Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Gospodarka

Trudno wyobrazić sobie nieistnienie wspólnej waluty

Ten tekst przeczytasz w 2 minuty

Mariusz Grendowicz, były prezes BRE Banku

Na szczęście nie musimy się obawiać o kondycję polskich banków. Wyniki za ten rok będą całkiem dobre. Polscy bankowcy nie będą mieli zatem problemów z prezentami świątecznymi. Natomiast w Europie jest znacznie mizerniej.

Uważam za niesprawiedliwe winienie jedynie bankowców za kryzys z lat 2007 - 2009. Wiele grup zawodowych miało wkład w te wydarzenia. Uważam, że aby ratować te kraje, niezbędne są radykalne rozwiązania.

Kiedyś na pewno dojdzie do redukcji długu. Gdy kraj nie ma środków na spłatę zadłużenia, to można przez jakiś czas odkładać tę operację. Chodzi o to, aby takich działań nie podejmować teraz, gdy rynki są rozedrgane. Do redukcji dojdzie najpóźniej za trzy lata.

Następuje stopniowa migracja długu do krajów, z których pochodzą. Na przykład bank niemiecki sprzedaje obligacje greckie bankowi z tego kraju. Przekazuje zatem ten problem bankowi greckiemu, a tak naprawdę państwu greckiemu. Jeśli rząd w Atenach zredukuje dług, to ciężar tej operacji spadnie na tamtejsze banki. Wiadomo, że prywatny inwestor tych banków nie dokapitalizuje, tylko będzie musiał to zrobić podatnik, aby ponownie uratować greckie instytucje finansowe. W związku z tym restrukturyzacja długu będzie odwlekana.

Nie sądzę, aby nastąpiła całkowita redukcja długu. Mówi się o skreśleniu 15 - 20 proc. kapitału, i to w bliżej nieokreślonej formule. Można na przykład odłożyć na przyszłość spłatę odsetek.

Trudno sobie wyobrazić nieistnienie wspólnej waluty. Dla całej gospodarki Europy byłby to olbrzymi szok. Spójrzmy na niemieckiego podatnika. Na pewien kompromis się zgodzi, bo rozpad strefy euro byłby niekorzystny także dla Niemiec. Waluta, która by wyłoniła się w wyniku tego typu rozpadu, byłaby niezwykle mocna, a przez to eksport, z którego żyje nasz zachodni sąsiad, nie byłby opłacalny. Ale pojawia się pytanie o granice wytrzymałości. Niemiecki podatnik wspomógł Grecję, niebawem pójdzie w sukurs Irlandii, a następna będzie zapewne Portugalia. Wszystkie te kraje są stosunkowo małe. Do tej grupy dołączyć może jednak Hiszpania.

Zgadzam się z prezesem NBP prof. Markiem Belką, który podkreślił, że przy tak rozedrganych rynkach lepiej być poza strefą euro. Z drugiej strony widzimy, że Polska przez rynki jest kojarzona razem z UE i Węgrami, co nie jest dla nas korzystne. Z tego powodu złoty nie jest mocny wobec euro, a zwłaszcza wobec franka szwajcarskiego, co wielu Polaków boli.

Działa tu instynkt stadny. Gdy amerykańscy inwestorzy pozbywają się rynków wschodzących - to wszystkich. Nawet ci najaktywniejsi mało wiedzą o naszym kraju. Brakuje zrozumienia różnic między Polską a innymi krajami, np. Węgrami.

Pomysł jest potrzebą chwili, a nie racjonalnym rozwiązaniem uzasadnionym przez stan polskiego sektora bankowego. Gdyby finanse publiczne były w takim stanie jak w 2007 roku, to nikomu nie przyszedłby do głowy podatek bankowy. Dodatkowe obciążanie jednej wybranej branży jest trochę niesprawiedliwe. Każdy wie, że chodzi o ratowanie finansów publicznych. Nieważne, czy powstanie wspomniany przez ministra specjalny fundusz inwestujący w obligacje państwowe, czy też budżet będzie łatany bezpośrednio.

Nie we wszystkich europejskich krajach wprowadzono podatek bankowy. Na Węgrzech mamy najbardziej radykalny przykład obciążania sektora bankowego. To tam była nagła potrzeba ratowania budżetu. W Polsce politycznie poprawne jest mówienie o opodatkowaniu banków. Myślę, że takie obciążenie sektora zostanie wprowadzone. W budżecie z tego tytułu został zapisany miliard złotych, ucieczki od podatku nie ma. Jaką będzie miał formę? Za mimo wszystko najbardziej sprawiedliwe uważam opodatkowanie niegwarantowanych pasywów bankowych.

Gdy rosną koszty wydobycia ropy naftowej, to za benzynę płacimy więcej - to jest zaakceptowany mechanizm. Analogicznie będzie w przypadku podatku bankowego.

Niektórzy widzą mnie w innych branżach. Pozostanę jednak raczej w bankowości. Mam 27 lat doświadczenia, pracowałem na czterech rynkach, zakończyłem kilka porządnych projektów. Przeprowadziłem BRE Bank przez trudny okres, lecz wcześniej, wraz z innymi, solidną pracę wykonałem w BPH, a wcześniej w ABN AMRO. Niezrozumiałe zatem byłoby przejście do innej branży.

@RY1@i02/2010/248/i02.2010.248.000.010a.001.jpg@RY2@

Fot. Marek Matusiak

Mariusz Grendowicz, były prezes BRE Banku

Rozmawiali Marcin Piasecki i Paweł Sołtys

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.