Dwa oblicza pomocy dla bankrutów z Unii
Mechanizm stabilizacyjny uzgodniony przez ministrów finansów Eurolandu jest korzystny dla Polski, dopóki pozostanie wirtualnym sposobem uspokojenia rynków finansowych.
Jeśli jednak trzeba będzie go realnie użyć - okaże się groźny. Rozwiązanie ma dwa oblicza: brak bailoutu oznacza koniec marzeń o euro, jego zastosowanie straty finansowe.
Porozumienie zostało osiągnięte bez udziału Warszawy, choć minister Jacek Rostowski był na bieżąco informowany o jego założeniach. Podjęcie decyzji w gronie wyłącznie krajów unii walutowej dopuszcza nowy traktat z Lizbony. W praktyce o założeniach nowego systemu zdecydowali kanclerz Angela Merkel i prezydent Nicolas Sarkozy.
Wszystko będzie w porządku, do momentu gdy któraś z agencji ratingowych nie ogłosi, że kolejnemu państwu strefy euro grozi bankructwo. Wtedy trzeba będzie udowodnić, że unijny bailout jest nie tylko na papierze, ale działa również w praktyce. Jeśli zadziała: na skuteczną pomoc może liczyć potencjalny bankrut, na niedogodności kraj taki jak Polska.
Bruksela, by zebrać zapowiadane setki miliardów euro, przedstawi bezprecedensową ofertę sprzedaży na międzynarodowych rynkach obligacji o najwyższej (AAA) ocenie ryzyka inwestycyjnego. Przy takim scenariuszu Polska będzie miała trudności ze sprzedażą swoich obligacji lub sprzeda je na niekorzystnych warunkach (polskie papiery są uważane za o wiele bardziej ryzykowne).
Ministerstwo Finansów już na wszelki wypadek zapowiedziało, że rząd postara się ograniczyć planowane emisje obligacji. Brakujące środki na razie może zastąpić sprzedaż PZU (może przynieść 9 mld zł) i kilku innych strategicznych spółek Skarbu Państwa.
Plan ratunkowy nadaje również nową rolę Europejskiemu Bankowi Centralnemu. EBC w razie konieczności jest po raz pierwszy gotowy skupywać z rynku obligacje krajów unii walutowej znajdujących się w kłopotach - choćby Portugalii. Ale już nie państw spoza Eurolandu, jak Polska czy Węgry. To z kolei zwiększa obawy inwestorów przed zakupem polskiego długu.
Uruchomienie nowego mechanizmu dodatkowo pogłębi i tak już kolosalne zadłużenie i deficyt budżetowy państw strefy euro. To zmusi je do ograniczenia wszystkich innych wydatków. Przełoży się to na kształt nowego budżetu UE na lata 2014 - 2020. - Obawiamy się, że w takim przypadku ofiarą oszczędności padłyby fundusze strukturalne, być może także subwencje rolne - komentował w rozmowie z "DGP" przedstawiciel polskiego Ministerstwa Finansów. Polska jest na razie największym beneficjentem funduszy - otrzymujemy ok. 10 mld euro rocznych subwencji.
Na szczycie w miniony piątek przywódcy krajów strefy euro zapowiedzieli szybsze niż dotąd planowano ograniczenie deficytu. Wszystko po to, aby uspokoić rynki.
Z kolei w środę Komisja Europejska przedstawi propozycje zaostrzenia rygorów paktu o stabilności i rozwoju. Jednym z rozważanych pomysłów jest wprowadzenie automatycznych kar dla tych państw, które permanentnie przekraczają limit deficytu budżetowego odpowiadający 3 proc. PKB. Polska obawia się, że sankcje będą zakładały odebranie funduszu spójności, a ostrzejsze rygory dotkną tylko biedniejsze państwa Unii Europejskiej, a nie te bogatsze, które i tak nie dostają tego typu pomocy.
Wczoraj wieczorem nieoficjalnie potwierdzono w rozmowie z "DGP": za łamanie limitów deficytu budżetowego nie będzie nie tylko wypłat z funduszy spójności. Zablokowane mają być również pieniądze na politykę rolną.
Bailout dla potencjalnych bankrutów to również poważne osłabienie zasobów MFW. W tej chwili - po kwietniowych ustaleniach o zwiększeniu funduszy - dysponuje on sumą 750 mld dolarów. To "zaledwie" 120 mld dolarów więcej niż deklarowana, europejska część bailoutu dla bankrutujących państw strefy euro. Sam Fundusz zadeklarował, że do wychodzenia z greckiej choroby dorzuci sumę 250 mld euro. Analitycy pytają, gdzie jest dno worka z pieniędzmi z MFW.
I czy wystarczy ich, gdy w kłopotach znajdzie się państwo spoza grona tzw. PIIGS. Jak mówił niedawno w rozmowie z "DGP" niemiecki politolog Alexander Rahr, już dziś bardzo prawdopodobne jest, że nie wystarczy ich dla Ukrainy.
współpraca Marta Kucharska
Jędrzej Bielecki
korespondencja z Brukseli
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu