Dziennik Gazeta Prawana logo

Polska nie wdrożyła dyrektywy, ale wiele salonów i tak ją stosuje

1 lipca 2018

ANDRZEJ DOMALIK: Dzisiejsze kłopoty branży wynikają m.in. z niewdrożenia w Polsce unijnej normy ograniczającej promieniowanie w solariach do poziomu 0,3 W/mkw. Gdyby obowiązywała, prace nad ustawą przebiegałyby inaczej

Jaki wpływ na rynek może mieć ustawa o ochronie zdrowia przed następstwami korzystania z solarium?

Założeniem ustawy było kompleksowe przeciwdziałanie nadmiernej ekspozycji na promieniowanie ultrafioletowe i edukowanie społeczeństwa w zakresie skutków, jakie to niesie dla zdrowia.

Jednak treść aktu, a nawet jego tytuł, jest w praktyce ewidentnym atakiem na branżę, a nie realizacją szczytnych założeń, które popieramy. Odnosimy wrażenie, że jest to pierwszy projekt ustawy, która zamiast rozwiązywać problem, bezpodstawnie dyskryminuje przedsiębiorców. Przecież nie zamyka się sklepów monopolowych, żeby przeciwdziałać jednoznacznym i udowodnionym skutkom alkoholizmu.

Ale przecież nikt wprost nie zamyka solariów...

Branża nie jest tak bogata, by pozwolić sobie na kreatywne omijanie zakazów nakładanych przez nową regulację. Dodatkowo brak kompleksowej regulacji i chaos, który może wywołać ustawa, jeśli będzie procedowana w obecnej formie, sprawią, że branża po prostu nie ma szans na przetrwanie. Mowa szczególnie o niejednoznacznej interpretacji projektowanego przepisu dotyczącego zakazu reklamy. Dlatego należy spodziewać się zarówno bankructw, jak i lawinowego zamykania działalności.

Do tego we wszystkich komunikatach całkowicie pomija się okoliczność, że wyrażenie "nadmierna ekspozycja na promieniowanie UV" to nie to samo co rozsądne opalanie. Solarium oferuje kontrolowane warunki opalania - czas trwania sesji jest indywidualnie dobrany, a dawka promieniowania jest ściśle określona. Dlatego jeżeli chcemy zakazać opalania się w solarium, to powinniśmy również zakazać opalania się na plaży.

Także powszechne wykorzystywanie informacji o tym, że przedsiębiorcy nie stosują się do przepisów, jest nie tylko psuciem naszej reputacji, ale wręcz szkalowaniem i przekłada się na wyniki ekonomiczne.

Jak zatem tłumaczyć wyniki kontroli przeprowadzanych w ostatnich latach w solariach? Za każdym razem ujawniały, że urządzenia opalające przekraczają dopuszczalny poziom promieniowania, czyli nie są bezpieczne dla użytkowników.

Od razu nasuwa się pytanie, jaki jest ten dopuszczalny poziom promieniowania. Przypominam, że dotychczas nie wdrożono do polskiego prawa dyrektywy niskonapięciowej LVD i normy EN 60335-2-27, która ogranicza promieniowanie w solariach do poziomu 0,3 W/mkw. Zgodnie z nią wszystkie nowe urządzenia, które zostały wprowadzone do obrotu po 1 kwietnia 2009 r., muszą spełniać nowe wymagania niższego poziomu promieniowania UV. Dodam, że dyrektywa została opracowana w UE już prawie 10 lat temu. Nie wydano rozporządzenia czy ustawy, którą inkorporowanoby zapisy dyrektywy dotyczące norm dla solariów do krajowego prawa. Z kolei normy do tej pory nie przetłumaczono nawet na język polski. Sprawdziliśmy. Dwa miesiące temu zakupiliśmy w Polskim Komitecie Normalizacyjnym dokument. Jedynie okładka jest w języku polskim, przepisy w oryginale. Dodam przy okazji, że solaria, którym po wykonanej kontroli Państwowa Inspekcja Handlowa kazała zawiesić działalność, funkcjonują do dziś. Chciałbym przy okazji zaznaczyć, że działający przed laty Polski Związek Solaryjny wielokrotnie postulował wprowadzenie prawa regulującego działalność branży, jednak bezskutecznie. Tymczasem w większości krajów przepisy dyrektywy wdrożono poprzez odpowiednie akty prawne. Najwcześniej zrobiła to Holandia - już w 2007 r., czyli przed wejściem normy w życie w 2009 r., a ostatnio na taki krok zdecydowały się Niemcy w 2014 r. Warto zauważyć, że w krajach, w których została wdrożona norma, poprawiły się standardy związane z obsługą klienta w studiach solaryjnych. Wzrosły nakłady na szkolenia personelu, co pozytywnie wpłynęło na poziom świadczonych usług. Umożliwiło to także bardzo skuteczną edukację samych klientów, którzy tym chętniej poddawali się ankiecie przeprowadzanej przez większość salonów przy pierwszej wizycie. W parze z tym poszły także inwestycje w lepszy, nowocześniejszy i tym samym bezpieczniejszy sprzęt. Często posiada on już w sobie elektroniczne systemy zapobiegające przedawkowaniu promieni UV w ramach jednej wizyty.

Czy prawdą są w związku z tym zarzuty stawiane branży, że nie dba o jakość urządzeń?

Choć w Polsce unijna norma ustalająca dopuszczalny poziom promieniowania w solariach nie obowiązuje, to producenci od razu się do niej dostosowali. Z czasem zrobiło to też większość właścicieli gabinetów oferujących usługi opalające. Wymienili znaczną część sprzętu bez przymusu, tylko po to, by iść z duchem czasu. Dlatego na przestrzeni ostatnich kilku lat poziom usług solaryjnych w Polsce bardzo się poprawił. Dziś jest na bardzo wysokim poziomie i zarzuty stawiane branży, że nie dba o bezpieczeństwo klientów, są całkowicie bezzasadne. Informacje na ten temat pojawiające się mediach opisują sytuację z początku lat 90., kiedy inwestorzy lawinowo kupowali starsze urządzenia z Niemiec.

Urządzenia, na których opalają się dziś Polacy, to coraz częściej urządzenia nowe, sterowane elektronicznie, które nie tylko dbają o bezpieczeństwo, lecz także dają większy komfort użytkownikowi. Jeśli mielibyśmy porównać się do naszych południowych sąsiadów, to proszę mi wierzyć - znacznie wyprzedzamy ich technologicznie. Powiem nawet więcej: technologicznie wyprzedzamy także Wielką Brytanię. Urządzenia, na których opalają się Brytyjczycy, są często starsze i skromniej wyposażone niż polskie. Stabilizacja, którą osiągnęliśmy, a która teraz została mocno zachwiana, pozwoliła wprowadzać duże zmiany, ukierunkowane na rozwój technologiczny. Możemy być dumni z nowoczesności i stopnia bezpieczeństwa usług, które oferujemy na polskim rynku.

Co postuluje branża, zanim prezydent podpisze ustawę?

Kompleksowa regulacja, nieodnosząca się tylko do zakazów i nakazów, ale również związana z elementami edukacyjnymi, które byłyby realizowane prawidłowo, czyli nie przeciwko branży, ale po to, aby informować, czym grozi nadmierna ekspozycja naszej skóry na promieniowanie UV, jest niezbędna. Mamy nadzieję, że nowy akt prawny spełni szczytne założenia, o jakich napisano w uzasadnieniu projektu. Nadzieję tą jednak wiążemy ze zdroworozsądkowym, poważnym i rzetelnym podejściem do prawodawstwa i ochrony społeczeństwa przed faktycznym zagrożeniem, a nie przed solariami, które w ostatnich latach są bezpodstawnie i notorycznie atakowane. Apelujemy tym samym, by natychmiast usunięto słowo solarium z tytułu ustawy, poprawiono w niej wszystkie nieścisłości merytoryczne i tym samym zrozumiano, że zakazanie reklamy czegoś, co nie jest niebezpieczne, graniczy z logiką obowiązku informowania klienta stacji benzynowej o tym, że nie można na niej np. kupić stężonego kwasu siarkowego.

@RY1@i02/2017/204/i02.2017.204.18300180b.801.jpg@RY2@

fot. Materiały prasowe

Andrzej Domalik prezes Stowarzyszenia "Opalajmy się zdrowo"

Rozmawiała Patrycja Otto

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.