Nie zwalczajcie szarej strefy, to nie będzie rewolucji
Rozbudowana szara strefa ratuje kraje południa Europy przed wybuchem społecznym. Tak przynajmniej uważa światowej sławy ekspert badający zjawisko nieujawniania przez obywateli swoich dochodów - profesor Uniwersytetu w Linzu Friedrich Schneider. Jego zdaniem szara strefa stanowi około 1/3 PKB Hiszpanii, Grecji i Portugalii. I w obecnych warunkach błędem będzie jej zwalczanie.
W ostatnich miesiącach bezrobocie w tych krajach gwałtownie poszło w górę. W samej Hiszpanii 4,6 miliona osób pozostaje bez pracy, o dwa miliony więcej niż dwa lata temu. Gwałtownie spadają też dochody osób, które wciąż mają pracę. To efekt podwyższania przez rząd podatków oraz zamrożenia pensji urzędników i emerytur.
Przy tak dużym spadku poziomu życia gwałtowny sprzeciw jest trudny do uniknięcia. Jednak wielu Hiszpanów, Greków i Portugalczyków ma drugi, niezadeklarowany dochód - tłumaczy Schneider.
Szara strefa jest szczególnie rozbudowana w sektorze usług. Hiszpania jest drugim co do wielkości celem wyjazdów wypoczynkowych. W zeszłym roku kraj odwiedziło 60 milionów turystów zagranicznych.
Hotel, wynajem samochodu, restauracja - za wszystko płaci się gotówką. Nikt nie chce przyjmować czeków czy kart kredytowych - mówi cytowany przez "Wall Street Journal" Brytyjczyk, który co roku spędza lato w Hiszpanii.
Z kolei w Grecji wielu urzędników państwowych dorabia na drugim etacie, prowadząc mały bar czy punkt usługowy. W tej sytuacji "głodowe" pensje wynoszące 1000 euro miesięcznie są tak naprawdę dla wielu Greków tylko uzupełnieniem innych dochodów.
Jędrzej Bielecki
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu