Jedna czwarta długu jest poza kontrolą parlamentu
Przyszły rok upłynie jeszcze na wspieraniu gospodarki, a spadek deficytu i długu będzie zasługą koniunktury. Zaciskanie pasa zacznie się w 2023 r. – wynika z projektu budżetowego planu
Deficyt budżetowy w przyszłym roku wraca do poziomów przed pandemicznym kryzysem. Dziura w sektorze instytucji rządowych i samorządowych ma się znaleźć poniżej unijnych limitów, a dług publiczny także wejść na spadkową ścieżkę. Tyle że plan wydatkowy w coraz mniejszym stopniu pokazuje, jaki jest prawdziwy obraz finansów publicznych. Zwraca na to uwagę niemal od początku pandemii Sławomir Dudek, dzisiaj główny ekonomista Forum Obywatelskiego Rozwoju (patrz rozmowa obok), ale przez wiele lat dyrektor w MF, który brał udział w konstruowaniu planów dochodowo-wydatkowych państwa.
Różnicę między tym, co pokazuje budżet przygotowywany przez resort finansów i przyjmowany przez parlament, a tym, co widać w statystykach dotyczących kondycji finansów państwa, najlepiej obrazuje dług publiczny. Dla rządu najważniejszy jest dzisiaj ten państwowy, obliczany na podstawie metodologii krajowej z ograniczeniem do 60 proc. PKB zapisanym w konstytucji. Pandemiczny kryzys dość szybko doprowadziłby rząd do przekroczenia tego poziomu, a to oznaczałoby wprowadzenie drastyczny cięć w wydatkach, które jeszcze pogłębiłyby recesję. Dlatego gros pakietów antykryzysowych wypchnięto poza budżet państwa i jego statystyki.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.