Jak sfinansować trend
K ilka tysięcy w 2010 r., 2 mln w 2018 r. i prognozowane (np. przez Bloomberg NEF) 10 mln sprzedanych elektryków w 2025 r. W 2040 r. 6 na 10 sprzedawanych aut na świecie będzie zeroemisyjnych. Za tymi cyframi kryje się drugie dno.
Jak z każdą rewolucją technologiczną, ktoś musi wziąć na siebie ryzyko i ją sfinansować. Role zostaną podzielone między kilka grup. Pierwszą z nich są producenci. Druga, to instytucje publiczne i rządy państw, dotujące – pośrednio z kieszeni podatników – rozwój zeroemisyjnego transportu. Oznacza to nie tylko np. granty na zakup samochodu elektrycznego, ale też nacisk na budowę sieci energetycznych czy – wzorem niemieckich landów – preferencje przy poszukiwaniu i wydobyciu metali ziem rzadkich, potrzebnych do produkcji baterii.
Reguły gry wydają się spójne: wielka innowacja to obietnica wysokich wygranych w kontekście zysków finansowych czy społecznych. Ale postęp to także kooperacja na szeroką skalę. Wymuszają ją sami – ostrożni w swych wyborach – konsumenci. Z jednej strony są zaintrygowani e-autami i ich możliwościami, a z drugiej – świadomi ograniczeń swego portfela. I w większości niezbyt skłonni do podejmowania nadmiernego wysiłku finansowego w imię przesiadki na elektryczne pojazdy. Dlatego to konsumenci, a nie smukłe linie nadwozia elektryków, finalnie przechylą szalę w elektromobilności. To oni zadecydują o tym, czy relacja ceny do korzyści osiągnęła już satysfakcjonujący poziom. Dziś jesteśmy na początku drogi. Niecałe 2 proc. kupowanych aut można podpiąć do gniazdka.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.