W handlu brak rąk do pracy
Nowe technologie, praca tymczasowa oraz szukanie osób do pracy za granicą - takich sposobów już chwytają się przedsiębiorcy, by zapełnić wakaty. Wkrótce będzie jeszcze trudniej o pracowników, bo wielu wybiera emeryturę
W całym kraju firmy boleśnie odczuwają rosnące braki kandydatów do pracy. Jak pokazują dane Głównego Urzędu Statystycznego, liczba wakatów to już ponad 120 tys. Tylko w handlu w ostatnim czasie aż 58 proc. pracodawców miało problemy rekrutacyjne. 59 proc. z nich twierdzi, że taka sytuacja bezpośrednio wpływa na funkcjonowanie firm - wynika z Barometru Rynku Pracy VIII przygotowanego przez Work Service. Chodzi m.in. o brak możliwości zawierania nowych kontraktów i ograniczanie lub całkowitą rezygnację z inwestycji.
Eksperci przestrzegają, że problem firm dodatkowo spotęguje odejście w październiku ponad 300 tys. osób, które po obniżeniu wieku emerytalnego zdobędą uprawnienia do świadczeń. - Samych związkowców odejdzie z naszej sieci 150. W skali całej firmy będzie to wielokrotnie więcej pracowników - komentuje Jan Dopierała z francuskiego Auchan. W jednej z polskich sieci handlowych dowiedzieliśmy się, że w październiku jej załoga skurczy się o 40 osób, czyli o ok. 10 proc.
Personel z importu
Handlowcy na pewno z większą determinacją sięgną po pracowników ze Wschodu. Trzeba jednak pamiętać, że nie sprawdzają się oni na wszystkich stanowiskach. Najczęściej są zatrudniani jako magazynierzy czy osoby zajmujące się układaniem towaru na półkach. Jeśli język nie jest przeszkodą, mogą też obsługiwać kasy. - Problem polega jednak na tym, że najczęściej podejmują oni pracę w Polsce na podstawie oświadczeń o pracę, a to oznacza, że mogą pracować maksymalnie przez sześć miesięcy. Taka rotacja powoduje, że sięgnięcie po kadry ze Wschodu przy dzisiejszych rozwiązaniach prawnych nie jest rozwiązaniem długofalowym - zauważa Andrzej Kubisiak z Work Service.
Pracodawcy muszą też liczyć się z koniecznością partycypowania w kosztach pozyskania dokumentów koniecznych do pracy. Mowa o pozwoleniu na pracę czy książeczce sanepidu. Notyfikacja książeczki lub jej wyrobienie to koszt rzędu 100 zł. Bywa też, że pracodawca musi zapłacić za nocleg czy wyżywienie pracownika. Cena noclegu to 18-26 zł.
Paweł Wika, członek zarządu ds. handlowych firmy Sanpro Consulting zauważa, że jeśli pracownik jest zatrudniany przez agencję, wiele z tych kosztów dzieli się między nią i firmę, w której cudzoziemiec znajduje zatrudnienie. Podobnie jest z zalegalizowaniem pobytu. Przedsiębiorca w takiej sytuacji może liczyć się z koniecznością zapłacenia wyższej marży za pośrednictwo.
Starsi i czasownicy
Zdaniem Andrzeja Kubisiaka wielkim rezerwuarem kadr dla handlu i nie tylko są osoby powyżej 50 roku życia. Mimo że rośnie odsetek ludzi zatrudnionych w tej grupie wiekowej, to jednak wciąż daleko nam do wyników innych krajów, chociażby Niemiec. - Obecnie aktywność zawodowa pracowników 55 plus wynosi 49 proc., co pokazuje, że mamy duże rezerwy. Mogą oni być remedium na wiele problemów, przynajmniej na kilka najbliższych lat, zanim nie uzyskają prawa do emerytury. Tu jednak dotykamy kolejnej kwestii, czyli zachęt dla pracowników, którzy uzyskają prawo do świadczeń - zaznacza Andrzej Kubisiak. Firmy już dziś stają przed trudną decyzją, czy na własną rękę nie stworzyć takich warunków dla zatrudnionych, które skłonią ich do pozostania dłużej na rynku pracy. To byłaby obopólna korzyść - pracownicy dostaną większą emeryturę, a pracodawcy nie będą musieli od razu szukać nowej osoby na zwolnione miejsce.
Można też posiłkować się pracownikami dostarczanymi przez agencje pracy tymczasowej. Prowizja zależy od liczby zatrudnianych pracowników, branży, w jakiej mają pracować, ich kwalifikacji czy dostępności na rynku pracy. Trzeba liczyć się z opłatą wynoszącą od kilku do kilkunastu procent wynagrodzenia, które otrzyma osoba zatrudniona. Za te pieniądze pracodawca pozbywa się jednak obowiązku prowadzenia dokumentacji pracownika, rozliczania go z pracy, a także odprowadzania składek do ZUS. Pozostaje tylko określenie, jacy pracownicy są potrzebni, jaki będzie zakres ich obowiązków i za jakie wynagrodzenie.
Wyglądałoby to atrakcyjnie, ale i tu posucha na rynku zrobiła swoje. Coraz trudniej za pośrednictwem agencji o pracowników z kwalifikacjami. Co oznacza, że firma musi przygotować się na dodatkowy wydatek związany z ich wyszkoleniem. - Pojedynczych pracowników wciąż jesteśmy w stanie szybko zapewnić przedsiębiorcy. Sytuacja zupełnie inaczej wygląda, gdy mamy zlecenie na znalezienie ich np. 50. Jeszcze trzy lata temu udawało się to w dwa tygodnie. Dziś ten czas jest dwa razy dłuższy - wyjaśnia Tomasz Dudek, dyrektor operacyjny w Otto Work Force Polska. Dodając, że są już regiony w kraju jak województwo Mazowieckie, Dolnośląskie, czy Wielkopolskie, leżące wzdłuż autostrad, gdzie spełnienie takich oczekiwań jest praktycznie niemożliwe. - W kraju uda się pozyskać np. jedynie 10 z 50 zamówionych osób. Pozostałych pracowników będziemy musieli szukać poza granicami, o czym informujemy pracodawcę - tłumaczy.
Zaznacza przy tym, że przy rekrutowaniu coraz większą rolę odgrywa wynagrodzenie Dziś minimalna stawka to za mało. Trzeba wydać więcej. Ta reguła dotyczy też pracowników z kwalifikacjami. By ich mieć, trzeba ich odkupić z innej firmy.
Warto wiedzieć, że od 1 czerwca 2017 r. zaczęły obowiązywać nowe przepisy w zakresie pracy tymczasowej. Agencja może kierować danego pracownika tymczasowego do wykonywania pracy na rzecz jednego pracodawcy przez czas nieprzekraczający łącznie 18 miesięcy w okresie obejmującym trzy lata. To oznacza, że przedsiębiorca po tym czasie nie będzie już mógł dalej zatrudniać tej samej osoby, nawet jeśli do pracy skieruje ją inna agencja.
Nowe przepisy dotyczą również bezpośrednio przedsiębiorców zatrudniających pracowników tymczasowych. Otóż na takiego pracodawcę nałożono obowiązek prowadzenia ewidencji osób wykonujących pracę tymczasową na podstawie umów o pracę i umów prawa cywilnego.
Innym rozwiązaniem jest postawienie na większą automatyzację, czyli w przypadku handlu na kasy samoobsługowe. Ich montaż rozważają nie tylko największe sieci dyskontowe jak Lidl, ale też sklepy Społem, czy Ikea. Kaufland w pierwszej połowie roku testował kasy samoobsługowe w 12 sklepach i w związku z dobrymi wynikami zdecydował się na ich wdrożenie w kolejnych. Ma je wprowadzać w co najmniej kilkunastu marketach rocznie. - Mamy już kasy samoobsługowe w placówkach w Bydgoszczy, we Wrocławiu, w Gdańsku oraz na warszawskim Targówku. Można w nich dokonać zakupu maksymalnie 15 artykułów, a płatności dokonać kartą płatniczą, bo kasy nie przyjmują gotówki. Widzimy w tym rozwiązaniu potencjał, dlatego rozważamy wprowadzenie takich samoobsługowych stanowisk w kolejnych sklepach - wyjaśnia Agata Czachórska, specjalistka ds. komunikacji korporacyjnej w IKEA Retail.
Pod względem kosztowym nie jest to już rozwiązanie tylko dla dużych sieci. Jeszcze osiem lat temu za urządzenie trzeba było zapłacić 120-140 tys. zł. - Dziś kasa samoobsługowa, która przyjmuje płatności tylko kartą, kosztuje 60 tys. zł. Za urządzenie oferujące płatność kartą i gotówką trzeba zapłacić ok. 90 tys. zł - wymienia Arkadiusz Stachańczyk, dyrektor działu systemów sprzedaży w firmie Jantar.
Nadal jest to kilka razy drożej niż w przypadku tradycyjnego stanowiska kasowego, eksperci zauważają jednak, że zakup kasy samoobsługowej zwraca się średnio po 1-1,5 roku. - Oszczędzamy przede wszystkim na etatach. Do obsługi czterech kas wystarczy jeden pracownik na zmianę, a na rynku pojawiają się już rozwiązania z jednym pracownikiem na osiem kas. To dlatego, że klienci oswoili się już z tego rodzaju urządzeniami i przy korzystaniu z nich nie potrzebują pomocy pracownika sklepu. Jest on w tej chwili potrzebny tylko do autoryzowania transakcji zakupu towarów akcyzowych.
Przedstawiciele sieci nie kryją, że automaty mają jeszcze jedną zaletę: nie domagają się podwyżek, co w obecnej sytuacji ma dla przedsiębiorców ogromne znaczenie.
Zainteresowanie kasami rośnie i na dostarczenie urządzenia trzeba teraz poczekać około dwóch miesięcy.
Carrefour, Tesco czy Piotr i Paweł wdrażają rozwiązanie, które z czasem ma doprowadzić do sytuacji, że klienta w ogóle nie trzeba będzie w sklepie obsługiwać przy kasie. Aplikacje już umożliwiają zeskanowanie wkładanych do koszyka produktów. Na razie trzeba podejść do kasy i zapłacić. Z czasem płatność ma się odbywać również z poziomu aplikacji.
Innym, coraz popularniejszym rozwiązaniem z obszaru nowych technologii są info kioski. W fast foodach służą do złożenia zamówienia przez konsumentów, w kinach można w nich kupić bilety, ale coraz częściej znajdują też zastosowanie w firmach produkcyjnych, gdzie za ich pośrednictwem pracownicy mogą np. złożyć wniosek urlopowy albo załatwić inne formalności. Pozwalają oszczędzać czas i etaty w administracji. Koszt zakupu info kiosku to obecnie ok. 16 tys. zł.
@RY1@i02/2017/181/i02.2017.181.130000100.801.jpg@RY2@
Polski rynek zatrudnienia
Patrycja Otto
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu