analizy formalnej pozwu. MR zapowiada, że to zmieni oraz skróci czas oczekiwania na przystąpienie przez sąd do merytorycznego rozpoznania sprawy. Jeśli ten postulat zostanie spełniony - może to być jeden z największych sukcesów tego rządu.

Prawo pracy

Tworzenie zakładowego funduszu świadczeń socjalnych oraz ustalanie regulaminów pracy i wynagradzania byłoby obowiązkowe w firmach zatrudniających co najmniej 50 pracowników, a nie jak dotychczas 20. - Tworzenie wewnątrzzakładowych regulacji wiąże się z kosztami związanymi z obsługą prawną. Małych przedsiębiorstw często nie jest na nią stać, co powoduje nieprawidłowości w zakresie regulaminów. Proponowana modyfikacja wyeliminuje te problemy - twierdzi prof. Monika Gładoch, ekspert Pracodawców RP. Ale jest też pewien mankament. Przedstawiona propozycja może prowadzić do pogorszenia warunków pracy w niewielkich przedsiębiorstwach, w których nie działają organizacje zakładowe.

Pracodawca z sektora finansowego nareszcie będzie mógł się domagać, aby kandydaci do pracy przedłożyli dokument potwierdzający ich niekaralność. Propozycja ta realizuje postulat zgłaszany od wielu lat przez pracodawców. Dla przykładu bank może obecnie sprawdzić, czy karany był ochroniarz, ale nie może zweryfikować w ten sposób pracowników, którzy podejmują decyzję o transferach finansowych (często w wysokości milionów złotych). - Na pewno możemy rozmawiać na temat wprowadzenia takich zmian, bo były one już zgłaszane w ramach dialogu społecznego - wskazuje Paweł Śmigielski, dyrektor wydziału prawno-interwencyjnego OPZZ.

Postulat ten zakłada między innymi ograniczenie obowiązku uzyskiwania uprawnień do obsługi niektórych maszyn (wymagane jest uprzednie szkolenie). Ograniczy to koszty po obu stronach stosunku pracy i umożliwi bardziej elastyczną organizację pracy w firmach z branży budowlanej. Postulat ten będzie można uznać za słuszny jednak dopiero wówczas, gdy rząd przedstawi dokumentację potwierdzającą, że zmiana ta nie wpłynie negatywnie na bezpieczeństwo pracowników (np. nie spowoduje wzrostu liczby wypadków przy pracy).

E-administracja

W Polsce jest obowiązek przechowywania papierowej dokumentacji kadrowo-płacowej przez 50 lat. Pakiet ułatwień zakłada skrócenie tego czasu do 7 lub 10 lat. Taki czas powinien zagwarantować możliwość korzystania ze zgromadzonych dokumentów w przypadku sporów sądowych. Ale minusy biorą górę nad plusami. - Istnieje ryzyko, że zmiana spowoduje, iż część ubezpieczonych może stracić prawo do emerytury lub renty - przestrzega Andrzej Strębski, niezależny ekspert ubezpieczeniowy. Szczególnie dotyczy to osób wykonujących pracę na podstawie umów-zleceń. - Jeśli dokumentacja potwierdzająca wykonanie pracy i otrzymanie wynagrodzenia zostanie zniszczona po tak krótkim okresie, to takie osoby zostaną bez świadczeń - ostrzega Strębski.

Pracodawcy mają uzyskać możliwość wyboru, czy chcą nadal prowadzić archiwum papierowe, czy takie w postaci elektronicznej. Elektroniczne akta osobowe powstaną bezpośrednio poprzez tworzenie dokumentów pracowniczych w systemie teleinformatycznym albo poprzez dokonanie digitalizacji już istniejących akt. Takie rozwiązanie wymaga jednak, aby obie strony stosunku pracy posługiwały się kwalifikowanym podpisem elektronicznym. - To kosztowne rozwiązanie i nie ma żadnej gwarancji, czy za kilka lat gromadzona w taki sposób dokumentacja będzie możliwa do odczytania na nowych nośnikach - zwracają uwagę eksperci.

Przedsiębiorcy tylko raz wysyłaliby wymagane od nich dokumenty, najlepiej za pośrednictwem systemu teleinformatycznego, a poszczególne urzędy będą się nimi między sobą wymieniały. - Tego typu uproszczenie dla obywateli oceniam bardzo pozytywnie. Pod warunkiem że urzędy będą zbierać dane tylko adekwatne do ich potrzeb i będą one odpowiednio zabezpieczone przed osobami nieuprawnionymi - zaznacza dr Paweł Litwiński.

Najlepiej by więc było, gdyby dane zbierała wyznaczona neutralna jednostka zajmująca się tylko ich przekazywaniem pomiędzy urzędami. Pytanie też, na ile realne jest wprowadzenie koncepcji łatwego przekazywania danych urzędom. Wiele rządów już chciało wdrożyć takie rozwiązanie, żadnemu jednak się nie udało.

Start-upy

Ministerstwo Rozwoju proponuje wprowadzenie nowego typu spółki kapitałowej dla nowoczesnego biznesu. Pytani przez nas eksperci uważają jednak, że należy zreformować istniejące w obrocie byty, a nie tworzyć nowe. Prosta spółka akcyjna ma łączyć zalety spółki z o.o., czyli proste i mało kosztowne założenie, mało wymogów informacyjnych i łatwą likwidację, z korzyściami wynikającymi z prowadzenia spółki akcyjnej (łatwość obrotu jednostkami udziału, różnorodne możliwości uprzywilejowania poszczególnych walorów). Założenie jest takie, by start-upy rejestrowały działalność właśnie w postaci prostej spółki akcyjnej. Wówczas z jednej strony przedsiębiorcy mogliby rozwijać biznes bez nadmiernej biurokracji, a z drugiej bez trudu pozyskać finansowanie na rozwój.

- Po co nowy byt prawny? Znacznie lepiej byłoby zmodyfikować spółkę z o.o., wprowadzając udziały beznominałowe - wskazuje były wiceminister sprawiedliwości Jerzy Kozdroń. W nowe rozwiązanie powątpiewa także prof. Stanisław Gomułka, główny ekonomista BCC. - Wicepremier Mateusz Morawiecki przykłada za dużą wagę do znaczenia tego typu inicjatyw dla całej gospodarki - spostrzega. I dodaje, że ponad 80 proc. start-upów pada w bardzo krótkim czasie.

Resort chce przede wszystkim nie przeszkadzać młodym firmom. Zarazem jednak, ustami wiceminister Jadwigi Emilewicz, mówi: - Państwo da wam narzędzia do spokojnego rozwoju, ale o intratne kontrakty zadbajcie sami. Media w ostatnim czasie często zwracały uwagę na niewłaściwie wydawane pieniądze na start-upy. - Zamierzamy stwarzać narzędzia, na przykład wspierać takie inicjatywy jak nowe centrum biznesowe The Heart Warsaw łączące w jednym miejscu młodych prężnych przedsiębiorców z przedstawicielami globalnych koncernów. Pieniądze zarobicie już sami - mówiła minister Emilewicz podczas inauguracji "Serca Warszawy". To słuszne założenie. Dobry biznes nie potrzebuje państwowych dotacji, obroni się sam.

Inne

Po śmierci osoby prowadzącej biznes wpisany do CEIDG pojawia się wiele problemów związanych z płynną kontynuacją działalności. MR więc planuje, aby przedsiębiorcy wpisani do CEIDG mogli ustanowić za życia przedstawiciela, który będzie prowadził biznes po śmierci właściciela. Wprowadzona będzie też możliwość powierzenia przez spadkobierców zmarłego przedsiębiorcy prowadzenia spraw biznesowych wybranej osobie aż do zakończenia formalności spadkowych. Skorzystają również osoby pracujące dla zmarłego. Projektowane zmiany przewidują bowiem utrzymanie w mocy kontraktów cywilnoprawnych oraz umów o pracę po śmierci właściciela biznesu. - Obecnie tego typu sytuacje bywają problematyczne. Zmianę trzeba przeprowadzić w sposób kompleksowy, wykraczający poza przedstawioną propozycję, ale sam pomysł jest dobry - komentuje radca prawny Jerzy Kozdroń.

Resort chce podnieść limit przychodów, którego osiągnięcie zmusza do prowadzenia ksiąg rachunkowych. Obecnie wynosi on 1,2 mln euro. Po zmianach ma wynieść 2 mln euro. Co istotne, regulacja ta nie obejmie spółek kapitałowych oraz komandytowych i komandytowo-akcyjnych. Trudno mieć do tego rozwiązania zastrzeżenia.

Wicepremier Morawiecki uważa, że w wielu przypadkach sankcje administracyjne nakładane na obywateli są nieadekwatne do skali przewinienia. Ma bez wątpienia rację. W chwili obecnej jednak nie wiemy, jak chce spowodować, aby los przedsiębiorców w tym zakresie się polepszył. Tym bardziej że gruntowne przebudowanie systemu karania może być wyzwaniem znacznie poważniejszym, niżeli wynikałoby to z jednego zdania umieszczonego na jednym slajdzie prezentacji MR.

Resort rozwoju podzielił zastrzeżenia małego biznesu, że system odprowadzania danin do budżetu państwa często zabija najmniejsze firmy już w zarodku. Stąd też propozycja, która ma objąć osoby prowadzące jednoosobową działalność gospodarczą - wprowadzenie daniny stanowiącej procent od przychodu zamiast konieczności ustalania dochodu i opłacania osobno podatków i składek na ubezpieczenia społeczne. Rozwiązanie bardzo chwali Związek Przedsiębiorców i Pracodawców. Potrzebę zmian jego zdaniem najłatwiej pokazać na przykładzie obecnych obciążeń. Otóż w 2016 r. najmniejsi przedsiębiorcy każdego miesiąca muszą odprowadzić 1121,52 zł składek na ubezpieczenie społeczne i zdrowotne. Daje to w skali roku kwotę 13458,24 zł, co przy przychodzie na poziomie 30 tys. zł oznacza prawie 45 proc. obrotów firmy.

@RY1@i02/2016/112/i02.2016.112.000000600.803.jpg@RY2@

OPINIA

Mowa jest srebrem, czyny złotem

@RY1@i02/2016/112/i02.2016.112.000000600.804.jpg@RY2@

Marek Tejchman zastępca redaktora naczelnego DGP

Będąc młodym redaktorem, wszedłem raz do gabinetu naczelnego i oznajmiłem mu, że koniecznie musimy opisać przełomowe działanie rządu, które ułatwi życie przedsiębiorcom. Nowe rozwiązania miały przywrócić wolność gospodarczą z mitycznego początku lat 90., dać firmom swobodę i uchronić je przed samowolą urzędników. Przełom, rewolucja - temat numer jeden, na pierwsza stronę!

Niestety, mój naczelny entuzjazmu nie podzielił, spokojnie zgasił papierosa i zadał mi pytanie, które na zawsze pozostało w mojej głowie: - Powiedzieli, że zrobią, czy zrobili?

- Powiedzieli - wydukałem.

- Na jedynkę damy to, jak zrobią.

Tymi słowami kolega kierownik mnie pożegnał i te słowa dedykuję wszystkim z radością chwalącym kolejny rządowy plan. A raczej kolejny pokaz slajdów. Bo konkretne rozwiązania mają trafić do konsultacji już za parę tygodni. Do rządu tuż po wakacjach. A na jesieni ma być nawet konstytucja gospodarcza. Swoją drogą nazwa dość ryzykowna, biorąc pod uwagę spór z Trybunałem Konstytucyjnym. Po niej, jak rozumiem, przyjdzie przedsiębiorcza ustawa naprawcza. A w przyszłym roku pakiet "Przedsiębiorca plus" i oficjalne powołanie nowego NIP - Narodowego Instytutu Przedsiębiorczości.

Planów można stworzyć dużo. Można powoływać sejmowe komisje ds. odbiurokratyzowania gospodarki. Można przestawiać strategie Polska 2030 albo 2050. Można ogłaszać nas zieloną wyspą i zapowiadać gospodarczy plan podboju świata dzięki programowi Go Global. Można prezentować ładne slajdy. Mówić można wiele, nawet kiedy wprowadza się budzące wątpliwości przepisy, jak te, które omawiamy na stronie B8. Obiecywać można dużo, nawet gdy ratując górnictwo kosztem energetyki, podbija się ceny prądu dla wszystkich przedsiębiorców. Jednak w ostatecznym rozrachunku liczą się czyny, a nie słowa czy slajdy. ©?

Współpraca: Łukasz Guza, Jakub Styczyński, Bożena Wiktorowska

Patryk Słowik

patryk.slowik@infor.pl

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.