Regiony zadłużają Hiszpanię
Plan oszczędnościowy Jose Luisa Zapatero legnie w gruzach, jeśli cięć nie zaczną także władze regionalne. To one odpowiadają za połowę deficytu. W Barcelonie, Vitorii czy Walencji rosną wydatki, a wpływy z podatków do budżetu centralnego spadają
Hiszpania płaci cenę za postępującą decentralizację kraju. Choć rząd Jose Luisa Zapatero próbuje walczyć z deficytem budżetowym, prawdziwym problemem są długi poszczególnych regionów, na które władze w Madrycie nie mają wpływu.
Zgodnie z zaaprobowanym pod koniec maja przez Kortezy planem oszczędnościowym w roku budżetowym 2010 - 2011 Hiszpania ma ograniczyć wydatki o 15 mld euro, co pozwoli na zmniejszenie deficytu budżetowego z obecnych 9,3 proc. PKB do 6 proc. w przyszłym roku i zejście w kolejnym poniżej maksymalnego dopuszczalnego poziomu 3 proc. Jednym z elementów planu jest obcięcie o 1,5 mld funduszy przekazywanych z budżetu centralnego do 17 regionów.
Ale kłopoty regionów wielokrotnie przekraczają owe 1,5 mld. Wraz z przekazywaniem kolejnych kompetencji władzom w Barcelonie, Vitorii czy Walencji rosną wydatki władz regionalnych, a wpływy z podatków do budżetu centralnego spadają. Od 2002 do 2008 r. łączne koszty utrzymania sektora publicznego w regionach zwiększyły się z 30,9 do 54,3 mld euro rocznie. Zaś tylko przez ostatnie dwa lata podatki pobierane przez Madryt zmniejszyły się o 9 proc.
A efektem dość beztroskiego wydawania pieniędzy przez władze regionalne w czasie trwającego 10 lat boomu budowlanego jest to, że ich łączne zadłużenie sięga dziś 95 mld euro. - Jeśli inwestorzy dokładniej przyjrzeliby się problemom regionów, mniej optymistycznie ocenialiby deficyt hiszpańskiego rządu centralnego - mówi Bloombergowi Olaf Penninga z rotterdamskiego funduszu inwestycyjnego Robeco Group.
Problemy mają niemal wszystkie regiony. Domagająca się coraz większej autonomii Katalonia, która wytwarza prawie jedną piątą hiszpańskiego PKB, musiała podnieść oprocentowanie swoich obligacji, by znaleźć na nie chętnych.
Obecnie w przypadku papierów 10-letnich wynosi ono 5,5 proc., czyli jest na podobnym poziomie co Peru. Region madrycki z powodu "warunków na rynku" - czyli braku chętnych - odłożył sprzedaż obligacji, a północno-zachodnia Galicia zwróciła się do rządu centralnego o moratorium na zwrot 2,6 mld euro, które jest mu winna, i dwukrotne wydłużenie czasu spłaty.
Ponieważ regiony kontrolują dziś więcej wydatków niż władze w Madrycie i zatrudniają więcej ludzi niż rząd, Zapatero - któremu zresztą zarzuca się, że forsując swoje pomysły ideologiczne, zaniedbał gospodarkę - ma w kwestii oszczędności niewielkie pole manewru. Bez radykalnych cięć w regionach cały plan walki z deficytem weźmie w łeb. Według szacunków ich długi stanowią około połowę z 9,3-procentowego tegorocznego deficytu Hiszpanii.
Władze regionów już zgodziły się na dokonanie w tym roku oszczędności sięgających 12,5 mld euro, ale to dopiero początek oszczędności. Hiszpańska konstytucja zabrania bowiem spłacania z budżetu centralnego zobowiązań regionów. - Musimy obciąć nasz budżet na przyszły rok o prawie 13 proc. To będzie bardzo trudne - mówiła pod koniec lipca Rosa Rodriguez, wiceminister finansów Wysp Kanaryjskich.
- Głównym problemem jest to, że regiony dostały uprawnienia do wydawania pieniędzy, ale bez odpowiedzialności za to. Nie miały przez to bodźców, by funkcjonować w ramach posiadanych środków - mówi Luis Garicano z London School of Economics.
@RY1@i02/2010/157/i02.2010.157.000.006a.001.jpg@RY2@
Fot. AFP
Premier Jose Luis Zapatero i prezydent Katalonii Jose Montilla
Bartłomiej Niedziński
bartlomiej.niedzinski@infor.pl
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu