Belgijski kryzys przestraszył inwestorów
RZĄD W BRUKSELI ma tylko kilka miesięcy, aby przekonać inwestorów, że radzi sobie lepiej z długiem niż Grecja
Dla rynków finansowych Belgia staje się krajem wysokiego ryzyka inwestycyjnego. W ciągu miesiąca rząd w Brukseli, aby znaleźć nabywców na swoje obligacje, musiał podwyższyć ich oprocentowanie aż o 41 proc. Dziś są one sprzedawane o 90 punktów bazowych powyżej niemieckich bundów. To dwa razy większa różnica niż rok temu.
- Głównym powodem spadku zaufania do Belgii jest sytuacja polityczna. Pięć miesięcy po upadku rządu wciąż nie widać szans na utworzenie nowego. A tylko on mógłby sprawnie ograniczyć dług publiczny, który wynosi 97 proc. PKB - mówi "DGP" Marco Incerti, ekspert brukselskiego Centrum Europejskich Analiz Politycznych (CEPS).
W opublikowanym właśnie raporcie główny ekonomista Citigroup Willem Buiter zaliczył Belgię razem z Włochami i Holandią do "drugiego kręgu krajów peryferyjnych strefy euro". Mają one co prawda o wiele mniejsze kłopoty finansowe niż Grecja, Portugalia i Irlandia, ale jeśli w ciągu kilku miesięcy nie podejmą stanowczych działań w celu uzdrowienia finansów publicznych, mogą całkowicie stracić zaufanie inwestorów.
Z powodu kosztów obsługi ogromnego długu Belgia będzie musiała jeszcze w tym roku znaleźć nabywców na obligacje warte 37 mld euro. Rząd Yves’a Leterme’a, który upadł w kwietniu, zakładał, że deficyt budżetowy spadnie z 5 do 3 proc. PKB w 2012 roku i zostanie całkowicie zlikwidowany do 2015 roku.
Jednak na początku września Elio di Rupo, przywódca francuskojęzycznych Socjalistów, największej partii w Walonii, zrezygnował z próby utworzenia koalicji z ugrupowaniami flamandzkimi. Nie udało mu się uzgodnić programu przekazania kolejnych kompetencji od władz federalnych do regionów. Partie flamandzkie radykalizują swoje żądania pod naciskiem nacjonalistycznej N-VA, która domaga się stopniowego podziału królestwa.
- Nie bardzo wiadomo, jak miałby wyglądać alternatywny wobec koncepcji Di Rupo plan budowy rządu federalnego - rozkłada ręce komentator polityczny flamandzkiego dziennika "De Morgen". Do czasu powołania nowego gabinetu tymczasowym premierem pozostaje Leterme, ale nie ma on prawa podejmować decyzji wykraczających poza zarządzanie bieżącymi sprawami.
Inwestorzy coraz bardziej nerwowo podchodzą także do zakupu obligacji Holandii. Tu co prawda koalicja liberałów i chadeków była wczoraj bliska zawiązania. Jednak po raz pierwszy od II wojny światowej rząd nie będzie miał większości w parlamencie. Aby przetrwać, będzie musiał polegać na głosach skrajnie prawicowej Partii na rzecz Wolności Geerta Wildersa. A brak bezwzględnej większości, zdaniem wielu ekspertów, utrudni nowemu rządowi podjęcie trudnych decyzji oszczędnościowych niezbędnych do uzdrowienia finansów publicznych.
We Włoszech odchylenie obligacji od bundów osiągnęło na początku tego tygodnia 167 punktów bazowych. Tu również przyczyną jest niestabilna sytuacja polityczna. Po odejściu jednego z założyli partii Lud Wolności Gianfranco Finiego Silvio Berlusconi nie ma już większości w parlamencie. W najbliższych dniach będzie się starał zdobyć wotum zaufania parlamentu. Jeśli jednak mu się nie uda, Włochy czekają wcześniejsze wybory.
Z długiem wynoszącym 117 proc. PKB Włochy mają największe zobowiązania finansowe ze wszystkich krajów Unii Europejskiej. Tylko w tym roku rząd musi przekonać inwestorów do zakupu obligacji wartych 50 mld euro. - Nie możemy pozwolić sobie na utratę zaufania inwestorów. A tak właśnie może się stać, jeśli dojdzie do wcześniejszych wyborów - przekonywał wczoraj Berlusconi.
Nie tylko obligacje Belgii mają coraz mniejsze wzięcie. Oprocentowanie irlandzkich obligacji skoczyło wczoraj o przeszło 30 pkt bazowych do 521 pkt. To dwa razy więcej niż jeszcze dwa miesiące temu. Gwałtowne pogorszenie notowań to reakcja inwestorów na wiadomość podaną przez Standard & Poor’s, że koszt uratowania Anglo Irish wyniesie 35 mld euro. Bank ma na swoim koncie dużą liczbę kredytów hipotecznych, które są nie do odzyskania z powodu załamania irlandzkiego rynku nieruchomości.
Kłopoty Anglo Irish spowodowały także zwyżkę cen obligacji Portugalii (o 11 pkt), Grecji (o 7 pkt) i niektórych innych krajów strefy euro, bo inwestorzy obawiają się reakcji łańcuchowej w razie załamania rynku finansowego w Irlandii.
Irlandzki rząd stanął przed niezwykle trudnym dylematem. Jeśli zdecyduje się na ratowanie banku, łączny deficyt budżetowy kraju osiągnie w tym roku 20 proc. PKB. To oznaczałoby złamanie zobowiązań podjętych przez rząd w Dublinie wobec Komisji Europejskiej. Z drugiej strony bankructwo Anglo Irish mogłoby doprowadzić do paniki na rynku, jak to było w przypadku Lehman Brothers w USA.
Wczoraj Moody’s obniżyło wycenę Anglo Irish do Baa3, najniższego wskaźnika inwestycyjnego. Nowojorska agencja zapowiedziała też, że rozważa dalsze obniżenie wyceny, jeśli przyszłość banku szybko nie zostanie wyjaśniona. - To oznacza, że bankructwo banku, co było niedawno nie do pomyślenia, staje się realne - uważa Gary Jenkins, strateg londyńskiego funduszu Evolution.
J.Bie
@RY1@i02/2010/190/i02.2010.190.000.010a.001.jpg@RY2@
Fot. Reuters/Forum
Belgijska rodzina królewska wygląda lepszej przyszłości
Jędrzej Bielecki
jedrzej.bielecki@infor.pl
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu