Kryzys: rok później
Rok po upadku Lehman Brothers, czyli po wybuchu światowego kryzysu, Unia Europejska i Stany Zjednoczone planują powołanie nowych instytucji, które zapobiegną takim zdarzeniom w przyszłości
Unia Europejska i Stany Zjednoczone - niezależnie od siebie - przygotowują plan zwiększenia nadzoru nad bankami i instytucjami finansowymi, tak aby zapobiec powtórce z załamania gospodarczego. Dokładnie rok temu prowadzący wyjątkowo ryzykowne inwestycje amerykański bank Lehman Brothers ogłosił upadłość, co wywołało lawinę kolejnych bankructw i stało się symbolicznym początkiem kryzysu.
Wczoraj, w przeddzień rocznicy, swoje propozycje na Wall Street przedstawił Barack Obama. Amerykański prezydent chce zwiększenia uprawnień banku centralnego. Rezerwa Federalna mogłaby ingerować w sprawy przedsiębiorstw, których ewentualny upadek zaszkodziłby całej gospodarce, a specjalna rządowa rada - blokować zbyt ryzykowne inwestycje. Z kolei Komisja Europejska zaproponuje w przyszłym tygodniu powołanie trzech paneuropejskich instytucji nadzorczych do kontrolowania banków, funduszy inwestycyjnych i spółek giełdowych. Do tej pory nadzór bankowy pozostawał w gestii państw członkowskich.
Bankowców martwi to, że reformy dotkną również tych, którzy grali fair. - Instytucje finansowe, które były nazbyt zachłanne i np. udzielały kredytów zbyt wysokiego ryzyka, poniosły tego konsekwencje.
Myśmy nie robili nic niebezpiecznego, ale teraz będziemy płacić za błędy innych - mówi nam Jorge Abraham, menedżer z JP Morgan.
Ale tak bezprecedensowe środki nie dziwią, bo i trwający od roku kryzys zmienił świat w sposób bezprecedensowy. Upadek Lehman Brothers był największym bankructwem w historii całej amerykańskiej gospodarki, a General Motors - największym w historii tamtejszego przemysłu.
Kryzys z USA szybko zresztą rozlał się na resztę świata i praktycznie nie ma kraju, który nie został dotknięty jego skutkami. W tym roku PKB w skali całego świata zmniejszy się o 2,3 proc. Kilka państw, jak Islandia, Łotwa czy Węgry, znalazło się na krawędzi bankructwa. Według Międzynarodowej Organizacji Pracy z powodu kryzysu pracę straciło co najmniej 20 milionów ludzi, co oznacza, że po raz pierwszy w historii świata liczba bezrobotnych przekroczyła barierę 200 milionów. Ale za tymi statystykami kryją się dramaty konkretnych ludzi. Cathy, brokerka z Merrill Lynch, jest jedną ze 100 tysięcy osób w Nowym Jorku, które straciły pracę. Niedawna finansistka dziś mieszka na ławkach przy Tompkins Square albo sypia w metrze.
Bezprecedensowe są też pieniądze przeznaczone na walkę z kryzysem. W ciągu ostatnich miesięcy państwa grupy G20 wydały na plany pomocowe czy bailouty 10,8 bilionów dolarów. To oznacza, że każdego mieszkańca krajów uprzemysłowionych kryzys kosztował 10 tysięcy dolarów. Albo inaczej - 10,8 biliona dolarów to równowartość polskiego budżetu na najbliższe sto lat.
@RY1@i02/2009/180/i02.2009.180.000.001a.101.jpg@RY2@
Kryzys w liczbach
Bartłomiej Niedziński
bartlomiej.niedzinski@dziennik.pl
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu