Bez reformy rynku pracy zatrudnienie nie wzrośnie
Rosną PKB i eksport. Zwiększa się sprzedaż detaliczna i hurtowa, poprawiają się nastroje konsumentów. Ale te dobre dane makroekonomiczne nie mają wpływu na rynek pracy.
Bezrobocie utrzymuje się na wysokim poziomie. Bez stałego zatrudnienia jest ponad 1,8 mln Polaków. Płace wprawdzie nominalnie rosną, ale coraz wolniej i nieproporcjonalnie do wzrostu wydajności pracy.
- Zatrudnienie wzrośnie dopiero wtedy, gdy koniunktura utrzyma się dwa lata z rzędu, a sytuacja na globalnym rynku będzie stabilna - mówi prof. Krzysztof Obłój z UW.
Na razie eksperci przewidują kolejne zwolnienia. - Jesienią, kiedy osłabnie koniunktura w budownictwie, drogownictwie czy turystyce, pracę straci nawet 150 tys. osób. Na początku przyszłego roku bezrobocie może wzrosnąć nawet do 13 proc., ale w lipcu znów spadnie do ok. 11 proc. - ocenia Jeremi Mordasewicz z Polskiej Konfederacji Pracodawców Prywatnych "Lewiatan". Jego zdaniem firmy nie będą zatrudniać nowych pracowników, dopóki wydajność pracy rośnie szybciej, niż przybywa zleceń.
Według szacunków GUS w pierwszym półroczu 2010 r. produktywność wzrosła o 13 proc. w porównaniu z połową roku poprzedniego. Ale te wyniki nie idą w parze z płacami. - Podnoszenie pensji to zwiększanie kosztów firmy. Na taki ruch nie zdecyduje się na razie żaden menedżer, szczególnie jeśli nie ma pewności, że powrót koniunktury jest trwały - mówi Krzysztof Obłój.
Skończyły się czasy, kiedy bezrobocie spadało w tempie kilku procent rocznie. Za sprawą boomu inwestycyjnego sprzed trzech lat stopa bezrobocia zmniejszyła się o blisko 5 procent. Teraz oprócz sprzyjających warunków makroekonomicznych potrzebne będą też zmiany systemowe na rynku pracy.
- W polskich urzędach po prostu informuje się o pracy w dość ogólnie brzmiących ogłoszeniach. Poza tym w pośrednictwie odgrywają rolę względy socjalne. Wysyła się do firm bezrobotnego, który już długo jest bez pracy, choć często jego kwalifikacje nie odpowiadają potrzebom pracodawcy - mówi profesor Urszula Sztanderska z Wydziału Nauk Ekonomicznych Uniwersytetu Warszawskiego w rozmowie z portalem ObserwatorFinansowy.pl.
Na zachodzie Europy ten system działa sprawniej. We Francji każda osoba poszukująca pracy trafia do doradcy, który nie tylko potrafi ocenić jej kompetencje i powiedzieć, co potencjalnie mogłaby robić, ale także dobrze zna rynek pracy i wie, które umiejętności i kompetencje warto rozwijać.
Ekonomista Andrzej Sadowski, założyciel i wiceprezydent Centrum im. Adama Smitha, zwraca uwagę, że potrzebne jest uelastycznienie rynku pracy. - Płace są dziś nadmiernie opodatkowane. Wartość wszystkich składek, np. zdrowotnej i rentowej, jakie pracodawca musi zapłacić za pracownika, sięga 60 proc. pensji netto - tłumaczy Sadowski.
Jego zdaniem wielu przedsiębiorców świadomie nie wykorzystuje poprawiającej się koniunktury gospodarczej. Nauczeni doświadczeniem ostatnich dwóch kryzysowych lat nie chcą zwiększać zatrudnienia. Już wiedzą, że gospodarka może gwałtownie i niespodziewanie zwolnić, a wtedy konieczne są kosztowne redukcje. Pensje nie zaczną rosnąć, dopóki podaż pracy będzie większa niż popyt na nią.
@RY1@i02/2010/143/i02.2010.143.000.004a.001.jpg@RY2@
Polski rynek pracy
Jarosław Olechowski
jaroslaw.olechowski@infor.pl
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu