Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Gospodarka

Pułapka zależności od eksportu

Ten tekst przeczytasz w 6 minut

Eksport lub śmierć! krzyczały plakaty rozlepiane na ścianach brytyjskich fabryk w latach po drugiej wojnie światowej. Wówczas istniała rzeczywista konieczność sprzedawania za granicę. Mocno zadłużona na skutek wojny Wielka Brytania musiała sprzedać zagraniczne waluty, żeby wzmocnić pozycję funta w nowo utworzonym (w efekcie decyzji z Bretton Woods) systemie kursów walutowych. Dziś eksportowe potęgi - Niemcy, Chiny, Japonia - powinny odczuwać znacznie mniejszą presję w tym kierunku. Wraz jednak z załamaniem handlu międzynarodowego pojawiają się niepokojące (choć nieliczne) oznaki, iż można oczekiwać raczej zmiany równowagi w tym handlu niż zmniejszenia jego rozmiarów. Chiński eksport w pierwszych dwóch miesiącach tego roku zmalał o 21 proc., ale import spadł jeszcze bardziej. W pewnym stopniu to skutek obniżki cen ropy, której Chiny są importerem netto. W większości wynika to jednak z faktu, że w tym kraju odbywa się finalna faza produkcji tysięcy towarów, a gros tamtejszego importu przeznaczone jest na reeksport. Spadek eksportu nie oznacza jednak, że długo oczekiwane przestawienie się Chin na konsumpcję krajową jest sprawą prostą. Nawet w bardzo rozwiniętej gospodarce japońskiej (gdzie wreszcie maleją nadwyżki w handlu i na rachunku bieżącym) jest to proces powolny i bolesny. Wynika on przy tym bardziej z naturalnych przyczyn demograficznych niż ze zmian polityki rządu czy strategii przemysłu - i nie przejawia się w formie sprzyjającej zwiększeniu globalnego popytu. Starzejące się społeczeństwo Japonii zaczyna sięgać do oszczędności, zmniejszając tym samym ich nadwyżkę nad inwestycjami, a ona właśnie stanowi krajowy równoważnik nadwyżki na rachunku bieżącym. Obecnie jednak wydatki krajowe lecą w dół wraz z eksportem, a cała gospodarka kurczy się w alarmującym tempie. Japonia zmierza ku ruinie, ale nazywa to osiąganiem równowagi.

Zmiana tej równowagi może być bolesna. W założeniach tradycyjnych modeli ekonomicznych - także tych, w których podkreślano znaczenie korzyści komparatywnych i handlu - pracę i kapitał można bez żadnych kosztów przerzucać z jednego sektora do drugiego. W realnym świecie nie często tak bywa. Prace trzech ekonomistów - Roberta Dekle'a, Jonathana Eatona i Samuela Kortuma - pokazują, jak ogromną stanowi to różnicę. Przy założeniu pełnej elastyczności gospodarki światowej (w której pracownicy mogą bez problemów przechodzić z jednego sektora do drugiego, a poszczególne kraje mogą dowolnie zmieniać zarówno produkcję, jak i rynki, na których ją sprzedają) do całkowitej likwidacji nierównowagi w skali globalnej wystarczyłby realny spadek PKB USA o 0,4 proc. W rzeczywistości gospodarka światowa jest jednak mało elastyczna - pracownicy mają kwalifikacje przydatne tylko w jednym sektorze, a dostosowania w eksporcie polegają na zmianie ilości sprzedaży podobnych towarów - eliminacja tej nierównowagi wymagałaby zmniejszenia amerykańskiego PKB o 2 proc. Założenie elastyczności gospodarki jest szczególnie nierealistyczne w krajach takich jak Chiny, gdzie rynkom pracy i kapitału daleko do pełnego rozwoju; są rozdrobnione, brak im infrastruktury i podlegają wpływom politycznym. Mówiąc wprost, w Chinach potrzeba relatywnie mniej robotników montujących iPody, a więcej pracowników medycznych i społecznych na wsi. Ale tego nie da się łatwo zmienić. W tym kraju zmarnowano ogromny kapitał polityczny, społeczny, a także i trwały, forsując - czasem wbrew woli władz centralnych - rozwój produkcji eksportowej. Pekin wielokrotnie próbował pohamować ambicje władz regionalnych, konkurujących ze sobą o inwestorów zagranicznych, kuszonych ulgami podatkowymi i prześcigających się w rozrzutnych projektach inwestycyjnych. Ze względu jednak zarówno na dążenie do tworzenia miejsc pracy, jak i wyścig regionów o pierwszeństwo we wzroście gospodarczym, te nawoływania często ignorowano. Z ekonomicznego punktu widzenia taka zmiana akcentów w gospodarce jest potrzebna. Błędem byłoby jednak niedocenianie ryzyka politycznego, jakie niosą ze sobą zmiany w chińskich strefach eksportowych: wystarczy wspomnieć doświadczenia z przemysłem na północy USA czy brytyjskimi miastami górniczymi. Rządy, które zbyt chcą przemodelować gospodarkę, mogą się na tym wywrócić.

Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.