Czas inteligentnych inwestycji
Leszek Niemycki: Wierzę, że nową falę inwestycji zdominują wydatki na bardziej nowoczesne, energooszczędne i ekologiczne technologie czy automatyzację procesów
Miniony rok stał pod znakiem spadku inwestycji. Czy widzi pan symptomy ożywienia w tym obszarze?
Kluczowe wskaźniki ekonomiczne potwierdzają, że nasza gospodarka rozwija się w dobrym tempie - nawet nieco szybszym niż byśmy się tego spodziewali. Jednocześnie polskie przedsiębiorstwa są już na granicy wykorzystania mocy produkcyjnych. Tym bardziej zastanawia więc, dlaczego dobre odczyty nie przekładają się na dynamikę wzrostu inwestycji.
Nie sposób na dłuższą metę zwiększać produkcji, nie inwestując.
Dlatego zakładam, że mamy do czynienia z efektem opóźnienia, wywołanym ogólną niepewnością. Przedsiębiorcy potrzebowali czasu, by nauczyć się funkcjonować w kruchych, jak nazwał je prof. Andrzej Koźmiński, czasach. Musieli przetrawić brexit, wybory w Stanach Zjednoczonych, Holandii, teraz Francji.
Jako życiowy optymista uważam, że Unia Europejska przetrwa ten zakręt w swojej historii i wyjdzie z niego mocniejsza. Pozwalam sobie na tę geopolityczną dygresję, gdyż silna Wspólnota odgrywa kluczową rolę w ocenie polskich perspektyw. To od kondycji Europy zależy nasz eksport, to firmy z naszego kontynentu odpowiadają za największe inwestycje bezpośrednie w Polsce. Nawet jeśli coraz częściej w naszych specjalnych strefach ekonomicznych lokują się zakłady podmiotów spoza UE, głównie Azji, to realizują inwestycje poprzez europejskie spółki - i z nastawieniem na produkcję na unijne rynki.
Jakie są nasze największe inwestycyjne wyzwania?
Liczę, że przełamanie negatywnego trendu w inwestycjach wiązać się będzie także ze zmianą ich charakteru. To, czego bardzo potrzebuje dziś polska gospodarka, to inteligentne inwestycje. Inteligentne, czyli takie, które nie zaburzą stabilnego - na tyle, na ile można mówić o stabilności w kruchym świecie - modelu biznesowego, a będą nastawione na wzrost efektywności. Jeśli chcemy gonić Europę, musimy równolegle pracować nad wzrostem skali oraz efektywności produkcji. Dlatego wierzę, że nową falę inwestycji zdominują wydatki na bardziej nowoczesne, energooszczędne i ekologiczne maszyny czy automatyzację procesów.
"Ewolucja" inwestycji powinna w równym stopniu dotyczyć prywatnych podmiotów, jak i spółek Skarbu Państwa, które tworzą istotną część naszego PKB, będąc jednocześnie kołem zamachowym rozwoju wielu prywatnych firm - swoich kooperantów.
Gdzie powinniśmy szukać szansy na wzrost innowacyjności?
Klucz do rodzimej innowacyjności leży za naszą zachodnią granicą. Niemcy to nasz najważniejszy partner handlowy, największa unijna gospodarka, ale i drugi najbardziej innowacyjny kraj świata (według rankingu agencji Bloomberg). Powinniśmy w jak największym zakresie czerpać z dorobku niemieckiego systemu edukacji, zwłaszcza zawodowej, ale także wykorzystać potencjał dobrej sąsiedzkiej synergii, inteligentnie kreować politykę gospodarczą, zachęcając niemieckich inwestorów do tego, by w coraz większym stopniu opierali swój łańcuch dostaw na komponentach z Polski. To szansa na rozwój polskich firm, także tych mniejszych, w oparciu o najlepsze światowe praktyki jakości i efektywności.
Czym powinna być innowacyjność w polskim wydaniu?
Często kojarzymy innowacyjność z przełomowymi technologiami, na miarę lotu w kosmos. Wprawdzie i na tym polu mamy już pewne osiągnięcia - łazik Curiosity eksploruje Marsa m.in. dzięki polskim detektorom podczerwieni - ale nie mniej ważne są innowacje inkrementalne, czyli ciągłe, z pozoru drobne udoskonalenia produktowe, procesowe czy organizacyjne. Ich suma przyczynia się do budowania trwałej wartości i wyższej rentowności, niejednokrotnie skuteczniej niż jednorazowa, radykalna innowacja. Myślenie przez pryzmat wartości w naturalny sposób sprzyja innowacyjności, bo koncentruje energię oraz zasoby danej firmy na rozwoju produktów i usług o wysokim stopniu przetworzenia, zdolnych do konkurowania na globalną skalę.
Cieszę się, że aktualna perspektywa unijna wspiera budowę potencjału naukowo-badawczego. Synergia pomiędzy nauką i biznesem jest niezbędna, jeśli chcemy myśleć o prawdziwie innowacyjnej gospodarce. Liczę, że teraz - dzięki strumieniowi dodatkowych środków unijnych - stworzymy jeszcze lepsze warunki do rozwoju nowych technologii. Dobrze ułożone partnerstwo publiczno-prywatne to także szansa na to, by najbardziej utalentowani młodzi naukowcy oraz wynalazcy właśnie z Polską wiązali swoje naukowe i życiowe plany.
Innowacyjność i automatyzacja nabierają szczególnego znaczenia w czasach rekordowo niskiego bezrobocia.
Wyższa efektywność to większa wartość dodana. Pracując na lepszych marżach, polscy przedsiębiorcy mogą lepiej płacić swoim menedżerom i pracownikom. Wyższe wynagrodzenia, o ile pozostają skorelowane z efektywnością, uruchamiają spiralę pozytywnych zmian - pozwalają przyciągać lepszych pracowników, sprzyjają wzrostowi konsumpcji, także tej na kredyt. Kto ma pewność dobrej pracy, zwyczajnie więcej kupuje, z pożytkiem dla całej gospodarki.
Jakie ryzyka mogą nam utrudnić realizację tego scenariusza?
Może nam zabraknąć ludzi na miarę potrzeb nowoczesnej gospodarki - to najbardziej palący, w mojej ocenie, problem Polski. Z jednej strony nasz system edukacji "produkuje" za mało inżynierów, a za dużo ekonomistów. Z drugiej - utalentowani i wykształceni młodzi Polacy w coraz większym stopniu podlegają inteligentnej, świetnie przygotowanej polityce migracyjnej dojrzałych krajów, w tym także naszych sąsiadów - Niemiec czy państw skandynawskich. W mojej ocenie, brexit nie doprowadzi do masowych powrotów Polaków - Wielka Brytania znajdzie formułę, by zatrzymać najlepszych lekarzy, inżynierów czy bankowców z Polski.
Musimy działać podobnie - w stosunku do Ukraińców. W tym kontekście znacznie bardziej niż brexit czy wybory w Stanach istotna dla nas może być data 12 czerwca...
...czyli planowany termin zniesienia wiz do Unii Europejskiej dla obywateli Ukrainy.
Z rozmów z naszymi klientami wynika jasno, że dla wielu z nich kadra z Ukrainy - sięgająca nierzadko 40-60 proc. zespołu - stanowi biznesowe być albo nie być. Zatrzymanie wykształconych, a jednocześnie tak bliskich nam językowo i kulturowo sąsiadów to jedno z wyzwań na najbliższe lata.
Wykształceni Ukraińcy znajdą sobie miejsce w każdym kraju Unii - i dobrze, by to była Polska. Zyskamy dzięki temu dodatkowy napęd, który pozwoli nam rozwiązać kilka naszych problemów - uzupełnimy ubytek demograficzny, rynkowi pracy zapewnimy specjalistów, zwiększymy krajową konsumpcję. Jeśli nie wykorzystamy tej szansy, będziemy skazani na skokowy wzrost kosztów pracy albo spadek konkurencyjności. Trzeciej drogi nie ma - Ukraina jest jedynym krajem w naszym sąsiedztwie, który ma europejską kulturę i aspiracje.
Jeśli chodzi o inwestycje, jest pan mimo wszystko spokojny?
Inwestycje w tym roku przyspieszą, zwiększy się też popyt na kredyt - to nie tylko moje zdanie, ale i oczekiwanie całego sektora bankowego. Przedsiębiorstwa balansujące na granicy wykorzystania mocy będą musiały inwestować. Inwestycjom sprzyjać będą niskie stopy procentowe - koszt finansowania nie jest i nie będzie w najbliższych latach barierą rozwoju.
Czas przyzwyczaić się do zmienności jako immanentnej cechy naszych czasów i inwestować - odważnie i rozważnie, bo rynek nie znosi próżni. Nie ma powodu, by polskie przedsiębiorstwa nie miały wykorzystać szans, jakie oferuje dziś świat.
Nieprzypadkowo inwestycje w firmach nastawionych na eksport wyglądają znacznie lepiej niż w przedsiębiorstwach nastawionych na rynek krajowy.
Przyczyn tej prawidłowości szukałbym generalnie w zasadzie, że biedniejszemu łatwiej robić biznes z bogatszym - niż na odwrót. Kraje zamożniejsze ten etap dochodzenia do efektywności, o którym mówiliśmy wcześniej, mają już za sobą. Relatywnie łatwo eksportować tam produkty i usługi o jakości porównywalnej (lub lepszej) do lokalnej, gdyż dla polskich firm marża, po której pozostają konkurencyjne i generują zysk, jest zdecydowanie inna.
Polski rynek jest szalenie konkurencyjny - to prawdopodobnie jeden z najtrudniejszych w Europie pod tym względem. Widzimy to w handlu, widzimy w bankowości i wielu innych obszarach. Już sama liczba reklam, choćby sieci sklepów, pokazuje, jak zacięta jest to walka. Z drugiej strony, jeśli można - przy takiej skali wydatków na marketing - utrzymać satysfakcjonujące poziomy rentowności i zwrotu z zainwestowanego kapitału, oznacza to, że ciągle jest tu przestrzeń dla nowych graczy i marek. Tym bardziej, że siła nabywcza polskich konsumentów rośnie, nie tylko za sprawą programu "Rodzina 500 plus", ale i wzrostu wynagrodzeń.
W co powinny uzbroić się polskie firmy chcące zawalczyć o rynek wewnętrzny - bardzo konkurencyjny, ale wciąż atrakcyjny?
Muszą liczyć się z tym, że nie dostaną żadnej taryfy ulgowej za polskość. Zważmy, że zagraniczne sieci handlowe do perfekcji opanowały komunikację przywiązania do polskości i rodzimych produktów. Polskie firmy muszą więc grać w tej samej lidze co globalni gracze - pod względem skali działania, poziomu zarządzania, jakości strategii marketingowych, umiejętności wykorzystania nowych technologii, dostępu do finansowania zewnętrznego.
Mikroskopem, pod którym dobrze widać trendy, jest segment funduszy venture capital i private equity. Przez ostatnie lata to one w głównej mierze odpowiadały za przejęcia prywatnych polskich firm. Nadejdzie jednak moment, taka jest natura ich funkcjonowania, w którym będą musiały wyjść z tych inwestycji. Oceniam, że fala odsprzedaży pojawi się w perspektywie 2-3 lat - i będzie to moim zdaniem bardzo ciekawa sytuacja.
Nie wykluczam, że po stronie nabywców znajdą się polskie firmy, dla których będzie to szansa na dalszy rozwój. Szczególnie dotyczy to sektorów, w których wykształciliśmy unikalną wiedzę i doświadczenie do tego stopnia, że to polskie, dobrze zarządzane firmy przejmują zagraniczne podmioty. Myślę choćby o branży przetwórstwa rolno-spożywczego, drzewnego, ale też np. o IT.
Czy instytucje finansowe wystarczająco wspierają inwestycje?
Proszę wskazać mi dużą firmę, która narzeka na problem z dostępem do finansowania. Tego samego dnia ustawi się do niej kolejka banków chętnych do udzielenia kredytu. Przedsiębiorcy inwestują ostrożnie i inteligentnie, wiedzą, że czasy megalomanii dawno się skończyły. Przeinwestowanie oznacza zamrożenie kapitału, nie tworzy wartości dodanej, a jeśli w dodatku zostało sfinansowane na kredyt - stanowi zagrożenie dla dotychczasowej, stabilnej bazy.
Nasi klienci doceniają to, że rozumiejąc specyfikę ich działalności, wnosimy świeże spojrzenie na ich biznes, potrafimy wskazać nowe szanse rozwojowe - i do nich dopasowujemy finansowanie, a nie odwrotnie.
Tym, co bardzo nas cieszy, jest wzrost świadomości małych i średnich firm. Wiedzą one, że finansowanie zewnętrzne może być efektywną dźwignią dobrze przemyślanego planu rozwoju, a lepsza płynność to nie tylko mniejszy stres, ale i możliwość zaoferowania klientom lepszych warunków płatności. Takie myślenie przebija się do coraz mniejszych firm. Duża w tym zasługa programów wsparcia de minimis, realizowanych przez BGK, które otworzyły rynek kredytowy przed firmami, które nigdy wcześniej nie posiłkowały się kredytem.
@RY1@i02/2017/089/i02.2017.089.000001100.801.jpg@RY2@
fot. Grzegorz SokóŁ \ Materiały prasowe
Leszek Niemycki, wiceprezes Deutsche Bank Polska
Rozmawiał Jan Dajek
PARTNER
@RY1@i02/2017/089/i02.2017.089.000001100.802.jpg@RY2@
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu