Dziennik Gazeta Prawana logo

Greckie strajki kosztowały od stycznia ponad 2 mld euro

26 czerwca 2018

Podczas gdy Europa ratuje miliardami euro bankrutującą Grecję, mieszkańcy tego kraju strajkują przeciw oszczędnościom. Koszty protestów idą w miliardy euro.

Na początku maja kraje Unii Europejskiej i MFW uzgodniły przekazanie w ciągu trzech lat Atenom 110 miliardów euro pomocy. Pierwsza transza trafiła do Grecji przed kilkoma dniami. Warunkiem pomocy było przyjęcie kolejnego pakietu cięć budżetowych, które mają zmniejszyć przekraczający 13 proc. PKB deficyt budżetowy. Przeforsowane przez rząd kroki mają pozwolić na zaoszczędzenie w ciągu najbliższych trzech lat 30 miliardów euro.

Jednak sporą część tych pieniędzy zżerają strajki, które co kilka tygodni paraliżują kraj. Wczoraj przez 24 godziny nie działał transport, z wyjątkiem lotniczego, zamknięte były banki, szkoły, a szpitale zajmowały się tylko nagłymi przypadkami.

Każdy taki strajk to wymierne straty dla gospodarki. Tegoroczny PKB Grecji wynosić ma 268 miliardów euro, co oznacza, że codziennie grecka gospodarka wytwarza produkty i usługi o wartości 734 milionów euro. Ponieważ w protestach uczestniczą głównie pracownicy sektora publicznego, który wytwarza 40 proc. greckiego PKB, to można przyjąć, że jeden dzień strajku powszechnego kosztuje kraj niespełna 294 miliony euro. A ponieważ takich strajków było już sześć, w tym dwa dwudniowe, w tym roku koszty rosną już do 2,35 miliarda euro. - Jednodniowy strajk przynosi straty nie tylko w danym dniu, bo przestój odczuwany jest także w kilku kolejnych - mówi "DGP" Vassilis Monastiriotis, ekonomista z London School of Economics.

Koszty protestów nie ograniczają się do realnego spadku PKB związanego z przerwami w pracy. Po zamieszkach w Atenach przy okazji strajku 4 i 5 maja, w czasie których w podpalonym banku zginęły trzy osoby, w tym kobieta w ciąży, w Grecji odwołano 20 tysięcy rezerwacji w hotelach. Pracownicy sektora turystycznego mówią wprost, że Grecja jest postrzegana jako kraj pogrążony w chaosie i coraz mniej bezpieczny. Sektor turystyczny wytwarza 15 proc. PKB, tymczasem już 2009 r. był najsłabszy od 15 lat, a prognozy na obecny są jeszcze gorsze. Liczba turystów odwiedzających Grecję spadnie w porównaniu z zeszłym rokiem o 10 proc., a dochody z tego tytułu - nawet o 15 proc. To oznacza stratę w wysokości 6 miliardów euro.

Wreszcie, każdy kolejny strajk podkopuje resztki wiarygodności w oczach międzynarodowych rynków finansowych. Po tym jak pod koniec kwietnia Standard & Poors obniżył rating Grecji do poziomu śmieciowego, oprocentowanie dwuletnich obligacji tego kraju wzrosło do prawie 15 proc., a pięcioletnich - przekroczyło 10 proc. To wymierny koszt, który grecki rząd będzie musiał za kilka lat ponieść. Z kolei wartość spółek notowanych na Athens Stock Exchange spadła w tym roku o 25,48 proc.

Choć strajki tylko pogarszają sytuację gospodarczą Grecji, nikt nie ma wątpliwości, że będą trwały dalej. Związki zawodowe już dawno zapowiedziały, że będą protestować do skutku.

Bartłomiej Niedziński

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.