Zubożyć sąsiada za pomocą kursu
Czy będzie to pierwsza salwa w dewaluacyjnej wojnie o konkurencyjność? Stopy procentowe są w Szwajcarii tradycyjnie niskie. W starciu z recesją SNB, podobnie jak większość banków centralnych, swoją główną stopę zmniejszył prawie do zera. W tym momencie tradycyjna polityka pieniężna staje się bezradna, gdyż jej podstawowe narzędzie - stopa procentowa - nie nadaje się już do użytku.
Dlatego właśnie banki centralne poszukują obecnie nowych narzędzi. Jedną z takich prób stanowi właśnie ilościowe złagodzenie polityki pieniężnej. Dopiero zobaczmy, czy jego zastosowanie okaże się skuteczne jako środek przywrócenia choć do pewnego stopnia wpływu polityki pieniężnej na gospodarkę. Rzadko się jednak wspomina o innej ważnej kwestii: że w małej gospodarce otwartej - a ta definicja pasuje do wszystkich niemal krajów poza USA - głównym kanałem transmisji polityki pieniężnej jest kurs walutowy.
Ten kanał ignoruje się z istotnego powodu: polityka kursu walutowego zaliczana jest do działań typu zubożanie sąsiada. Niekonwencjonalna polityka, nastawiona na osłabienie kursu własnej waluty, z technicznego punktu widzenia możliwa jest nawet przy zerowych stopach procentowych i na poziomie jednego kraju jej skuteczność jest całkiem prawdopodobna. Wprawdzie w sytuacji, gdy handel światowy gwałtownie się kurczy, zwiększenie konkurencyjności za pomocą obniżenia kursu walutowego może nie doprowadzić do wzrostu eksportu, ale może osłabić cios spowodowany jego spadkiem, gdyż spowoduje przesunięcie popytu w stronę produkowanych w kraju towarów i usług.
Istnieje jednak ryzyko, że kraje, które ucierpią wskutek takiego przesunięcia, podejmą kroki odwetowe i doprowadzą do deprecjacji własnych walut. To zaś mogłoby uruchomić scenariusz, którego wszyscy się najbardziej obawiają, czyli serię nastawionych na podtrzymanie konkurencyjności posunięć deprecjacyjnych, takich jak te, które przyczyniły się do Wielkiego Kryzysu.
Pierwszą ofiarą takich posunięć byłaby istniejąca jeszcze niewielka szansa na międzynarodową koordynację polityki ekonomicznej. Drugą byłby międzynarodowy system monetarny. Kluczowym powodem powołania Międzynarodowego Systemu Walutowego było przecież dążenie do monitorowania zamian zachodzących w kursach walutowych - po to, by zapobiec stosowaniu polityki zubożania sąsiada.
Właśnie dlatego posunięcie Szwajcarów jest tak zadziwiające. To prawda, że od sierpnia 2007 r., czyli od początku kryzysu finansowego, frank szwajcarski w ujęciu realnym umocnił się o 8 proc. Powszechnie przypisuje się to jego opinii waluty bezpiecznego schronienia, szczególnie cenionej w trudnych czasach. Tak naprawdę oznacza to, że wzmocnienie franka nie jest konsekwencją ani polityki pieniężnej, ani też innych występujących zazwyczaj czynników. Tak czy inaczej, choć niezadowolenie władz szwajcarskich z tej sytuacji jest zrozumiałe, to ich decyzja wywołuje zaniepokojenie.
Frank szwajcarski to niejedyna waluta, jaka umacnia się w ostatnich miesiącach. Inne niewielkie gospodarki otwarte poddane były fali większej nawet realnej aprecjacji kursu walutowego. Po 2007 roku polska waluta zaczęła się gwałtownie umacniać (w pewnym momencie było to nawet 30 proc.), podobnie jak korona czeska. W dużych krajach również następuje realne wzmocnienie waluty - w Japonii o 30 proc., a w Chinach - o 15 proc.
Te kraje również zagrożone są recesją, a choć jeszcze nie wszędzie stopy procentowe obniżono do poziomu bliskiego zeru, to w najbliższej przyszłości mogą się tam pojawić bodźce do deprecjacji kursu walutowego. Niektóre całkiem duże kraje - wystarczy wymienić choćby Koreę, Szwecję i Wielką Brytanię - już odnotowały obniżenie kursu swoich walut na bardzo dużą skalę. Polska waluta też zaczęła ostatnio tracić na wartości.
Bank centralny żadnego z tych krajów nie informuje o swoim zaangażowaniu w osłabienie własnej waluty. Oczywiście - oficjalne oświadczenia mogą nie być identyczne z intencjami. Może być i tak, że SNB oznajmił o stosowaniu praktyki, jaką posługują się także inne banki centralne. Postępując w ten sposób SNB naruszył jednak tabu: Nie będziesz się angażował w konkurowanie za pomocą deprecjacji. Dopuszczalna jest zresztą i inna możliwość: że SNB swoimi oświadczeniami chce doprowadzić do przełamania skutków, jaki wywołała opinia franka jako waluty bezpiecznego schronienia. W takim przypadku kurs franka nie zmieni się wiele (w żadnym kierunku), nie byłoby też potrzeby dalszych interwencji.
Tak czy inaczej brak reakcji na posunięcie SNB jest czymś zadziwiającym. Nastąpiło ono przecież tuż po wizycie przedstawicieli MFW, którzy dokonywali dorocznego przeglądu stosowania przez ten kraj artykułu IV statutu Funduszu; raport z tego przeglądu nie został jeszcze ogłoszony - a może okazać się nadzwyczaj interesującą lekturą.
Inne banki centralne nie wyraziły publicznie żadnych opinii, które mogłyby sugerować, iż nie zamierzają one stosować środków odwetowych, a przynajmniej nie na tym etapie. Być może uspokoił je oficjalny komunikat SNB, według którego wzmocnienie waluty oznaczało nadmierne zaostrzenie warunków polityki pieniężnej i że posunięcie banku ma na celu jedynie zapobieżenie dalszemu wzmocnieniu się franka szwajcarskiego wobec euro.
Może być również tak, że precedens został wzięty pod uwagę i że władze monetarne, które mają zamiar się nim posłużyć w celu uzasadnienia swoich przyszłych posunięć, wolą się dziś wstrzymywać od krytykowania go. W takim przypadku można by się domyślać, że wszystkie inne banki centralne rozważają możliwość posłużenia się tą opcją - no a to byłoby najbardziej niepokojące.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.