Firmy, których długi znalazły się na giełdzie, wolą szybko zapłacić
Giełdy wierzytelności stają się coraz popularniejszym narzędziem służącym do egzekwowania długów. Duża rolę odegrał w tym rozwój internetowych narzędzi, dzięki którym ich znaczenie i skuteczność wzrosła
Jak wynika z raportu Konferencji Przedsiębiorstw Finansowych opracowanego na podstawie danych BIG Consulting, w IV kwartale 2017 r. zwiększył się portfel należności wystawionych na sprzedaż za pośrednictwem giełd. Obejmował ponad 141,1 tys. dłużników. Rok wcześnie było ich 130,2 tys. zł. Zwiększyła się też wartość zadłużenia. Na koniec ubiegłego roku wynosiła ponad 3,5 mld zł, o ponad 900 mln więcej niż w IV kwartale 2016 r.
- Dla wsparcia tego procesu zainteresowani rozwojem tego sektora członkowie KPF wypracowali Zasady Dobrych Praktyk dotyczące funkcjonowania giełd wierzytelności. Będą one przedmiotem debaty najbliższego, zaplanowanego na połowę czerwca tego roku walnego zebrania. W przypadku ich uchwalenia będą przedmiotem promocji i dalszych działań na rzecz tworzenia jednolitego standardu praktyk biznesowych w tym obszarze na polskim rynku. To zaś zapewne przyczyni się do zdynamizowania wzrostu tego wciąż nowego sektora usług finansowych - uważa Andrzej Roter, prezes zarządu KPF.
Płacą szybciej
Obecnie giełdy zyskują, bo przybywa firm, które przekonały się o tym, że to sposób na zmobilizowanie dłużników do uregulowania zaległych należności. Podstawową rolą giełd jest sprzedaż wszelkich wierzytelności, począwszy od faktury VAT, nakazu zapłaty, wyroku sądu, umowy pożyczki, potwierdzenia wpłaty zaliczki, a kończąc na zasądzonych alimentach czy zobowiązania wynikające z umowy najmu, o dzieło, zlecenia czy kupna-sprzedaży.
To oznacza, że informacje o dłużnikach i niespłaconych przez nich zobowiązaniach trafiają do publicznej wiadomości. Serwisy giełd są bowiem ogólnodostępne. Poza rolą ogłoszeniową pełnią jednak również funkcję prewencyjną. Dłużnicy, którzy dowiedzieli się, że trafili na giełdę, natychmiast podejmują próbę spłacenia należności.
Jak wyjaśnia Tomasz Brusiło ze spółki AIF Kancelaria, dzieje się najczęściej w jeden, dwa dni od momentu otrzymania informacji mailem, listem, SMS-em czy telefonicznie o trafieniu na giełdę. Dodaje, że w skali roku liczba spraw trafiających na giełdę AIF Kancelaria rośnie o kilka tysięcy.
Dłużnicy wiedzą, że długa obecność na giełdzie może przekreślić ich szansę na pozyskanie nowego kontraktu, zaciągnięcie pożyczki lub kredytu czy wzięcia samochodu w leasing. Może się po prostu negatywnie przełożyć się na ich wizerunek i ocenę jako solidnego partnera w biznesie. Efekt jest taki, że do spłaty zadłużenia dochodzi często jeszcze przed zakupem długu przez nowego wierzyciela.
Dostępny jak w Google
- Nasza baza jest sprzężona z Google. To oznacza, że przy okazji pozyskiwania informacji o firmie będącej na liście naszej giełdy za pośrednictwem tej wyszukiwarki pojawi się ostrzeżenie, że jest ona dłużnikiem - słyszymy w firmie Vindicat, która prowadzi giełdę wierzytelności liczącą już kilkanaście tysięcy spraw, o kilkanaście procent więcej niż przed rokiem.
Do rosnącego zainteresowania giełdami przekonuje też prosty do nich dostęp. W większości przypadków wystarczy opłacić miesięczny abonament albo zarejestrować konto i zapłacić za wystawienie ofert na sprzedaż.
Liczbę giełd wierzytelności w Polsce szacuje się na 50. A kto z nich korzysta? Często nabywcami wystawionych tam należności są kontrahenci dłużników. Jak zauważa Tomasz Brusiło, kupione w ten sposób długi stanowią kompensację czy potrącenia we wzajemnych rozliczeniach.
Giełdy wierzytelności nadal zasilają przede wszystkim dłużnicy z niespłaconymi należnościami wynoszącym 1-5 tys. zł. Takich osób było w 2017 roku 52 tys. Na drugim miejscu są dłużnicy zalegający z kwotą 5-20 tys. zł (39,6 tys.), a na trzecim ci, których dług nie przekracza 1 tys. zł (26,7 tys.). Dłużnicy posiadający zadłużenie powyżej 1 mln zł zdarzają się natomiast sporadycznie. W ubiegłym roku było ich 239. Nie zmienia się też profil dłużnika. Giełdy wierzytelności wciąż zasilają przede wszystkim podmioty prowadzące działalność w formie jednoosobowych działalności gospodarczych - stanowią 71,5 proc. wszystkich dłużników. Zaraz za nimi są spółki z o.o. z udziałem na poziomie 18,8 proc., co oznacza, że podmioty działające w pozostałych formach stanowią łącznie mniej niż 10 proc. w strukturze dłużników.
Zaskoczeniem nie jest też rozkład dłużników w podziale na branże. Dominują przedsiębiorcy działający w zakresie handlu hurtowego i detalicznego lub naprawy pojazdów. Wartość ich długu stanowi 23,4 proc. całego zadłużenia. Na drugim miejscu jest budownictwo, a pierwszą tróję zamykają dłużnicy pochodzący z sektora przetwórstwa przemysłowego.
Jak wynika z danych BIG InfoMonitor, handel, budownictw i przemysł to branże, które maja największe zaległości wobec banków i kontrahentów. W przypadku handlu sięgają one 5,6 mld zł, budowlanki - niemal 4,6 mld zł, a przemysłu 4,5 mld zł.
- Od października 2017 r. przyrost liczby niesolidnych dłużników z sektora budowalnego gwałtownie przyspieszył. Na koniec I kwartału tego roku firm opóźniających płatności rat kredytów oraz faktury kontrahentów przybyło 7,5 tys., czyli o ponad 23 proc. Dla porównania, w zeszłym roku przez dziewięć miesięcy pojawiło się w naszych bazach 329 nowych niesolidnych przedsiębiorstw budowlanych - mówi Sławomir Grzelczak, prezes BIG InfoMonitor.
Giełdy najczęściej zasilają długi podmiotów zlikwidowanych, zamkniętych lub udałych. Według danych KPF stanowią ponad 46 proc. wszystkich dłużników. Drugie w strukturze ilościowej są podmioty ze stażem na rynku 10-20 lat, a na trzecim miejscu 20-30 lat.
@RY1@i02/2018/098/i02.2018.098.21400060f.801.jpg@RY2@
Fot. Shutterstock
Małgorzata Biernacka
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu