Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Gospodarka

Odchudzanie z okresem karencji

6 grudnia 2024
Ten tekst przeczytasz w 10 minut

Komisja Europejska zaakceptowała polski plan wychodzenia z nadmiernego deficytu budżetowego. Granicę określono arbitralnie na 3 proc. PKB 30 lat temu. Od tamtego czasu światowa gospodarka przeszła gruntowne przemiany, a Polska zmieniła się wręcz nie do poznania, ale w Brukseli czas najwyraźniej się zatrzymał. Pozornie KE dała jednak Polsce nieco luzu – jako jedyne spośród państw objętych procedurą będziemy mogli utrzymać przyszłoroczny deficyt na niemal niezmienionym poziomie. Ma on spaść z 5,7 do 5,5 proc. PKB. Tyle co nic, szczególnie w porównaniu z „wysiłkiem fiskalnym”, który będzie trzeba ponieść w latach 2026–2028. Już w 2026 r. deficyt sektora finansów publicznych zostanie ograniczony o 1 proc. PKB, a w kolejnych dwóch latach powinien spadać o 0,8 proc. PKB rocznie.

Inaczej mówiąc, za przyszłoroczne ustępstwa Brukseli przyjdzie nam zapłacić w kolejnych trzech latach, gdy zaciskanie pasa będzie odpowiednio silniejsze. Skąd się jednak wzięła ta ograniczona w czasie łagodność KE względem Polski? Ktoś wyjątkowo podejrzliwy mógłby zauważyć, że musi chodzić o przyszłoroczne wybory. Szefowa KE Ursula von der Leyen z europejskiej frakcji EPP chce pomóc premierowi Donaldowi Tuskowi (zupełnie przypadkowo również z EPP) zdobyć kontrolę nad Pałacem Prezydenckim, by mógł swobodnie rządzić Polską w kolejnych latach. Jeśli tak jest, to można powiedzieć, że Bruksela z Warszawą szykują całkiem przebiegłe oszustwo. Do wyborów nowa koalicja rządząca Polską będzie udawać, że na żadne cięcia socjalne i/lub wzrost kosztów życia się nie zanosi, ale gdy tylko zdobędzie pełnię władzy, zdejmie maskę i zaprezentuje prawdziwe zamierzenia. Zdecydowana większość elektoratu nie śledzi dokładnie polityki fiskalnej rządu, większość mogła nawet nie słyszeć o procedurze nadmiernego deficytu (to nie jest zarzut, nie ma takiego obowiązku), więc taki sprytny plan mógłby wypalić.

Oczywiście są też inne, chociaż nieco mniej przekonujące wyjaśnienia. Być może premier Tusk wykorzystał swoje wpływy w UE, by dać Polakom jeszcze jeden rok na złapanie oddechu przed chudszymi trzema latami. Jest też prawdopodobne, że KE przesunęła polskie zaciskanie pasa o rok z powodów czysto merytorycznych. Tak wynikałoby z oficjalnych dokumentów. W „Średniookresowym planie budżetowo-strukturalnym na lata 2025–2028” tegoroczny wzrost deficytu został wytłumaczony waloryzacją świadczeń na dzieci (obecnie 800+), uruchomieniem programu „Aktywny rodzic”, wspierającego powrót na rynek pracy młodych matek, oraz podwyżkami dla sfery budżetowej rzędu 20–30 proc. Rząd tłumaczy się też sytuacją zastaną po poprzednikach.

Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.