Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Biznes

Czekając na historyczny rekord

27 czerwca 2018
Ten tekst przeczytasz w 8 minut

Rosnące tempo wzrostu gospodarczego sprzyja giełdowym spółkom i zachęca do kupowania akcji. Zagrożenia czają się za granicą - hossę w Warszawie może zatrzymać na przykład załamanie kursów na Wall Street

Po czterech miesiącach intensywnych wzrostów notowań, przedzielonych lekką spadkową korektą w lutym, maj przyniósł wyraźniejszą przecenę na GPW. . Indeks WIG stracił 2,2 proc. Mocniej spadły notowania firm o największej kapitalizacji - WIG20 obniżył się o 3,5 proc.

Słabszy miesiąc na GPW

To, że kursy poszły w dół akurat w maju nie powinno być zaskoczeniem. Popularne giełdowe powiedzenie zaleca ("Sell in May, and go away"), żeby w piątym miesiącu roku pozbyć się akcji i wyjechać na wakacje. Analiza miesięcznych zmian wartości WIG sugeruje, że przynajmniej na GPW warto się do niej zastosować. Maj to jedyny miesiąc w roku, w którym kursy na warszawskiej giełdzie częściej spadają, niż rosną. W latach 1995-2016 zdarzyło się tak 12 razy (54 proc. przypadków). Średnia strata WIG w tym okresie to 1,1 proc. Ze statystyki wynika, że maj to najgorszy miesiąc na GPW.

Spadek kursów, nawet jeśli w przypadku pojedynczych spółek dotkliwy, nie oznacza jednak, że hossa już się skończyła. Do zakupów akcji inwestorzy przystąpili już w połowie zeszłego roku, ale większej dynamiki trend wzrostowy nabrał dopiero od listopada. Na początku maja WIG, po raz pierwszy od niemal 10 lat, przekroczył 62 tys. pkt. Indeks znacznie przybliżył się do historycznego szczytu z początku lipca 2007 r.

- Pobicie rekordu jest możliwe, nawet jeśli po drodze spotka nas głębsza korekta i schłodzenie nastrojów. Teoretyczny szczyt cyklu 40-miesięcznego, który historycznie bardzo dobrze się sprawdzał na GPW, wypada dopiero w okolicach września, a kilka razy zdarzało się, że teoretyczny termin przesuwał się jeszcze o kilka miesięcy. Zdecydowanie na plus przemawia to, co dzieje się z zyskami spółek. Firmy z WIG20 w ostatnich dwóch kwartałach odnotowały prawdziwy przełom w wynikach po pięciu latach regresu. To samo dzieje się na rynkach wschodzących, z którymi jesteśmy skorelowani - mówi Tomasz Hońdo, starszy analityk Quercus TFI.

Odrabianie zaległości

Inwestorzy liczą na kontynuację wzrostów, bo w ostatniej dekadzie nie mieli zbyt wielu okazji do zarobku. Od czasu globalnego kryzysu, który doprowadził do załamania kursów na rynkach akcji w 2008 r., warszawska giełda wypada blado pod względem stóp zwrotu. Na rynku amerykańskim indeks S&P 500, który uważany jest za wyznacznik globalnych trendów, rośnie bez większych przerw od ponad ośmiu lat. Jego wartość poszła w tym czasie w górę o 230 proc. Tymczasem WIG od początku marca 2009 r. zyskał, po przeliczeniu stóp zwrotu na dolary, 180 proc. WIG20, na który przede wszystkim zwracają uwagę inwestorzy zagraniczni, wzrósł jedynie 64 proc. Więcej można było zarobić także na wielu giełdach zaliczanych, tak jak parkiet w Warszawie, do grupy emerging markets.

GPW jest także jednym z niewielu rynków, na których wciąż nie udało się pobić ustanowionych w 2007 r. rekordów. Konkurująca z nami o kapitał globalnych inwestorów giełda w Turcji zrobiła to już w 2010 r. i teraz także śrubuje historyczne osiągnięcia. W Stanach Zjednoczonych inwestorzy mogą się cieszyć od 2013 r. Tak samo jest w Niemczech. Pod koniec zeszłego roku ustanowiony dziewięć lat wcześniej szczyt przekroczył także węgierski BUX. Tylko krajowi inwestorzy wciąż muszą czekać, mimo że tempo wzrostu gospodarczego w Polsce w latach pokryzysowych należało do najwyższych w Europie. Jako jedyni na Starym Kontynencie uniknęliśmy recesji.

Inwestorzy zmienili zdanie

Kursy na warszawskiej giełdzie szybko rosły jedynie do pierwszej połowy 2011 r. Podnoszący się po załamaniu rynek zyskał 130 proc. w ciągu 26 miesięcy, po czym na pięć kolejnych lat pogrążył się w marazmie. Nie znaczy to, że na akcjach nie można było w tym czasie zarobić, ale szanse na zyski mieli tylko posiadacze niektórych spółek. Tak jak w 2013 r., kiedy pod wpływem ożywienia w krajowej gospodarce mocno podrożały akcje małych i średnich przedsiębiorstw. W trakcie klasycznej hossy w górę idą kursy większości notowanych firm, a z zysków może się cieszyć szerokie grono ich akcjonariuszy. Z taką sytuacją na GPW mamy do czynienia dopiero od listopada zeszłego roku.

- Nie widzę powodów, żeby trend wzrostowy miał się już zakończyć. Spadek notowań czy zatrzymanie wzrostu po intensywnej zwyżce jest zjawiskiem naturalnym. W Stanach Zjednoczonych utrzymuje się ożywienie, zyski firm rosną. Od kilku miesięcy korzystne dane płyną z gospodarki europejskiej, gdzie poprawa koniunktury ogarnia coraz szersze grono państw. Zeszły rok był dla Europy słaby i w gospodarce i na rynkach akcji. Obecnie Stary Kontynent nadrabia zaległości i wiele wskazuje na to, że to właśnie giełdy europejskie będą w tym roku czarnym koniem - mówi Jarosław Niedzielewski, dyrektor departamentu inwestycji w Investors TFI.

Polska wpisuje się w ten trend. Nasz rynek akcji zyskał w tym roku w ujęciu dolarowym już ponad 30 proc., co daje nam pozycję lidera w grupie państw wysokorozwiniętych i rynków wschodzących monitorowanych przez firmę MSCI Barra. Wzrost notowań zawdzięczamy przede wszystkim inwestorom zagranicznym, którzy przez półtora roku od zwycięstwa w wyborach prezydenckich popieranego przez Prawo i Sprawiedliwość Andrzeja Dudy omijali nasz rynek szerokim łukiem. Nie podobały im się propozycje tzw. ustawy antyfrankowej, ratowanie górnictwa przez sektor energetyczny czy pomysły nacjonalizacji oszczędności zgromadzonych w OFE. W listopadzie 2016 r. uznali, że część zagrożeń związanych z nową władzą nie zmaterializuje się, a inne znalazły już odbicie w obniżonych cenach akcji. Jednocześnie, po wzroście cen niektórych surowców (np. ropy, węgla) w 2016 r., zarządzający globalnymi funduszami uznali, że spółki notowane na rynkach wschodzących mogą być atrakcyjną lokatą kapitału. Droższe surowce oznaczają bowiem z reguły lepszą kondycję gospodarek zaliczanych do emerging markets.

Co mówią wskaźniki

Choć Polska nie wydobywa zbyt wielu surowców za wyjątkiem węgla i miedzi, to jednak także nasza gospodarka ma się coraz lepiej. W I kw. 2017 r. tempo wzrostu PKB podskoczyło do 4 proc., z 2,5 proc. w ostatnich trzech miesiącach zeszłego roku. Na razie rośnie przede wszystkim konsumpcja, napędzana programem "Rodzina 500 plus" i coraz lepszą sytuacją na rynku pracy. Wciąż kuleją inwestycje, ale przynajmniej już nie spadają tak jak w zeszłym roku. Ekonomiści oczekują, że w kolejnych kwartałach nakłady na nowe budynki i maszyny będą rosły. To kolejny argument za utrzymaniem trendu wzrostowego na krajowym rynku akcji.

- Z reguły, kiedy na giełdzie kształtuje się istotny szczyt, nastroje są doskonałe, a pieniądze od inwestorów indywidualnych płyną na rynek szerokim strumieniem. Teraz trudno zaobserwować takie zjawiska. Do euforii jest daleko - zwraca uwagę Niedzielewski.

Ekspert Investors TFI jest przekonany, że w perspektywie najbliższych miesięcy WIG przekroczy szczyt z 2007 r. Przeszkodą w dalszym wzroście nie powinny być rosnące wyceny akcji. Żeby oszacować, czy giełdowe spółki są drogie, czy tanie inwestorzy porównują cenę ich papierów na przykład do przypadającego na akcję zysku czy wartości księgowej (czyli różnicy między wartością aktywów i zobowiązań). I sprawdzają, jak bieżące wskaźniki wyglądają na tle ich wartości z przeszłości.

- Poziom wycen w przypadku dużych spółek stał się już dość problematyczny. Dużo znaczące w WIG20 banki nie są wyceniane zbyt atrakcyjnie. Na drugim biegunie jest jednak np. energetyka. W przypadku niektórych spółek, jak KGHM i JSW, ważniejsze od wycen są wahania cen surowców. Z kolei jeśli spojrzymy na wskaźnik cena/wartość księgowa dla WIG20, to obecny poziom (ok. 1,50) nie jest z pewnością okazyjny, jak to miało miejsce przed rokiem. Ale jednocześnie trudno jest mówić o skrajnej drożyźnie, skoro w momencie ustanawiania przez indeks historycznego szczytu w 2007 r. wskaźnik ten był dwa razy wyższy - ocenia Tomasz Hońdo.

Zwykle, kiedy wzrost gospodarczy przyspiesza, inwestorzy są gotowi zaakceptować wyższe wskaźniki wyceny spółek. Dlatego zagrożenia związane z czynnikami wewnętrznymi są dla hossy na GPW relatywnie niewielkie. Większym niebezpieczeństwem wydaje się sytuacja na zagranicznych rynkach akcji - warunkiem koniecznym dla dalszej zwyżki kursów w Warszawie jest utrzymanie trendu wzrostowego w Nowym Jorku. Bardzo niska zmienność na Wall Street wygląda niepokojąco. To kojarzy się z ciszą przed burzą. Ta sielanka jest zastanawiająca w obliczu choćby zagrożeń geopolitycznych, takich jak Korea Płn. czy Syria - zwraca uwagę Hońdo.

@RY1@i02/2017/106/i02.2017.106.21400020b.801(c).jpg@RY2@

Indeksy obrazujące poziom kursów na GPW wciąż mają niższe wartości niż na szczycie hossy w 2007 r.

Michał Wójcik

dgp@infor.pl

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.