Biznes z łagrem białoruskim w tle
Przedstawiciele Alaksandra Łukaszenki szukali w Polsce firm zainteresowanych współpracą. I znaleźli. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie to, że chodzi o kooperację z białoruskimi zakładami wykorzystującymi przymusową pracę więźniów
W połowie czerwca do Polski przyjechała delegacja białoruskiego Ministerstwa Spraw Wewnętrznych. W jej składzie byli dyrektor departamentu wykonywania wyroków i dwaj dyrektorzy przedsiębiorstw działających w oparciu o obozy pracy w Iwacewiczach i Wołkowysku. O wizycie nie poinformowali naszego resortu dyplomacji. Nic o niej nie wiedziało też polskie MSWiA. Białorusini szukali biznesmenów, którzy chcieliby kooperować z zakładami działającymi w karnych obozach.
Wielkopolska firma Utal już od jakiegoś czasu współpracuje z jednym z takich zakładów. Wysyła do niego materiały do produkcji tablic rejestracyjnych. - Nie mamy żadnych korzyści z tego tytułu, że nasz surowiec jest przetwarzany akurat w więzieniach, a nie w firmach innego typu - tłumaczy DGP jeden z menedżerów przedsiębiorstwa, który nie chciał podać swojego nazwiska. Zwraca uwagę, że dopiero kontrahent może produkować tablice po niższych kosztach dzięki pracy więźniów. Inny model współpracy zaoferowano Zakładom Mechanicznym Hamech w podlaskiej Hajnówce. - Otrzymaliśmy zamówienie na jedną komorę suszarni (firma produkuje m.in. suszarnie spożywcze i do drewna). Białorusini chcą wykonywać do nich pewne podzespoły. Gdybyśmy ostatecznie zdecydowali się na eksport na Białoruś, wysyłalibyśmy im niekompletne urządzenie, które na miejscu byłoby uzupełniane - mówi Zbigniew Werpachowski z Hamechu.
Czy dzięki pracy więźniów rzeczone komponenty mogłyby być dostarczane po niższych cenach? - Zgadza się - odpowiedział Werpechowski. Na razie jednak nie ma decyzji, czy kontrakt zostanie zawarty.
Według naszych informacji Białorusini namawiali do współpracy jeszcze przedsiębiorstwo Lech z Kostrzyna, które wytwarza tkaniny, i Streamled z podlaskich Milejczyc. Urzędnicy szukają partnerów biznesowych także w innych krajach UE, m.in. w Niemczech.
Współpraca gospodarcza z państwem białoruskim nie jest niezgodna z prawem, o ile nie dotyczy sprzedaży produktów objętych embargiem (przede wszystkim takich, które mogłyby służyć milicji do represji). Ale u naszych rozmówców z białoruskich środowisk niezależnych robienie interesów z więziennictwem budzi wątpliwości moralne. Więźniowie pracujący w przyłagiernych fabrykach w większości nie dostają nawet minimalnej pensji. A z tego, co uzyskają, administracja kolonii potrąca im jeszcze koszt wyżywienia, prądu, ogrzewania. - To praca przymusowa, niemal niewolnicza. Porządnym ludziom powinno być wstyd robić interesy z takimi partnerami biznesowymi - mówi Pawieł Sapiełka, białoruski ekspert w zakresie obrony praw człowieka. ⒸⓅ A6
Michał Potocki
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu