2009 rok będzie najtrudniejszy także u nas
Roubini ma rację - najgorsze czeka nas w 2009 roku. W różnych krajach będzie to jednak różnie wyglądało. W ciągu ostatnich dwóch miesięcy zeszłego roku gospodarka amerykańska straciła milion miejsc pracy. W Europie zwolnienia dopiero się zaczynają. U nas podobnie.
Najtwardsze lądowanie będzie tam, gdzie mieliśmy do czynienia z bańką na rynku aktywów. To oczywiście Stany, Wielka Brytania, Irlandia, Hiszpania. Skala spowolnienia będzie tam najbardziej drastyczna - z tempa wzrostu znacznie powyżej średniej europejskiej gospodarki te wpadły już w ujemne dynamiki wzrostu. W krajach, gdzie nie powstały bąble na rynku aktywów (np. w Niemczech), skala spowolnienia jest pochodną kryzysu u głównych partnerów handlowych i ubankowienia gospodarki. Hamowanie jest tam mniej twarde niż w pierwszej grupie.
Początek roku 2009 przyniesie kontynuację zjawisk obserwowanych w końcówce 2008 roku. Tak jak pisze Roubini, można spodziewać się kontynuacji delewarowania. Obecna trzecia fala kryzysu, dotykająca głównie gospodarki wschodzące, może silnie w niektóre uderzyć, co w skrajnym przypadku doprowadzi do bankructwa (default) podobnie jak to miało miejsce w 1998 roku w Rosji czy też w 2001 roku w Argentynie. Takie sytuacje są realne i ich wystąpienie wpłynęłoby negatywnie również na kraje naszego regionu.
Ale w przeciwieństwie do krajów, gdzie mamy do czynienia z twardym lądowaniem ze względu na pękanie baniek spekulacyjnych, polskie lądowanie jest pochodną naszych relacji handlowych oraz znacznego ograniczenia źródeł finansowania akcji kredytowej. W pewnym sensie można powiedzieć, że nasze spowolnienie jest bardziej podobne do niemieckiego niż do amerykańskiego czy angielskiego. Główną różnicą pomiędzy Polską a Niemcami jednak jest to, że w Polsce będzie wzrost, a w Niemczech gospodarka w 2009 roku się skurczy.
To, jak długo będzie trwała globalna recesja i jak będzie głęboka, będzie zależeć od momentu, kiedy gospodarka amerykańska złapie oddech. To z kolei będzie wynikało zarówno od skuteczności polityki monetarno-fiskalnej USA, jak i od skali niezbędnego dostosowania w gospodarce amerykańskiej funkcjonującej przez lata przy olbrzymiej nierównowadze makroekonomicznej. Zanim jednak Ameryka złapie oddech, musi najpierw osiągnąć dno. W tym czasie w Polsce będziemy mieli do czynienia z przekładaniem się obserwowanych w statystyce makroekonomicznej wskaźników na życie realne Polaków. Tak więc w 2009 roku czekają nas zwolnienia, wolniejsze tempo konsumpcji, przedsiębiorstwa pokażą znacznie gorsze wyniki, część z nich padnie.
Ale oczywiście przyszłość nie jest zdeterminowana. Wciąż istnieje wachlarz działań, który umożliwiłby ograniczenie negatywnych efektów kryzysu. Polskie działania powinny być komplementarne wobec tych podejmowanych przez największe banki centralne świata i rządy państw. Nasze działania powinny być skupione na tym, aby ograniczać procykliczność polityki banków i firm, jednocześnie prowadząc wiarygodną politykę makroekonomiczną (fiskalną i monetarną). Ale skutki tych działań mogą dać pozytywne efekty dopiero z opóźnieniem, czyli w 2010 roku.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.