Umiarkowany wzrost cen jest lepszy niż spadek
Inflacja w sierpniu spadła do 2,9 proc. Głównie za przyczyną taniejącej żywności
Wczorajsze wstępne dane Głównego Urzędu Statystycznego o tempie wzrostu cen pokazują dwie rzeczy. Pierwsza, ceny rosną wolniej, więc zaczyna się materializować wizja szybkiego spadku inflacji ze względu na pandemiczny kryzys. Druga: deflacji, czyli spadku cen, na razie nie widać na horyzoncie. Co oznacza, że prawdopodobieństwo realizacji czarnych scenariuszy, w których recesja jest tak głęboka, że dusi ceny, co z kolei jeszcze bardziej pogrąża gospodarczą aktywność, wyraźnie maleje.
Obie informacje są bardzo dobre. Dlaczego spadek inflacji jest istotny? Bo utrzymywanie się wysokich cen w czasie głębokiej dekoniunktury (a nawet recesji) jest bardzo niebezpieczne. Przez ostatnie miesiące inflacja w Polsce była na podwyższonym poziomie, szczególnie tzw. inflacja bazowa. To miernik, który nie uwzględnia cen żywności i energii. I lepiej pokazuje, jaki wpływ na ceny ma to, co się dzieje w gospodarce. Ceny żywności czy energii, często zależą od czynników zewnętrznych, jak choćby pogoda. Inflacja bazowa była wysoka, w lipcu wzrosła do 4,3 proc., co było najwyższym odczytem od dwóch dekad. Oznaczało to, że niektóre koszty kryzysu pandemicznego sprzedający towary i usługi przerzucają na klientów. Utrzymywanie się takiego zjawiska w dłuższym czasie byłoby niedobre dla osób o najniższych dochodach i słabej pozycji na rynku pracy, takich, którzy nie byliby w stanie zażądać podwyżek płac w odpowiedzi na wyższe ceny. W efekcie wyższa inflacja dla nich oznaczałaby dalsze ubożenie.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.