Barber: Zachód nie wyciągnął żadnych wniosków z recesji
W czwartek w Pittsburghu zaczyna się szczyt G20. Przywódcy najbardziej liczących się państw będą debatować nad tym, jak po kryzysie uzdrowić światową gospodarkę i ustrzec się przed podobnym załamaniem w przyszłości. Uda im się znaleźć kompromisowe rozwiązanie?
Mimo szumnych zapowiedzi kompromisu nie będzie. W Pittsburgu - mieście symbolicznym dla tradycyjnego amerykańskiego przemysłu - padnie mnóstwo konfekcyjnych deklaracji, pełno pustych słów. Politycy będą się licytować na dobre uczynki, jakie zrobili, by zaradzić kryzysowi. To wszystko.
Wśród elit politycznych w Ameryce nie ma najmniejszej woli zrozumienia popełnionych wcześniej błędów i wyeliminowania ich w przyszłości. Stany Zjednoczone zablokują jakąkolwiek reformę systemu bankowego, którą postulują liderzy wielu państw europejskich. W amerykańskim myśleniu zwycięża chciwość - USA nie zgodzą się np. na mechanizmy kontrolne, które ograniczą kredytowanie zbyt wysokiego ryzyka, albo zmuszą banki do większych oszczędności, by dysponować gotówką na wszelki wypadek. Pandemonium wydawania pieniędzy, których się nie ma, będzie trwało.
Ludzie się mocno zinfantylizowali przez ostatnie dekady. Przestali rozumieć swoje prawdziwe potrzeby. Korporacje na siłę wmawiały im, że do szczęścia potrzebny jest iPod lub konsola do gier, że bez tego nie można osiągnąć satysfakcji. Taka była też polityka rządów na Zachodzie, głównie zresztą Waszyngtonu. I co teraz robi władza, kiedy szaleństwo życia na kredyt się skompromitowało? Każe więcej kupować, bo to ma ponoć nakręcić koniunkturę. To jakiś absurd. I tu dotykamy sedna problemu. W chwili załamania się rynków, kiedy padł Lehman Brothers, kłopoty dotknęły AIG, potem całą Wall Street, a w konsekwencji każde gospodarstwo domowe w Ameryce. Ludzie nagle jakby otrzeźwieli, dorośli, przestali konsumować jak nakręceni. Pomyśleli o innych wartościach, zaczęli oszczędzać. Dlatego też wydawało się, że lekarstwem na tą infantylizację będzie sam kryzys. Później okazało się, że z kryzysu nie wyciągnęliśmy żadnych wniosków. Jak już wspominałem, rządy wbrew zdrowemu rozsądkowi każą ludziom więcej kupować, mamią ich obietnicami, że to nakręci gospodarkę, obiecują im happy end. I tym samym tłumią ich elementarny instynkt, że kiedy mamy do czynienia z zagrożeniem, w tym przypadku widmem powtórki kryzysu, musimy zachowywać się bardziej wstrzemięźliwie.
Oczywiście. Nie boję się zaryzykować tezy, że infantylizacja, o której mówiłem wcześniej, zagraża demokracji. Ludzie zaczynają tracić ogładę w sprawach publicznych, cechy, które z definicji czynią ich obywatelami. Następuje korozja debaty, polityka się wybiera na podstawie takich samych zewnętrznych cech jak kosiarkę czy fotel. Ale za tym stoi poważniejsze zagrożenie. Uproszczona wizja świata plus coraz mniej poważny język prowadzący do przemocy. Sfera publiczna staje się grą komputerową - co gorsza - niekontrolowaną. Jeżeli jakiś kongresmen, czyli niby-szanujący się przedstawiciel prestiżowego urzędu, nazywa prezydenta w czasie oficjalnej uroczystości kłamcą, za co jeszcze zbiera oklaski, to grozi to niebezpiecznymi konsekwencjami. Kolejny kryzys będzie poważniejszy i swoim wymiarem wyjdzie poza gospodarkę.
@RY1@i02/2009/187/i02.2009.187.000.010b.101.jpg@RY2@
Kuba Kamiński/Fotorzepa
Benjamin Barber, amerykański politolog i wykładowca Uniwersytetu Maryland. Sławę przyniosła mu wydana w 1996 r. książka pt. "Dżihad kontra McŚwiat". W latach 90. Barber udzielał się także jako społeczny doradca prezydenta Billa Clintona. W Polsce oprócz "Dżihadu..." ukazały się także "Imperium strachu. Wojna, terroryzm, demokracja" oraz "Skonsumowani"
, amerykański politolog i wykładowca Uniwersytetu Maryland. Sławę przyniosła mu wydana w 1996 r. książka pt. "Dżihad kontra McŚwiat". W latach 90. Barber udzielał się także jako społeczny doradca prezydenta Billa Clintona. W Polsce oprócz "Dżihadu..." ukazały się także "Imperium strachu. Wojna, terroryzm, demokracja" oraz "Skonsumowani"
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu