Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo

Rząd nie uniknie wzrostu podatków

27 czerwca 2018

Finanse publiczne chwieją się w posadach, bo przez kryzys spadły dochody. Rząd w takich sytuacjach ma związane ręce, bo nie może elastycznie zmienić trzech czwartych wydatków budżetowych. To droga donikąd.

Deficyt finansów publicznych wyniósł w 2009 roku 7,1 proc. PKB. W tym roku zapewne nie będzie lepiej. Dług publiczny otarł się o pierwszy próg ostrożnościowy - czyli 50 proc. PKB. Zabrakło niespełna 1 mld zł, by go przekroczył. To nie jest dużo w porównaniu do wielkości zadłużenia: 670 mld zł. W tym roku wartość długu pewnie zbliży się do 55 proc. PKB. A to może oznaczać poważne problemy z budżetem za dwa lata.

W sumie dochody budżetu w 2009 roku wyniosły 274,4 mld zł. A miały wynieść 303 mld zł. Tak przynajmniej optymistycznie zakładał rząd pod koniec 2008 roku, gdy kryzys na świecie pustoszył już system finansowy.

Niektórzy eksperci, z którymi rozmawiał "DGP", uważają, że duże wahania dochodów w czasach zmian koniunktury to dowód na istnienie jakiegoś błędu systemowego. Mirosław Gronicki, były szef resortu finansów, zwraca uwagę na wpływy z VAT. One spadły, co tłumaczy się pogorszeniem stanu gospodarki. Ale konsumpcja w 2009 roku cały czas rosła.

Główny problem polskiego budżetu polega jednak na tym, że w czasie problemów z dochodami musi on dźwigać wydatki, tak jak to zostało zaplanowane przy pisaniu ustawy budżetowej. W dużym stopniu wynika to z usztywnienia tych wydatków: trzy czwarte z nich regulowane jest odrębnymi ustawami.

Rząd, z jednej strony, szukał oszczędności, z drugiej, musiał pogodzić się z tym, że w warunkach kryzysowych niektóre wydatki się zwiększą. Na przykład te związane z rosnącym bezrobociem i świadczeniami społecznymi.

Problem jest jednak dużo głębszy. Rok w rok tempo wzrostu wydatków jest znacznie szybsze niż wzrost gospodarczy. Tak było także w kryzysowym 2009 roku Tak będzie prawdopodobnie i w roku 2010.

- Na dłuższą metę gospodarka nie może tak funkcjonować. Od dwóch lat Polska prowadzi ekspansywną politykę budżetową. Obniżamy podatki, tracimy inne dochody - a wydatki rosną - mówi Mirosław Gronicki.

Tak zwany pierwszy pakiet reform, jaki minister finansów przedstawił w marcu prezydentowi Lechowi Kaczyńskiemu ma przynieść w 2012 roku około 12 mld zł. Tyle system finansów publicznych ma zyskać na wprowadzeniu reguł wydatkowych, zlikwidowaniu przywilejów emerytalnych dla służb mundurowych, powiązaniu wysokości wypłacanych rent z wielkością odprowadzanych składek i odsztywnieniu wydatków publicznych.

Ekonomiści uważają, że wyliczenia MF są realne. Nie da się mocniej ciąć wydatków, by nie spowodować spadku popytu krajowego. Według Mirosława Gronickiego tempo ograniczenia wydatków, jakie rząd jest w stanie osiągnąć w obecnych warunkach, to 10-15 mld zł rocznie.

- Ale w takim tempie z tak wysokiego deficytu jak dziś do poziomu bezpiecznego możemy schodzić przez 6-9 lat. Dla nas bezpiecznym poziomem jest zerowy deficyt finansów publicznych - mówi Gronicki.

Bardziej prawdopodobne jest więc to, że rząd zdecyduje się na inne zabiegi, by szybciej ograniczyć deficyt i dług. Najprościej byłoby zmienić definicję albo czasowo zawiesić obowiązywanie progów ostrożnościowych z ustawy o finansach publicznych. Takie postulaty zgłaszali już zresztą niektórzy ekonomiści i komentatorzy. Inny kontrowersyjny pomysł, przedstawiony już zresztą oficjalnie przez Ministerstwo Finansów, to zmniejszenie transferów do funduszy emerytalnych.

- Nie ma jednak żadnych tajemniczych i cudownych sposobów, to żmudne rozliczanie każdej, nawet drobnej kwoty z punktu widzenia konieczności jej wydatkowania - mówi Halina Wasilewska-Trenkner, były minister finansów. I przestrzega przed próbą reformowania finansów tylko przez cięcia i szukanie oszczędności. Rząd będzie musiał poszukać dodatkowych dochodów.

Jeśli rząd rzeczywiście chce szybko obniżyć deficyt finansów publicznych, będzie musiał podwyższyć podatki.

I nie chodzi tu o wzrost stawek podatków dochodowych, zwłaszcza w dolnych progach podatkowych. Akurat grupy podatników z najniższymi dochodami mają największą skłonność do konsumpcji. A im lepiej ma się konsumpcja, tym łatwiej o wzrost gospodarczy. Jeśli cokolwiek zmieniać w PIT, to ulgi. Nie na wszystkie nas stać, choćby na ulgę prorodzinną. Nie ma też powodu, by podatków nie płacili np. rolnicy o dużych dochodach.

Zmiany w podatkach powinny iść jednak przede wszystkim w kierunku zlikwidowania preferencji w podatkach pośrednich. Być może należałoby rozważyć obniżenie podstawowej stawki VAT o 1-2 pkt proc. - ale i jednoczesne obłożenie nią wszystkich grup towarów i usług. Przegląd dochodów musi też objąć parapodatki, jak składki rentowe. Dziś widać jak na dłoni, że na dwustopniową obniżkę składki rentowej nie było nas stać.

Ale zmiany muszą też objąć wydatki. Ustalenie reguł wydatkowych - czyli zasad odgórnie ograniczających wydatki - to krok w dobrym kierunku, zwłaszcza tzw. reguły docelowej, która wiąże dynamikę wzrostu wydatków z tempem rozwoju gospodarczego.

Najlepszym sposobem na zdyscyplinowanie wydatków jest wprowadzenie budżetu zadaniowego. Każdy dysponent będzie musiał wykazać, ile pieniędzy potrzebuje na wykonanie konkretnego zadania i jakie efekty może to przynieść. Jeśli MF dotrzyma słowa, to taki budżet zobaczymy w 2013 roku.

@RY1@i02/2010/086/i02.2010.086.000.0020.001.jpg@RY2@

Wydatki rosną szybciej niż PKB

Marek Chądzyński

marek.chadzynski@infor.pl

(ale opanowaną) i jednocześnie wzrost gospodarczy. Tegoroczny budżet został zaplanowany w czasie apogeum kryzysu finansowego - czyli opiera się na bardzo ostrożnych i konserwatywnych założeniach. To dobrze, bo np. w odróżnieniu od Grecji sytuacja makroekonomiczna zaskakuje nas na plus, a nie na minus. Jesteśmy beneficjentem odrodzenia gospodarczego.

Mamy też duży bufor w postaci majątku państwowego, który możemy prywatyzować. Poza tym Polska cieszy się dużym zaufaniem inwestorów. Dowodem na to jest w miarę stabilny w tym zawirowaniu kurs złotego i szacowanie ryzyka mierzone wyceną CDS-ów. Ryzyko to zmienia się podobnie jak wycena CDS-ów Niemiec. To oznacza, że ryzyko Polski jest postrzegane jako bliższe niemieckiemu niż krajów z peryferiów strefy euro.

Jednak w kolejnych latach Polska musi przeprowadzić reformy. Bez nich nie mamy szans na bezpieczny długofalowy wzrost gospodarczy. Bezpiecznie będzie wtedy, gdy nawet przy dużym spowolnieniu gospodarczym deficyt finansów nie będzie przyrastał gwałtownie i będziemy w stanie nad nim panować. Nasz główny problem to dług publiczny. I nie chodzi wcale o to, żeby go jakoś gwałtownie zmniejszać - tego się zresztą nie da zrobić w krótkim czasie. Chodzi o to, żeby nie zwiększał się on szybko, a Polska mogła spokojnie dług rolować. Dług powinien być oparty na długoterminowych obligacjach i mieć tendencję do zmniejszania się.

W którym kierunku powinny zmierzać reformy?

ale szanse na taki wzrost w najbliższych latach nie są wysokie. Aby mówić o dużym tempie wzrostu, PKB powinien przyrastać w tempie co najmniej 5 proc. rocznie. W 2011 roku się na to nie zanosi. Rząd przygotował plan konsolidacji finansów publicznych. W planie jest wiele potrzebnych rozwiązań, np. podwyższenie wieku emerytalnego. Ale ważne jest to, aby szybko te zamierzenia zacząć realizować. To istotne z punktu widzenia stabilności fiskalnej. Do czego może doprowadzić destabilizacja, widzimy na greckim przykładzie.

Mam jednak świadomość, że w najbliższych miesiącach nie zobaczymy żadnych projektów ustaw z pakietu, bo zaczęła się kampania wyborcza przed wyborami prezydenckimi. Ale chciałbym, żeby były one chociaż przygotowywane. Te ustawy muszą zostać wprowadzone w życie i to już w przyszłym roku. Nie mamy zbyt wiele czasu. Już w 2011 roku dług publiczny może przekroczyć 55 proc. PKB, co oznacza, że dwa lata później rząd będzie musiał radykalnie równoważyć budżet. Tego lepiej byłoby uniknąć.

@RY1@i02/2010/086/i02.2010.086.000.0020.002.jpg@RY2@

Ryszard Petru główny ekonomista BRE Banku

Ryszard Petru

główny ekonomista BRE Banku

Ustawowe ograniczenie wprowadzające tzw. regułę wydatkową, zgodnie z nią wydatki budżetu państwa rok do roku nie będą mogły wzrastać więcej niż o 1 proc. plus inflacja. Ma to obniżyć deficyt sektora finansów publicznych do poziomu 3 proc., co będzie jednoznaczne ze spełnieniem kryterium umożliwiającego wejście do mechanizmu ERM 2. Już wiadomo, że w 2010 r. wzrost wydatków będzie większy niż 1 proc.

Docelowa reguła finansowa - zgodnie z nią wydatki budżetu państwa mają rosnąć wolniej niż PKB. Ma to zabezpieczyć w budżecie państwa środki, które będzie można spożytkować w czasach mniejszego wzrostu PKB czy kryzysu.

Reforma systemu emerytur mundurowych oraz rolniczych miałaby w perspektywie kilkudziesięciu lat przynieść nawet kilkanaście miliardów złotych oszczędności.

Planowanie deficytu budżetowego na poziomie maks. 2,5 proc. PKB.

Relacja państwowego długu publicznego względem PKB brutto mogłaby osiągnąć poziom 55 proc. (obecnie jest w okolicach 50 proc.).

Możliwość powiększania długu publicznego, jeżeli wydatki te będą poprawiały warunki wzrostu PKB.

Wprowadzenie budżetu zadaniowego.

Do czasu zakończenia kryzysu finansowego wydatki państwa nie powinny rosnąć więcej niż o poziom inflacji.

Deficyt budżetowy powinien spełniać normy ERM 2 czyli nie przekraczać 3 proc. PKB.

Wyższe od planowanych dochody, wynikające z większego niż oczekiwany wzrostu PKB, powinny być przeznaczone w 1/3 na spłatę długu publicznego, a w 2/3 na rozwój nowoczesnych technologii, które przyciągałyby inwestorów i stymulowałyby wzrost PKB.

Artur Grabek

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.