Stawiamy na innowacje
Oliver Koehncke: Zawsze powtarzam, że proces można uznać za udany, jeśli jeden plus jeden da więcej niż dwa
W ubiegłym roku doszło do transakcji biznesowej pomiędzy Boehringer Ingelheim i spółką Sanofi. Jaki był jej cel?
Umocnienie obu firm w kluczowych dla nich obszarach. Transakcja polegała bowiem nie na fuzji, lecz bardziej na wymianie części biznesowej Sanofi zajmującej się produktami weterynaryjnymi i części Boehringer Ingelheim specjalizującej się w Consumer Health Care (CHC). Spodziewamy się, że ta wymiana przyniesie korzyści obu stronom. Dzięki niej Sanofi stanie się światowym liderem na rynku leków dostępnych bez recepty. Zyskało bowiem dostęp do renomowanych marek leków rozkurczowych, na choroby przewodu pokarmowego, przeciwbólowych oraz leków na kaszel i przeziębienie, które do tej pory były w portfolio naszej firmy. Z kolei Boehringer Ingelheim stworzy drugą pod względem wielkości firmę odgrywającą wiodącą rolę na globalnym rynku ochrony zdrowia zwierząt. Będziemy mogli zaproponować hodowcom bardziej kompleksową ofertę, począwszy od szczepionek, przez leki na choroby skóry, serca, po suplementy diety. Ponadto będziemy w stanie dotrzeć do szerszej grupy odbiorców, już nie tylko hodowców świń czy krów, ale też koni czy drobiu. Zwiększy się też oferta dla zwierząt towarzyszących. Obrót tymi preparatami stanowi 20-30 proc. naszego biznesu.
Czy w Polsce jest zapotrzebowanie na ten rodzaj preparatów?
W związku z poszerzeniem asortymentu liczymy na zwiększanie naszego udziału w tutejszym rynku. Polska to kraj bardzo dla nas perspektywiczny, ponieważ rolnictwo ciągle odrywa tu dużą rolę. Oczywiście widzimy też bariery dla rozwoju. Jedną z nich jest rozdrobnienie. Duża część tutejszych gospodarstw to te o małej i średniej wielkości, czyli hodujące 50-100 krów czy świń. Dotarcie do nich jest nie lada wyzwaniem. Pozytywne jest to, że hodowcom coraz bardziej zależy na tym, by zadbać o zdrowie zwierząt. Wiedzą, że jedna choroba może stanowić zagrożenie dla całej ich działalności.
Jak ta transakcja przekłada się na dalsze plany biznesowe?
Przed nami wyzwanie w postaci wdrożenia pracowników do pracy w nowej firmie. Wraz z przejęciem działu nastąpiło bowiem przeniesienie nie tylko samych leków, ale także know-how i całej kadry. Teraz musimy przekonać nowo pozyskane osoby, by z nami nie tylko zostały, ale i zaangażowały się w dalszy rozwój firmy. Zawsze powtarzam, że proces można uznać za udany jeśli jeden plus jeden da więcej niż dwa.
Ochrona zdrowia zwierząt to jeden z kluczowych obecnie obszarów waszego działania. Na jakie jeszcze innowacje stawia Boehringer Ingelheim?
Interesuje nas bardzo wiele dziedzin. Istotnym obszarem są choroby cywilizacyjne. To problem, który dotyka wielu społeczeństw - Polskę również. Ludzie żyją coraz dłużej, a populacja osób starszych zaczyna być coraz liczniejsza. Czasem pojawia się zarzut, że firmy farmaceutyczne wymyślają choroby, żeby sprzedawać na nie leki. Tymczasem prawda jest taka, że kiedyś wielu chorób nie było, bo po pierwsze nikt nie dożywał tak sędziwego wieku, po drugie jest coraz więcej chorób cywilizacyjnych, związanych z trybem życia oraz środowiskiem, w którym żyjemy. Mam tu na myśli m.in. cukrzycę czy choroby układu oddechowego, jak np. POChP, czyli przewlekła obturacyjna choroba płuc. To samo dotyczy wielu problemów kardiologicznych.
Może pan podać przykłady?
Wśród naszych ostatnich sukcesów na pewno jest wprowadzenie na rynek empagliflozyny, doustnego leku przeciwcukrzycowego, który oprócz obniżania poziomu cukru we krwi zmniejsza też ryzyko śmiertelności z przyczyn sercowo-naczyniowych aż o 38 proc. To pierwszy tego typu lek z potwierdzonymi naukowo badaniami. Otrzymał on zresztą w ubiegłym roku prestiżową nagrodę Prix Galien 2016 - tzw. nobla w dziedzinie medycyny. Jesteśmy też producentem innowacyjnego leku rozpuszczającego skrzep hamujący przepływ krwi w tętnicach mózgowych, co prowadzi do udaru mózgu. Jego zastosowanie odwraca katastrofalny przebieg schorzenia, a także zmniejsza, czasem do minimum, konsekwencje udaru. Jest to tzw. leczenie trombolityczne. W jego przypadku bardzo istotny jest czas reakcji. Lek musi zostać podany pacjentowi do 4,5 godziny od wystąpienia pierwszych objawów udaru rozpoznanego jako udar niedokrwienny. Lek jest stosowany tylko w szpitalach. Jest w pełni refundowany.
W pulmonologii z kolei szukamy nowych rozwiązań dla substancji leczniczych obecnych już w schematach terapeutycznych. Udowodniono już, że choroby układu oddechowego, takie jak np. POChP, powinny być leczone na wczesnym etapie choroby, aby uzyskać jak najlepsze efekty terapeutyczne. Dlatego staramy się wykorzystywać nasze doświadczenie w zakresie leków stosowanych w leczeniu chorób układu oddechowego do tworzenia innowacyjnych preparatów złożonych, podawanych w inhalatorze najnowszej generacji.
Kolejnym obszarem będącym w kręgu naszych zainteresowań jest kardiologia. Tu też mamy sukcesy na swoim koncie. Myślę o pacjentach z niezastawkowym migotaniem przedsionków, którym oferujemy skuteczną, a zarazem bezpieczną terapię dabigatranem, która chroni tych chorych przed udarem mózgu. Co więcej, osoby stosujące dabigatran mogą liczyć na skuteczną pomoc w przypadku konieczności np. przeprowadzenia nagłego dużego zabiegu operacyjnego. Dla nich przygotowaliśmy swoisty czynnik odwracający działanie dabigatranu, który natychmiast po podaniu odwraca jego przeciwzakrzepowe działanie.
W 2015 r. firma wdrożyła pięcioletnią strategię badawczo-rozwojową? Jaki jest przewidziany budżet na jej realizację?
W sumie strategia pochłonie 11 mld euro. To oznacza, że w każdym roku wydawane jest ok. 2 mld euro. Jak na razie wdrażanie strategii przebiega zgodnie z planem. Dzięki niej mamy szansę wprowadzić na rynek nowe leki z dziedziny onkologii, czy np. na chorobę Alzheimera. To dwa kierunki, które są dla nas bardzo ważne. Chorych bowiem wciąż przybywa. Dlatego tak istotne jest, by zapewnić im dostęp do leczenia, które nie tylko złagodzi objawy choroby, ale przedłuży im życie. Dzięki nowej strategii chcemy jednak nie tylko wprowadzać na rynek nowe leki, ale też udoskonalać już istniejące tak, by miały szersze zastosowanie. Najlepszym przykładem jest nasz lek nintedanib, z jednej strony używany w terapii niedrobnokomórkowego raka płuca, a z drugiej u chorych z idiopatycznym włóknieniem płuc.
Czy firma inwestuje też w Polsce?
Tak. W ubiegłym roku na badania kliniczne i rozwój naukowy wydaliśmy 20 mln zł. Z każdym rokiem ta kwota rośnie. To jasny sygnał, że Polskę traktujemy poważnie. Zresztą mamy ku temu powody. Polska jest siódmym największym dla nas rynkiem w Europie pod względem generowanych obrotów. A jesteśmy obecni na wszystkich rynkach starego kontynentu. Polskę wyprzedzają tylko Niemcy, Francja, Anglia, Hiszpania, Włochy i Holandia.
Czy posiadają państwo tutaj własne ośrodki badawcze?
Nie. Ale to akurat nie jest konieczne do tego, by tu na miejscu prowadzić badania i rozwój. W Polsce jest wiele doskonałych ośrodków naukowych, w dużej części uniwersyteckich, z doskonałą kadrą. Nawiązujemy z nimi współpracę, planując kolejne projekty. Stworzyliśmy nawet zespół ludzi, którzy zajmują się wyszukiwaniem ośrodków spełniających standardy wymagane przy danych badaniach. Tworzą go pracownicy zarówno pracujący w centrali firmy, jak i ci będący tu na miejscu, w naszym oddziale. Jesteśmy też otwarci na współpracę ze start-upami. Na razie ma to miejsce za granicą, bo tam jest ich więcej. W Polsce start-upy w tej dziedzinie dopiero powstają. To oczywiście kwestia kapitału, który na razie jest skumulowany w ośrodkach uniwersyteckich. Dlatego to one są w największym stopniu w kręgu naszych zainteresowań. Ale także przyglądamy się z zainteresowaniem projektom naukowym, które powstają na uczelniach.
Jak proponowane przez Ministerstwo Zdrowia zmiany w refundacji leków przełożą się na biznes Boehringer Ingelheim w Polsce? Rząd mówi, że będzie promować firmy, które mają wkład w polską gospodarkę.
Plany resortu są nam znane. Pytanie tylko, w jaki sposób będzie on oceniał wpływ firm na polską gospodarkę. Jeśli poprzez zaangażowanie producenta w badania i rozwój to dobrze, nie tylko dlatego, że na tym polu jesteśmy aktywni, ale także dlatego, że to jest właśnie istotne dla podniesienia innowacyjności kraju. Warto tu zaznaczyć, że budowa fabryki kosztuje mniej niż angażowanie się w badania i rozwój. Zwłaszcza jeśli firma stawia na innowacyjne leki.
Dla nas, jako przedstawicieli rodzinnej firmy innowacyjnej, najważniejsze jest zaangażowanie w przyszły rozwój, dlatego z uwagą śledzimy wszystkie inicjatywy polskiej nauki i jesteśmy otwarci na współpracę w celu poszukiwania nowych rozwiązań terapeutycznych.
Czy Polska i Polacy są otwarci na innowacje?
Powoli zaczynają być, przynajmniej w zakresie ochrony zdrowia, choć w dużej mierze hamuje ich obowiązujący system zdrowotny, w którym najważniejsze jest to, ile nowe leki będą kosztowały budżet państwa w danym momencie, a nie ile w przyszłości będzie można dzięki ich refundacji zaoszczędzić, pozwalając m.in. wielu chorym pozostać aktywnymi zawodowo. W tym obszarze widać różnice nawet w porównaniu z krajami z tego samego regionu - jak Czechy czy Węgry. Tam jest wyższy budżet na zdrowie, a także decydenci refundują więcej leków, zdając sobie sprawę, że to inwestycje długofalowe. Polskie podejście jest o tyle zaskakujące, że to kraj, który właśnie w tym regionie ekonomicznie radzi sobie najlepiej, społeczeństwo się bogaci, a tymczasem dostęp do leczenia jest często ograniczony. Chorzy powinni mieć realny wybór.
@RY1@i02/2017/112/i02.2017.112.000000700.801.jpg@RY2@
Oliver Koehncke, dyrektor generalny Boehringer Ingelheim w Polsce
Rozmawiały: Małgorzata Biernacka, Milena Kowalska
@RY1@i02/2017/112/i02.2017.112.000000700.802.jpg@RY2@
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu