Nie odpuszczają paska
USŁUGI Wytrwałość i konsekwencja doprowadziły warszawską firmę SN Design do roli potentata na rynku pasków
Rzadko się zdarza, by mała firma przetrwała na polskim rynku blisko 35 lat. A tak jest z warszawską spółką SN Design, która jest dziś największym krajowym producentem pasków do spodni. Biznesowa historia Tadeusza Nowaka i Wojciecha Szczepańskiego - właścicieli firmy - ma w sobie wiele z legendarnych opowieści o biznesach, które zaczynały w garażu, a potem wyrosły na rynkowych potentatów.
Przypadek, który trwa dziesięciolecia
Jak opowiada Tadeusz Nowak, firma powstała z przypadku i z życiowej konieczności. - Był rok 1982, studiowałem na Wydziale Zarządzania na Uniwersytecie Warszawskim, mój wspólnik - budownictwo na Politechnice Warszawskiej. Obaj zostaliśmy ojcami, trzeba było z czegoś żyć. Jeszcze jako studenci, dysponujący pewnym kapitałem po pobycie na popularnych wówczas zarobkowych "saksach" w Szwecji, wystąpiliśmy o otwarcie firmy produkującej galanterię dla kobiet. Ruszyliśmy z tym, myśląc, że jest to przygoda na chwilę. Stało się inaczej - wspomina Nowak.
Aby podjąć poważniejszą produkcję wyrobów ze skóry, obaj panowie zdobyli papiery kaletnika czeladnika. Ale w połowie lat 80. problemem numer jeden dla małych firm nie były uprawnienia, ale zdobycie surowców do produkcji. Nieustanne podróże po krajowych garbarniach to była codzienność, podobnie jak rozwożenie wyprodukowanych pasków po dziesiątkach sklepów i sklepików w całej Polsce. Choć były też pierwsze wypady na branżowe targi do Włoch, kontynuowane do dziś.
Przełom nastąpił po 1989 r. - Było już z górki. Skorzystaliśmy na tym, że zaczęły powstawać pierwsze duże firmy odzieżowe szyjące jeansy z prawdziwego zdarzenia. Z naszymi paskami weszliśmy do ich sklepów. Ale "biznesem życia" była umowa z firmą BIG STAR Limited. Zaproponowaliśmy im paski do spodni pod ich marką. To dało nam dostęp do sprzedaży swojej produkcji w kilkudziesięciu salonach w całej Polsce. Z tą firmą współpracujemy do dzisiaj - opowiada Tadeusz Nowak.
W 1994 r. SN Design poczyniła kolejny krok naprzód. Po roku starań udało jej się zdobyć umowę współpracy z globalnymi markami Lee i Wrangler. Warszawska firma uzyskała prawo do sprzedaży swoich pasków praktycznie we wszystkich krajach byłego obozu socjalistycznego, a także na Bliskim Wschodzie.
Po 10 latach firma ponownie musiała wykazać właścicielowi marek Lee i Wrangler - amerykańskiemu potentatowi na rynku odzieżowym VF Corp. - że jest najlepszym partnerem. Warunkiem wejścia na rynek zachodnioeuropejski było przedstawienie odpowiedniej oferty. - Znakomita prezentacja w centrali w Brukseli, przygotowana przez nas, zrobiła wrażenie. Pokonaliśmy konkurencyjne firmy z Włoch i Holandii. Teraz trudne dla nas we współpracy z Amerykanami są jedynie coroczne audyty oraz dość skomplikowana logistyka, ale dajemy sobie radę - mówi Nowak.
Przez lata firma budowała swoje portfolio odbiorców, które dziś liczy kilkadziesiąt marek. Ale, co najważniejsze, są wśród nich m.in. obecna w polskich galeriach handlowych Napapijri oraz odbiorcy z Holandii, Włoch, Belgii, Francji i ze Szwecji. Przez dwa lata warszawski wytwórca posiadał licencję na paski z logo Pierre Cardin, ale zrezygnował ze względu na jej wysokie koszty.
W 2015 r. firma osiągnęła 14 mln zł przychodów i jest niekwestionowanym liderem wśród producentów pasków do spodni, o kilka długości wyprzedzając konkurencję. Swoją pozycję cały czas opiera na dwóch filarach - wzornictwie i eksporcie.
- Dla każdego z głównych odbiorców przygotowujemy dwie kolekcje rocznie, a każda liczy około 40 wzorów, na które składają się paski, portfele, torby itp. Pracują nad nimi mój wspólnik, jego córka i syn oraz kilku grafików - mówi nam Nowak.
Nie jest łatwo poradzić sobie z takim ogromem asortymentu. Ale schemat współpracy z partnerami działa znakomicie. Polega na tym, że to firmy zamawiające przysyłają informacje co do trendów, na tej podstawie SN Design przygotowuje swoją propozycję kolekcji, potem prototypy przesyłane są zleceniodawcy, a następnie powstaje seria prezentacyjna dla handlowców. Dopiero gdy cały proces się zakończy, rusza seryjna produkcja.
Podstawową zaletą współpracy z odbiorcami zagranicznymi jest ich stabilność finansowa, a co za tym idzie, pewność, że w terminie zapłacą za faktury. - Nie można tego powiedzieć o wielu krajowych odbiorcach - ubolewa Nowak.
To właśnie sprawia, że w tej chwili SN Design 60 proc. swojej produkcji sprzedaje poza krajem. A w ubiegłym roku eksport wzrósł o 40 proc., przy 30-proc. dynamice przychodów ogółem.
Trzy fakty przekonały do banku
- O wyborze tego lub innego banku często decydują rzeczy tak prozaiczne, jak wygodny parking - mówi nieco żartobliwie Tadeusz Nowak, który od tego roku cieszy się z wolnych miejsc parkingowych przed oddziałem BZ WBK na warszawskiej Ochocie.
SN Design w tej chwili korzysta z oferty kredytów obrotowych BZ WBK, mimo że kredyt inwestycyjny zaciągnął w Alior Banku. Jest to już trzecie podejście do współpracy z bankiem, która sięga początku lat 90. - Obecnie do BZ WBK przekonały mnie trzy fakty: po pierwsze, niskie opłaty za przelewy krajowe i zagraniczne, których mamy dość dużo, po drugie, szybka reakcja na nasze potrzeby kontaktu z bankiem oraz mało zbędnej papierologii - wylicza szef firmy.
Poza tym, w firmie docenia niskie marże BZ WBK, prowizję za udzielenie kredytu, zerową płatność za gotowość oraz solidnego właściciela europejskiego potentata - bank Santander. Zdaniem Nowaka jedyną słabością banku jest w tej chwili internetowa platforma obsługi, która według szefa SN Design jest mało intuicyjna.
Warszawa gwarantuje pracowników
Tadeusz Nowak pytany, dlaczego firma działa w drogiej pod każdym względem Warszawie, odpowiada, że głównym powodem jest dostęp do rynku pracy. - Katastrofą jest brak na rynku doświadczonych kaletników. W ubiegłym roku zatrudniliśmy siedmiu nowych pracowników, z których większość wymaga przyuczenia. Ale i tak na tym rynku jest łatwiej, ponieważ gdybyśmy produkowali poza stolicą, mielibyśmy kłopot ze znalezieniem kogokolwiek - wyjaśnia.
W tej chwili warszawska firma w nowo wybudowanej siedzibie zatrudnia 51 osób, z których gros jest z nią związany co najmniej od 25 lat. Zatrudnienie stale rośnie, a 1200 mkw. nowej powierzchni szybko stało się zbyt skromne, tym bardziej że SN Design powiększyła swój asortyment produkcyjny o portfele, torby i plecaki.
Firma, chociaż wciąż zaliczana jest do małych, działa według stricte profesjonalnych standardów podziału władzy i odpowiedzialności. Tadeusz Nowak odpowiada za finanse, HR i administrowanie spółką, natomiast jego wspólnik wraz z dziećmi kieruje produkcją, projektowaniem i współpracą z kontrahentami. - To się sprawdza, skoro jesteśmy wspólnikami już blisko przez 35 lat - podsumowuje Nowak.
Stabilność sytuacji w firmie stoi w kontrze do tego, co dzieje się w otoczeniu małego biznesu. Po pierwsze, nadmiar częstych, czasochłonnych i męczących kontroli i po drugie, brak faktycznego wsparcia dla małego biznesu, takich jak np. ulgi inwestycyjne, które jakiś czas temu były standardem. - Środki z Unii Europejskiej to śmietana dla większych graczy. Dostęp do nich jest zbyt skomplikowany i kosztowny - ocenia dość jednoznacznie nasz rozmówca. Dlatego z nich nie korzysta. Podobny sceptycyzm budzą w nim organizacje biznesowe. Do żadnej z działających nie należy.
@RY1@i02/2016/103/i02.2016.103.21400040e.101.gif@RY2@
FOT. MAT. PRASOWE
Właściciele firmy SN Design - Wojciech Szczepański i Tadeusz Nowak
Daniel Stanecki
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu