Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo

Economicus

27 czerwca 2018
Ten tekst przeczytasz w 8 minut

Economicus  2016 zmierza w kierunku rozstrzygnięcia. Dziś prezentujemy książki nominowane w kategorii najlepszy poradnik. Oto czwórka naszym zdaniem najlepszych. Zwycięzcę poznamy 20 maja podczas uroczystej gali na Warszawskich Targach Książki

@RY1@i02/2016/087/i02.2016.087.00000360a.808.jpg@RY2@

@RY1@i02/2016/087/i02.2016.087.00000360a.809.jpg@RY2@

@RY1@i02/2016/087/i02.2016.087.00000360a.810.jpg@RY2@

Rafał Woś

"Sprzedaż osobista i zarządzanie zespołem sprzedaży" Robert Grzybek, Helion/OnePress, Gliwice 2015

@RY1@i02/2016/087/i02.2016.087.00000360a.811.jpg@RY2@

 "Z tej książki nie dowiesz się, kto komu zabrał ser ani co by zrobił jednominutowy menedżer. Nie zachęcam w niej także do zjedzenia żaby". Tak zaczyna się książka Roberta Grzybka. Autor ma z opisywanym przez siebie tematem doświadczenie równie długie, co Polska z wolnym rynkiem. Po drodze wcielał się też w różne role: sam sprzedawał, zarządzał zespołami sprzedawców w korporacjach, a ostatnio jest trenerem i wykładowcą, który uczy sprzedawania innych. Przy okazji za każdym razem "sprzedając" to, co ma do powiedzenia. Grzybek pisze sprawnie, barwnie i dowcipnie. Sam twierdzi, że inspirował się "Biblią marketingu" Amerykanina Philipa Kotlera i spróbował napisać podobną książkę poświęconą samej sprzedaży. Ciekawie opowiada w niej np. o mitach, które się wokół niej zbudowały. Grzybek upiera się, że sprzedawanie nie jest sztuką i nie potrzeba do jej uprawiania szczególnych predyspozycji. Mocno polemizuje też z przekonaniem, że musi się ona opierać na bajerowaniu albo uzyskiwaniu innego rodzaju nieuczciwej przewagi nad kupującym. Czasem jednak Grzybka trochę ponosi. Jak wtedy, gdy wspomina, że "sprzedaż to najlepsza rzecz, jaką można robić w ubraniu". Kilka innych z pewnością by się znalazło. Ale generalnie próba skopiowania Philipa Kotlera i przełożenia go na nieco inny grunt udała się autorowi całkiem nieźle.

"7 kroków do własnej firmy" Tadeusz Bisewski, Samo Sedno/Edgard, Warszawa 2015

@RY1@i02/2016/087/i02.2016.087.00000360a.812.jpg@RY2@

To coś jakby książkowa wersja portalu Mala-firma.pl, gdzie Tadeusz Bisewski od 2009 r. radzi, jak rozkręcić biznes. Takt książki wyznaczają kolejne kroki, które dzielą laika od przedsiębiorcy. Kroków jest siedem. Po pierwsze zaplanuj. Czyli najpierw się zastanów, czy będziesz się w tym wcieleniu dobrze czuł (bo nie ma nic gorszego niż przedsiębiorca sfrustrowany, o czym więcej za chwilę). Bisewski twierdzi, że te cechy to pracowitość, pokora, tolerancja dla ryzyka, otwartość na zmiany i dystans do pieniędzy. Masz te cechy? To jedziesz dalej. Potem jest pomysł, badanie rynku, na którym chcesz się poruszać, skalowalność (nie od razu Kraków zbudowano) i biznesplan. Potem wybór formy prawnej (działalność czy spółka) aż wreszcie źródła finansowania. Zmęczony? A to był dopiero krok pierwszy. W drugim dochodzi do faktycznego założenia firmy. Rejestracja, skarbówka, ZUS, zezwolenia i koncesje, bank i księgowość. Nużące? To może się zastanów, czy na pewno zadanie jest dla ciebie. Żebyś nie przeistoczył się w jednego z tych sfrustrowanych Januszów biznesu, którzy brak smykałki maskują narzekaniem, jakie te polskie urzędy straszne. Teraz czas na krok trzeci: czyli dobór pracowników, bo to oni - wbrew temu co się wielu biznesmenom wydaje - są kluczem do sukcesu każdego biznesowego przedsięwzięcia. W tym punkcie należy pochwalić autora za to, że nie gloryfikuje zatrudnienia śmieciowego (zwanego jeszcze niedawno elastycznym) i przypomina: jeżeli chcesz się dorobić na taniej pracy wykonawców wiecznych dzieł i zleceń, to lepiej uważaj. Urzędy nadzorcze mogą cię za to ukarać. Zarabianie? To dopiero krok czwarty. To tu będzie moment na rozwijanie sieci kontrahentów i klientów oraz reklamę. Krokiem piątym jest - według Bisewskiego - oszczędzanie. I to dobrze, że pojawia się ono dopiero tutaj, a nie na wcześniejszym etapie. Historia przedsiębiorczości jest gęsto usiana trupami takich biznesów, które na ścieżkę "optymalizacji" weszły nazbyt wcześnie. Krokiem szóstym jest przestrzeganie prawa. Znów ważna porada. Zwłaszcza w Polsce, gdzie dotąd zbyt mocne było przyzwolenie społeczne, że biznesowi wybacza się więcej. Krok siódmy to postulat dobrej pamięci. Bo los (i etos) przedsiębiorcy to nie tylko szał kreacji i euforia pierwszych pionierskich lat rozwoju biznesu. Prawdziwą sztuką jest utrzymanie działalności i stworzenie sprawnej organizacji. Z pożytkiem dla siebie i dla wspólnoty, w której się funkcjonuje.

"Crowd Funding" Bartosz Filip Malinowski, Marcin Giełzak, Helion/OnePress, Gliwice 2015

@RY1@i02/2016/087/i02.2016.087.00000360a.813.jpg@RY2@

 "Crowd Funding" jest propozycją bardzo nowoczesną. Dzieje się tak już choćby dlatego, że książka dotyczy bardzo nowego zjawiska ekonomicznego. Niby tłum finansował od zawsze (autorzy pokazują to już w rozdziale pierwszym), ale na poważnie z tym nowym modelem biznesowym mamy do czynienia dopiero od lat kilku. Zwłaszcza od momentu, w którym internet wszedł w nową fazę swojego rozwoju i stał się siecią 2.0. Bardzo nowocześni zdają się być też sami autorzy Bartosz Filip Malinowski i Marcin Giełzak. Panowie są założycielami think tanku WE the CROWD. I zdają się przywiązywać dużą wagę do precyzyjnych sformułowań. Ich zdaniem crowd funding to jest coś więcej niż finansowanie społecznościowe. Właśnie po to im kategoria Tłumu. Cyfrowego Tłumu. A więc kreujące się spontanicznie i wymykające się demografii zrzeszenie świadomych, zaradnych i twórczych użytkowników internetu. Którzy zrzucają się na jakieś przedsięwzięcie w sposób (wciąż jeszcze) demokratyczny i (w miarę) przejrzysty. Nie tworząc przy okazji ani piramidy finansowej, ani nie pretendując do roli organizacji dobroczynnej. Malinowski i Giełzak twierdzą nawet, że crowd fundingu nie należy sprowadzać tylko do roli narzędzia finansowania projektów, ale tu chyba ponosi ich jednak euforia i zbyt daleko idący zachwyt nad swoim dzieckiem. Komu mało nowych pojęć, zajrzeć może na koniec książki i zaznajomić się z takimi (wciąż jeszcze) nowinkami jak grywalizacja, mądrość tłumu (koncepcja dziennikarza Jamesa Surowieckiego z wydanej niedawno po polsku książki pod tym samym tytułem) albo perk. W środku jest zaś cała masa porad, jak wyciągnąć te parę groszy od (nie tak znowu zamożnych) znajomych i nieznajomych. Na twierdzenie, że crowd funding to nowa forma kapitalizmu, pewnie jeszcze grubo za wcześnie. Ale najwyższy czas, by tę biznesową opcję dostrzec i zrozumieć tkwiący w niej potencjał.

"Przedsiębiorca w internecie" Monika Nieradka-Bernaciak, Joanna Rodek-Kietlińska, Poltext, Warszawa 2016

@RY1@i02/2016/087/i02.2016.087.00000360a.814.jpg@RY2@

Od internetu już się w biznesie uciec nie da. Co roku więc na polskim rynku ukazuje się przynajmniej kilka książek próbujących ten temat jakoś sensownie opisać. "Przedsiębiorca w internecie" Moniki Nieradki-Bernaciak i Joanny Rodek-Kietlińskiej to jedna z nich. Autorki są radczyniami prawnymi. Obie specjalizują się w prawie handlowym oraz prawie własności. Ich spojrzenie jest cenne, bo wejście przedsiębiorcy w świat internetu nieuchronnie prowadzi do setek problemów i wątpliwości. Jakie zdjęcie wolno zamieścić na komercyjnej stronie internetowej, czy i jak reagować na przypadki czarnego PR w internecie, itd. Kompendium Nieradki-Bernaciak i Rodek-Kietlińskiej w szczególny sposób koncentruje się na czterech zagadnieniach: zakładaniu i świadczeniu usług przez internet (ze szczególnym uwzględnieniem e-sklepów), działalności marketingowej prowadzonej w oparciu o blogi i portale społecznościowe, prawa autorskiego w sieci oraz znaków towarowych. W końcowej części książki czytelnik znajdzie na dodatek szereg wzorów i pism do wykorzystania. Niby w dobie internetu nic takiego, ale pewnie niejednego przedsiębiorcę w potrzebie uraduje posiadanie tego wszystkiego w jednym miejscu. A na dodatek w towarzystwie fachowego komentarza.

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.