Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Gospodarka

Jaki będzie końcowy efekt zadłużania się?

Ten tekst przeczytasz w 9 minut

Choć rządy mogą starać się upchnąć dług publiczny oszczędzającym w kraju (wykorzystując na przykład rosnący wpływ na banki do zmuszenia ich, żeby w swoich aktywach miały nieproporcjonalnie dużą liczbę papierów skarbowych), ostatecznie przekonają, że, tak czy owak, będą musiały od niego płacić o wiele większe odsetki.

Stopy procentowe wzrosną, żeby skompensować inwestorom zarówno to, że musieli zaakceptować większy udział obligacji rządowych w swoich portfelach, jak i ponoszenie zwiększonego ryzyka, wynikającego z tego, że rządy mogą mieć pokusę, by - dopuszczając do inflacji - zmniejszyć wartość tego zadłużenia albo że nawet przestaną je spłacać.

W trakcie badań, jakie wraz z Carmen Reinhart prowadziliśmy nad historią kryzysów finansowych, odkryliśmy, że zwykle w ciągu trzech lat następujących po kryzysie dług publiczny podwaja się (nawet po uwzględnieniu inflacji). Obecnie wiele państw, dużych i małych, jest na dobrej drodze do wypełnienia tej prognozy.

Rząd Chin wskazuje, że w obliczu malejącego eksportu użyje wszystkich niezbędnych środków do powstrzymania spadku tempa wzrostu. Na realizację tych obietnic Chińczycy mają 2 biln dol. rezerw. Nowy budżet prezydenta Baracka Obamy zakłada deficyt w oszałamiającej kwocie 1,75 bln dol.; to wielokrotność poprzednich rekordów w tej dziedzinie. Nawet w krajach, które nie uczestniczą aktywnie w tej fiskalnej orgii, nadwyżka budżetowa topnieje, a deficyt narasta, głównie na skutek zmniejszających się wpływów podatkowych.

Parę rządów przedstawiło projekty budżetu bardzo odbiegające od rzeczywistości, co zwykle wynika z polegania na nadmiernie różowych scenariuszach. Niestety, w 2009 roku droga, po której kroczy gospodarka globalna, nie będzie usłana różami. Wygląda na to, że w IV kwartale 2008 r. produkt krajowy brutto w USA, jak i w strefie euro zmniejszył się o 6 proc. (w przeliczeniu na stopę roczną); PKB Japonii zmalał chyba w tempie dwa razy większym.

Podejrzane jest stwierdzenie Chin, że ich PKB w końcówce roku wzrósł o 6 proc. W całej Azji załamał się przecież eksport, co dotknęło m.in. Koreę, Japonię i Singapur. Można dowodzić, że Indie i, w mniejszym stopniu, Brazylia trzymają się trochę lepiej. Niewiele jednak krajów rozwijających się osiągnęło poziom umożliwiający im przetrzymanie trwałego załamania w krajach rozwiniętych, a jeszcze mniej może je zastępować w roli „motoru” globalnego wzrostu gospodarczego.

Ponieważ kryzys kredytowy sprawia, że licznym małym i średnim firmom trudno jest uzyskać finansowanie nawet na minimalnym poziomie, niezbędnym do utrzymania zapasów i prowadzenia działalności, globalny PKB znajduje się w 2009 roku nad przepaścią. Istnieje realna możliwość, że skurczy się on po raz pierwszy po II wojnie światowej.

Według wszelkiego prawdopodobieństwa w wielu krajach produkcja zmaleje w tym roku o 4-5 proc., a w niektórych o 10 proc. albo więcej. Co gorsze, dopóki nie odżyją systemy finansowe, dopóty tempo wzrostu także w nadchodzących latach może być rozczarowujące, szczególnie w krajach stanowiących „strefę zero kryzysu”, takich jak USA, Wielka Brytania, Irlandia i Hiszpania. Szczególnie smętnie mogą wyglądać długofalowe perspektywy wzrostu w USA, gdyż administracja Obamy prowadzi kraj w kierunku zbliżonego do europejskiego poziomu opieki społecznej i redystrybucji dochodów.

Kraje o tempie wzrostu w stylu europejskim są w stanie, przy niskich stopach procentowych, radzić sobie z długiem publicznym odpowiadającym 60 proc. PKB. Skoro jednak to zadłużenie w wielu krajach wzrasta do 80 czy 90 proc. PKB, a niskie obecnie stopy procentowe są zjawiskiem w sposób oczywisty przejściowym, zaczynają pojawiać się kłopoty. W dużej grupie krajów, które dziś zadłużają się na ogromną skalę w celu ratowania swoich banków, perspektywy wzrostu w średnim okresie kształtują się przecież słabiutko, co budzi naprawdę poważne pytania o ich wypłacalność i o trwałość ich rozwoju.

Włochy, gdzie relacja długu publicznego do PKB przekracza już 100 proc., radzą sobie dzięki spadkowi stóp procentowych w skali globalnej. Jednak wraz z narastaniem długu i podwyżkami stóp procentowych na świecie inwestorzy staną się - i słusznie - coraz bardziej zaniepokojeni groźbą restrukturyzacji tego zadłużenia. Inne kraje, jak Irlandia, Wielka Brytania zaczęły się zadłużać przy dużo korzystniejszym stanie finansów publicznych. Gdy dym opadnie, może się okazać, że znajdą się w sytuacji niewiele lepszej niż Włochy.

Kolejny nieprzewidywalny czynnik stanowią kursy walut. Azjatyckie banki centralne nadal trzymają się dolara. Skoro jednak USA drukują papiery dłużne i pieniądze, można by sądzić, że za jakieś dwa, trzy lata euro musi się umocnić wobec dolara; jeśli, oczywiście, euro dotrwa do tego czasu.

Ponieważ długi rosną, a recesja przeciąga się, z pewnością przyjdzie nam obserwować, jak liczne rządy próbować będą zmniejszyć obarczający je ciężar za pomocą ograniczeń finansowych, wyższej inflacji, częściowej niewypłacalności albo kombinacji wszystkich tych trzech metod. Widok, jaki ukaże się nam po zakończeniu obecnej recesji, nie będzie, niestety, miły.

Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.