Handel idzie za banderą
„Deglobalizacja” to brzydkie słowo, straszna koncepcja, a obecnie - bolesna rzeczywistość. Światowa Organizacja Handlu (WTO) ocenia, że globalny handel zmaleje w tym roku o 9 proc.: to największy spadek jego wartości od II wojny światowej.
Zważywszy, że jeszcze 15 miesięcy temu jego rozmiary rosły w tempie 7 proc. rocznie, jest to spadek naprawdę dramatyczny. Niektórzy obawiają się nawet, że może on doprowadzić do wznowienia w USA tzw. prawa Smoota-Hawleya, czyli protekcjonistycznych stawek celnych, które sprawiły, że kryzys lat 30. stal się „wielkim”.
Brzmi to alarmująco. Jednak obecne kurczenie się przepływów kapitału, towarów i pracy to głównie skutek kryzysu finansowego. Handel zmalał w efekcie załamania popytu, a nie posunięć protekcjonistycznych. Brak dostępu do kredytu również miał znaczenie, bo przecież 90 proc. transakcji łączy się z jakąś formą kredytu, ubezpieczeń i gwarancji. Rzeczywiście, od października 2008 roku Chiny zakazały importu belgijskiej czekolady, Indie - chińskich zabawek, a amerykański sekretarz ds. energii stwierdził, że jeśli Chiny nie zmniejszą emisji gazów cieplarnianych, to chętnie widziałby cła na import z tego kraju: to „zielone” oblicze protekcjonizmu.
Było jeszcze parę podobnych przypadków, ale ich skutki są, jak dotąd, niewielkie. Czy tak pozostanie? Można mieć taką nadzieję, a jedną z jej przesłanek stanowią traktaty, wiążące członków WTO. Firmy - nawet produkujące na rynek krajowy - są bardziej niż kiedykolwiek uzależnione od importu surowców i materiałów. Wzrosły też polityczne wpływy eksporterów. Wszystko to zmienia podejście polityków do protekcjonizmu. W USA program „Buy American” został rozwodniony. A w Brazylii na samą próbę wprowadzenia kontroli importu sektor prywatny zareagował taką wściekłością, że szybko się z niej wycofano.
To są pocieszające oznaki. Wraz z pogłębianiem się recesji protekcjonizm może się jednak nasilić, ponieważ rządy znajdą się pod naciskiem żądań ochrony stanowisk pracy w kraju. Poza tym cła i przepisy antydumpingowe, zakazy importu z powodów zdrowotnych, ekologicznych i bezpieczeństwa są w ramach WTO legalne. 80 lat temu wielu rozsądnych ludzi przeciwstawiało się ustawie Smoota-Hawleya: petycję przeciw jej wprowadzeniu podpisało 1028 ekonomistów, a także Henry Ford - a jednak ją przyjęto. Także i dziś zwolennicy swobody handlu powinni się mieć na baczności.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.