Obama krytykuje Wall Street i obiecuje pomoc dla Main Street
Teraz liczy się przede wszystkim small biznes, bo to on daje chleb Ameryce - zapowiedział amerykański prezydent
Wobec słabych oznak gospodarczego ożywienia w USA Barack Obama ruszył do kolejnej ofensywy w walce z kryzysem. - Teraz liczy się przede wszystkim small biznes, bo to on daje chleb Ameryce - przekonuje prezydent USA. Jednocześnie gospodarz Białego Domu rzucił rękawicę Wall Street, którą uznał za kastę próżniaków i oskarżył o marnotrawienie pieniędzy z 700-miliardowego bailoutu.
Obama zaskoczył juź podczas przedwczorajszego bankietu, na którym zbierano pieniądze na kamapanię Demokratów, wygłaszając płomienne przemówienie potępiające obyczaje w świecie wielkiej finansjery. - Dość już zu- chwałych spekulacji, krótkowzroczności i dbania przede wszystkim o własny interes - mówił. Nawiązywał do przeforsowanego w Kongresie jeszcze u schyłku kadencji George’a W. Busha planu ratowania wielkich banków i kas pożyczkowych przed bankructwem. Zdaniem Obamy objęte bailoutem firmy dalej wypłacają swojej kadrze kierowniczej wielomilionowe bonusy i nagrody. - Poparłem wówczas, czyli jeszcze przed wygranymi przeze mnie wyborami, ten projekt, bo trzeba było ratować naszą gospodarkę przed kompletnym chaosem. Teraz czas beneficjentów bailoutu rozliczyć - dodał Obama. Prezydent planuje zmianę strategii pobudzania gospodarki pod presją swojego politycznego zaplecza, czyli senackiej lewicy. - Wall Street ma się coraz lepiej, od zeszłorocznego załamania wyszła na prostą. Tymczasem Main Street (ulica główna, symbol skromnego, małomiasteczkowego biznesu w opozycji do nowojorskiej finansjery - red.) ledwo wiąże koniec z końcem, a to od jej kondycji zależy dobrobyt w Ameryce - napisał demokratyczny senator Mark Warner w apelu do Białego Domu o wzięcie pod opiekę small biznesu. Pod listem podpisało się 30 jego partyjnych kolegów.
Pomóżmy małym i średnim
Obama potraktował tę odezwę bardzo poważnie. Wczoraj na przedmieściach Waszyngtonu w otoczeniu przedstawicieli small biznesu zaprezentował zręby swojego planu stymulacyjnego dla małych i średnich przedsiębiorstw. Chodzi przede wszystkim o dopuszczenie niewielkich lokalnych banków (kapitał nieprzekraczający 1 mld dol.) do programu ratowania insytucji finansowych z tzw. złych długów - Troubled Asset Relief Program. Fundusz ten dysponuje jeszcze kwotą 320 mld dol. (z 700 mld dol., które w październiku 2008 r. przeznaczył na ten cel Kongres). Początkowo planowano, że zostanie on rozwiązany z końcem tego roku, ale teraz prezydencka ekipa sonduje, czy nie przedłużyć go o kolejnych 10 miesięcy. Jednocześnie gigantom finansjery odciętoby - albo przynajmniej znacznie ograniczono - dostęp do źródeł z zasobami z państwowego funduszu.
Giganci nie chcą się dzielić
Fatalna kondycja małych banków nakręca spiralę dekoniunktury, bo giganci z Wall Street bardzo niechętnie udzielają drobnych kredytów skromnym przedsiębiorcom. W efekcie suma pożyczek udzielonych small biznesowi spadła w zeszłym roku w Ameryce o 8 mld dol., czyli o 3 proc. w stosunku do poprzedniego sezonu. - Wielkie banki nie oglądają się specjalnie za kredytowaniem rodzinnych firm, bo ich menedżerowie niewiele zarobią na takiej drobnicy, tzn. nie mają co liczyć na bonusy skromnych transakcji. To zadanie raczej dla lokalnych instytucji zwanych community banks, których pułap bizensowych możliwości wyznacza koniunktura w nieodległej okolicy. To klasyczny świat Main Street - tłumaczy nam Jorge Abrahm, ekonomista z nowojorskiego oddziału JP Morgan.
Tymczasem prezydent, który w swoim przedwczorajszym przemówieniu przypomniał, że małe i średnie przedsiębiorstwa dają pracę połowie Amerykanów zatrudnionych poza budżetówką, uważa, że zastrzyk kapitału do małych banków ułatwi walkę z bezrobociem. - To teraz priorytet Białego Domu. Chociaż gospodarka drgnęła, Dow Jones jest ostatnio na plusie, cały czas likwiduje się miejsca pracy. Z początkiem 2010 r. bezrobocie może wyraźnie przekroczyć 10 proc., to najwięcej od 1940 r. - dodaje Abrahm.
@RY1@i02/2009/207/i02.2009.207.000.0010.101.jpg@RY2@
Wtorkowe wystąpienie Baracka Obamy w Nowym Jorku
Reuters/Forum
Jak ratowano amerykańską gospodarkę
Senat przeznaczył 17 mld dol., a Izba Reprezentantów dorzuciła do tego kolejne 4 mld na wsparcie najuboższych. Emeryci i weterani dostali jednorazowo po 300 dol., aby móc zapłacić rachunki za drożejącą energię elektryczną. Kongres wydał w sumie 47 mld dol. na dofinansowanie wszelakich programów dla bezrobotnych - od bezpośrednich zasiłków przez ubezpieczenie zdrowotne po szkolenia zawodowe i pomoc w szukaniu zatrudnienia.
46 mld dol. odłożono na konstrukcję nowych autostrad i mostów, kolejne 4 mld na renowację już istniejących. 11,5 mld dol. przeznaczono na wybudowanie linii kolejowych, w tym superszybkiego pociągu łączącego metropolie Wschodniego Wybrzeża. Po mniej więcej 5 mld dol. poszło na projekty nowych osiedli w ramach publicznego budownictwa oraz program uzdatniania wody do picia.
40 mld dol. ufundowano na pozyskiwanie energii ze źródeł odnawialnych. Oprócz tego Kongres wyasygnował drobniejsze kwoty na oczyszczanie terenów zniszczonych przez eksperymenty z bronią nuklearną (np. na pustyni w Newadzie) oraz ocieplanie domów, by zaoszczędzić na zużywanym przez gospodarstwa prądzie.
w sumie 245 mld dol. Na bezpośrednie i długoterminowe upusty dla przedsiębiorców tworzących nowe miejsca pracy oraz dla konsumentów, by zaoszczędzone pieniądze mogli wydać lub zainwestować, nakręcając tym samym koniunkturę.
Radosław Korzycki
radoslaw.korzycki@infor.pl
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu