A może odpuśćmy sobie inflację
Dla amerykańskich speców od polityki pieniężnej rynek pracy zawsze był ważny, ale nie ważniejszy od tempa wzrostu cen. Teraz to się zmienia. Czy będzie to sygnał dla innych banków centralnych, by zrewidować swoje cele?
Amerykańska Rezerwa Federalna powinna dążyć do pełnego zatrudnienia, przy czym inflacja nie może wykraczać poza 2 proc. Tak było jeszcze do niedawna, aż kilka dni temu Jerome Powell, szef Fed, przedstawił nowe podejście. Teraz rynek pracy wysuwa się na pierwszy plan, dwuprocentowy cel inflacyjny trzeba traktować jako średnie tempo wzrostu cen w dłuższym czasie, zaś Rezerwa Federalna będzie mogła zignorować przejściowy skok inflacji ponad tę wartość (czytaj: nie podniesie stóp procentowych).
W ten sposób Powell dał do zrozumienia, że bardziej wierzy w dobroczynne skutki poprawy sytuacji na rynku pracy niż w to, że mniejsze bezrobocie wywoła presję inflacyjną. Ma zresztą na to dowody w postaci danych z ostatnich lat. Zwiększanie zatrudnienia ma dużo zalet, nie tylko ekonomicznych (wzrost gospodarczy), ale też społecznych (zmniejszanie różnic majątkowych czy nawet rasowych, bo w ostatnich latach poziom bezrobocia białych i kolorowych obywateli USA zaczął się do siebie zbliżać; zwykle ci drudzy byli bardziej poszkodowani).
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.