Pekin odkrywa moc wewnętrznej konsumpcji
Wzrost gospodarczy w Chinach ma już napędzać nie tylko eksport tanich produktów, ale też wewnętrzny popyt. Władza wykorzystuje do tego związki zawodowe, które naciskają zachodnie koncerny na wzrost pensji.
- Plan Pekinu ma szansę powodzenia: zwykli ludzie będą więcej kupować, jeśli będą mieć więcej pieniędzy. Tylko wtedy będzie rosła produkcja, a za nią PKB. To dlatego teraz władze nie reagują, gdy w zagranicznych fabrykach wybuchają strajki na tle płacowym - mówi "DGP" Yeoung Goh z brytyjskiego Chatham House.
To gigantyczna zmiana. Od trzech dekad gospodarka Chin - która w tym roku ma wzrosnąć nawet o niebotyczne 12 proc. PKB - rozwija się głównie dzięki taniemu eksportowi. Aparatczycy z Pekinu do tej pory nie zawracali sobie głowy tym, w jakich warunkach rodzi się bogactwo kraju. Jednak kryzys gospodarczy, który przetoczył się przez świat, uzmysłowił im to zagrożenie.
Gdy w recesję popadały kolejne gospodarki Zachodu, chiński PKB drastycznie spadł. W styczniu 2008 r. wzrost wynosił jeszcze 11,2 proc., by rok później skurczyć się do 6,8 proc. - przez malejący eksport. W styczniu 2008 r. wyniósł on 120 mld dol., a w najczarniejszym momencie kryzysu, w marcu 2009 r., spadł do zaledwie 65 mld dol.
Dlatego powstał pomysł, by uniezależnić się od eksportu. - Sięgnięto po doświadczenia Ameryki sprzed lat, zawdzięczającej swój dostatek mocnemu wewnętrznemu popytowi. Był on napędzany dobrymi zarobkami i bankowymi kredytami, ale nie w takiej zdegenerowanej formie jak ostatnio - dodaje Yeoung Goh.
Pierwsze kroki dla pobudzenia konsumpcji chińskie władze już zrobiły. Zapowiedziały podwyższenie minimalnej pensji. Przede wszystkim jednak nie tłumią protestów, które na tle płacowym wybuchają w fabrykach od kilku tygodni. Władze nie reagują, a przyciśnięte do muru koncerny - takie jak Toyota, Honda czy Foxconn - są zmuszone do ustępstw. W efekcie wkrótce miliony Chińczyków mogą mieć więcej pieniędzy, które wydadzą, by w poziomie życia dogonić Zachód. To właśnie ma uniezależnić gospodarkę od eksportu. Władze zyskały też kolejny środek nacisku na koncerny - specjalny raport przygotowany przez oficjalną centralę związkową. Wynika z niego, że Chińczycy są gotowi walczyć o swoje prawa.
Chińska Federacja Związków Zawodowych (134 mln członków - największa związkowa centrala na świecie) przebadała pochodzącą z prowincji tanią siłę roboczą zatrudnioną w miejscowych fabrykach. Na przykład Foxconn w swojej fabryce w Shenzen zatrudnia właśnie 300 tys. osób ze wsi. Z badania wynika, że główną siłę tej grupy stanowi obecnie ponad 100 mln młodych ludzi, którzy są lepiej wykształceni i o wiele bardziej świadomi przysługujących im praw. - Młodzi robotnicy mają wyższe oczekiwania dotyczące m.in. warunków pracy, zarobków, opieki medycznej i społecznej - twierdzą autorzy badania.
Na dodatek młodzi pracownicy z prowincji - w wieku od 16 do 30 lat - są gotowi walczyć o należne im przywileje. Tylko 6,5 proc. z przebadanych twierdzi, że strach przed odwetem właścicieli fabryk powstrzymałby ich przed domaganiem się przysługujących im praw. - Ich rodzice godzili się wręcz na niewolniczą pracę, bo nie mieli wyboru. Ale dziś coraz więcej młodych ludzi z prowincji wie, że nie są skazani na tak ciężką harówkę. I nie chcą być do niej zmuszani - mówi Geoffrey Crothall z działającej w Hongkongu organizacji broniącej praw pracowniczych China Labor Bulletin.
Piotr Czarnowski
piotr.czarnowski@infor.pl
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu