Dziennik Gazeta Prawana logo

Irlandzki rząd między młotem a kowadłem

28 czerwca 2018

Dublin nie wyklucza kolejnych cięć socjalnych, aby choć częściowo zapisać 32-procentowy deficyt budżetowy. Wszystko po to, by uniknąć podwyższenia podatków będących wizytówką irlandzkiej gospodarki.

Wyższych stawek domaga się coraz częściej Komisja Europejska, która jest przekonana, że tylko w ten sposób uda się walczyć z deficytem.

Minister finansów Brian Lenihan zamierza zachować 12,5-proc. podatek od przedsiębiorstw, trzeci najniższy w Unii Europejskiej po Cyprze i Bułgarii. W rozmowie z "The Wall Street Journal" określił go mianem "serca irlandzkiej polityki przemysłowej". Bez niego Irlandii grozi odpływ inwestorów zagranicznych, co niedwuznacznie sugerują przedstawiciele amerykańskich koncernów prowadzących interesy na Zielonej Wyspie.

Dublin jest zatem między młotem i kowadłem. Rolę kowadła pełni bowiem Komisja Europejska, a konkretnie komisarz ds. gospodarczych Olli Rehn. - Po tym, co się stało, Irlandia nie może dalej funkcjonować jako kraj o niskich podatkach - oświadczył fiński komisarz. Unijna średnia dla CIT wynosi 23 proc., a w takich krajach jak Francja czy Niemcy osiąga nawet 34,4 proc. i 30,2 proc. (odpowiednio pierwsze i trzecie miejsce w UE). Nieprzypadkowo zatem właśnie Berlin i Paryż są w awangardzie stolic nawołujących do harmonizacji unijnych podatków, czyli innymi słowy obniżenia konkurencyjności gospodarek o niższych obciążeniach fiskalnych w porównaniu z własnymi.

- Właśnie ze względu na naciski w sprawie podniesienia podatków nie chcemy występować o pomoc ze środków europejskiego mechanizmu stabilizacyjnego - mówił "DGP" irlandzki ekonomista Frank Barry. - Gdybyśmy o nie wystąpili, zmuszono by nas do tego. A niskie podatki to część naszej strategii rozwoju - dodawał. Właśnie dzięki nim Irlandia w połowie lat 90. stała się celtyckim tygrysem rozwijającym się w tempie 8 - 11 proc. rocznie.

Teraz jednak sytuacja uległa zmianie. Krach na rynku nieruchomości i problemy sektora bankowego wpędziły Irlandię w dramatycznych rozmiarów recesję. 2010 rok będzie trzecim z kolei rokiem, w którym gospodarka się kurczy. Na dodatek gigantyczny program ratowania trzech instytucji finansowych zwiększył deficyt budżetowy do niespotykanych rozmiarów 32 proc. PKB (sam bailout stanowi dwie trzecie deficytu). Innymi słowy dziura budżetowa jest jedenastokrotnie większa, niż zezwalają na to obowiązujące w strefie euro kryteria.

To wszystko powoduje, że Dublin - bojąc się podwyżek podatków - musi ostro ciąć wydatki. Lenihan przyznał, że rząd rozważa możliwość dalszych oszczędności jeszcze w tym roku. Do tej pory skala cięć obejmujących m.in. obniżenie emerytur i pensji w budżetówce oraz spadek nakładów społecznych, była planowana na 3 mld euro. Jak bardzo władze chcą zacisnąć pasa? - Nie chcę podawać żadnych liczb, ponieważ najważniejsze będą kwoty w perspektywie czteroletniej - mówił szef resortu finansów. Czteroletni plan odbudowy finansów publicznych ma być gotowy w listopadzie.

Irlandia musi się jednak spieszyć. Moodys zagroził na początku października obniżeniem ratingu kraju. Szybko rośnie opłacalność irlandzkich obligacji, zaś grupa CMA Vision w swoim ostatnim raporcie zaliczyła kraj do pięciu państw najbardziej zagrożonych bankructwem. Ryzyko w przypadku Dublina oceniono na 33 proc.

Michał Potocki

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.