Trzeci Świat walczy o wpływy w MFW
Narasta konflikt w sprawie obsady stanowisk w zarządzie Międzynarodowego Funduszu Walutowego.
Amerykanie chcą zwiększyć wpływ państw rozwijających się na politykę MFW. Oznaczałoby to jednak ograniczenie wpływów Europy.
Obecnie w skład 24-osobowego zarządu wchodzi dziewięciu Europejczyków. Przedstawiciele trzech krajów naszego kontynentu - Francji, Niemiec i Wielkiej Brytanii - mają jednak zapewnione miejsca z urzędu. Zwiększenie liczby miejsc przeznaczonych dla rynków wschodzących sprawi, że państwa nordyckie czy Beneluks mogą być pozbawione stanowisk.
Waszyngton chce, by Europa pogodziła się z takim stanem rzeczy do 1 listopada. - Zgadzam się, że reprezentacja w zarządzie państw rozwijających się będzie musiała zostać zwiększona - mówił dziennikowi "Financial Times" niemiecki minister finansów Wolfgang Schaeuble. W zamian jednak Berlin - a w ślad za nim reszta stolic europejskich - żąda, by podwyższyć próg blokujący podejmowanie decyzji z obecnych 15 do 25 proc. W ten sposób Europa zachowałaby zdolność blokującą, pozbawiając jej Amerykanów (16,74 proc. ogółu głosów) i ograniczając taką możliwość państwom grupy BRIC (Brazylia zblokowana z częścią Ameryki Płd., Indie wspólnie z Bangladeszem, Bhutanem i Sri Lanką oraz samodzielnie Rosja i Chiny dysponują w sumie 11,1 proc. głosów).
Amerykanie nie skomentowali na razie niemieckiej propozycji, jednak nieoficjalnie mówi się, że nie zamierzają zrezygnować z prawa do samodzielnego weta (mają je jako jedyny kraj członkowski MFW; siła głosu każdego państwa jest wyliczana na podstawie wysokości tzw. kwoty członkowskiej uzależnionej z kolei od potencjału gospodarczego państwa).
Ambicje państw rozwijających się wzrosły po kryzysie, który w najwyższym stopniu dotknął przede wszystkim państwa Zachodu. W kwietniu pod przywództwem Chin udało im się przeforsować zmianę podziału wpływów w Banku Światowym.
- Kryzys pokazał, że nasze dotychczasowe założenia są nie do utrzymania. Jeśli rok 1989 oznaczał koniec zimnej wojny, to rok 2009 przejdzie do historii jako koniec pojęcia Trzeciego Świata - przekonywał wówczas dyrektor banku Robert Zoellick. - Kraje wschodzące stają się głównym motorem wzrostu na świecie. Żyjemy w szybko zmieniającej się, wielobiegunowej gospodarce. Albo się do tego dostosujemy, albo zostaniemy zmarginalizowani - dodawał.
Pekin natychmiast poszedł za ciosem i opowiedział się za zreformowaniem także MFW. Dzięki temu kraje wschodzące miałyby większy wpływ na decyzje MFW związane z np. warunkami przyznawania kredytów.
Michał Potocki
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu