LOT też zażąda rekompensat
Spółka wstrzymuje odbiór kolejnej maszyny i prowadzi analizy prawne w sprawie roszczeń
Już drugi polski przewoźnik zapowiada, że będzie się domagał pieniędzy za niemożność korzystania z maszyn amerykańskiego producenta. Przed kilkoma dniami, idąc w ślady niskokosztowego Norwegiana, który musiał uziemić 18 takich maszyn, wystąpienie z roszczeniami zapowiedział nasz czarterowy Enter Air – o czym jako pierwszy doniósł DGP. Nie wiadomo, jak długo samoloty Boeing 737 MAX nie będą mogły latać. Po dwóch katastrofach, do których doszło w ciągu pięciu miesięcy, na całym świecie zawieszono 371 maszyn tego typu.
Nasz narodowy przewoźnik musiał wstrzymać loty pięciu maksów. – Będziemy dochodzić roszczeń wynikających ze strat, poniesienia dodatkowych kosztów czy utraconych korzyści, które generują uziemione maszyny – mówi DGP Adrian Kubicki, rzecznik LOT-u. Przyznaje, że firma jest w tej sprawie na etapie analiz prawnych. LOT pozyskał 737 MAX na zasadach leasingu operacyjnego od firmy Air Lease Corporation.
Przewoźnik dodaje też, że musi poczekać na dokładne wyniki badania katastrofy. Wstępna analiza czarnej skrzynki znalezionej po wypadku samolotu linii Ethiopian Air dowodzi, że jego przyczyna mogła być podobna jak w przypadku maszyny linii Lion Air. Eksperci wskazują na wadliwe działania systemu MCAS, który wspomaga sterowanie samolotem w określonych przypadkach. Ma on zapobiegać utracie siły nośnej i w razie potrzeby automatycznie opuszczać jego dziób. Tyle że według śledczych ten system może zbyt łatwo się włączać.
Po uziemieniu pięciu maksów LOT wynajął szybko cztery boeingi 737 starszego typu (dodatkowo okazjonalnie pożycza piątą maszynę od Enter Air). Choć przeowźnik nie zdradza dokładnych kwot, jakie za to płaci, to z pewnością są one ogromne.
Spółka zamówiła łącznie 14 boeingów 737 MAX. Kolejny miał przylecieć do Polski na przełomie marca i kwietnia. Nie wiadomo, czy do tego dojdzie. – Jeszcze nie rozpoczęliśmy procedur odbiorowych. Czekamy na rozstrzygnięcia m.in. w sprawie poprawek w oprogramowaniu – mówi Adrian Kubicki.
Według Bartosza Bacy, eksperta lotniczego z firmy BBSG, na razie trudno ocenić, czy LOT ma szanse na uzyskanie odszkodowania. – Wiele zależy od dokładnych zapisów umowy z leasingodawcą – zaznacza. Dodaje, że linie lotnicze często muszą wyważyć swoje roszczenia. – Szefom większości przewoźników nie zależy, by zbytnio pogrążać producenta, bo potem mogłoby się okazać, że nie ma kto serwisować i naprawiać maszyn – dodaje Baca.
LOT wciąż zmaga się z problemami w innych boeingach. Chodzi o dreamlinery i kłopoty z zamontowanymi tam silnikami Trent 1000 Rolls-Royce’a. Dochodzi w nich do szybszego niż zakładano zużywania się łopatek. Producent musi przeprowadzać boroskopie, w ramach których poszukuje się mikropęknięć na łopatach turbiny. Z powodu konieczności napraw nasza narodowa linia ma teraz uziemione dwa z 12 eksploatowanych dreamlinerów. To też wymusza wynajęcie zastępczych maszyn. W tym przypadku producent silników wziął pełną odpowiedzialność za problemy i pokrywa koszty wynajmu dodatkowych samolotów. – Zakładamy jednak, że niebawem te kłopoty się skończą. Do końca maja wszystkie dreamlinery mają wrócić do siatki lotów – mówi Kubicki.
Nie wyklucza jednak, że w tym przypadku przewoźnik będzie się jeszcze domagał od producenta silników odszkodowania z tytułu pogorszenia wizerunku. Zastępowanie dreamlinera zastępczym, mniej wygodnym samolotem, np. boeingiem 767, było źle postrzegane zwłaszcza na Węgrzech, skąd LOT lata do Nowego Jorku i Chicago. ©℗
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu