Druga liga europejskich oszustów
Rząd Bułgarii oraz szykująca się do objęcia władzy węgierska prawica oskarżają swoich poprzedników o zaniżanie ocen dziury budżetowej. Nie tylko rząd Grecji przejdzie do historii jako mistrz kreatywnej księgowości
Są kłamstwa, wielkie kłamstwa i greckie statystyki. Okazuje się, że do puenty tego popularnego w Brukseli dowcipu trzeba będzie dopisać kolejne kraje: Bułgarię i Węgry.
Zaledwie w ciągu kilku ostatnich dni rząd Bułgarii i szykująca się do objęcia władzy węgierska partia Fidesz obwieściły, że deficyt budżetowy ich krajów może być dwukrotnie większy. Odpowiadać za ten stan rzeczy mają poprzednie gabinety, które w nadziei na szybką akcesję do strefy euro albo pomoc MFW podkręcały dane statystyczne. Kilka dziesiątek procenta do aktualnego rekordowego deficytu budżetowego chce dopisać również grecki minister finansów Giorgos Papakonstantinu.
Bułgaria przez ostatnie pół roku starała się odgrywać w UE rolę wzorowego ucznia. Centroprawicowy premier Bojko Borysow, który przejął władzę po lipcowych wyborach parlamentarnych, przez cały czas powtarzał, że jego fundamentalnym celem jest szybkie przystąpienie do systemu ERM II, co miało otworzyć najbiedniejszemu krajowi UE drzwi do obszaru wspólnej waluty już w 2013 r. Jeszcze w listopadzie rząd Borysowa szczycił się np. zbalansowanym budżetem z deficytem rzędu zaledwie 0,8 proc. PKB w 2010 r. Miał to być efekt reform: rząd Borysowa zredukował m.in. wydatki rządowe o 15 proc., podniósł podatki (m.in. na papierosy) i zamroził pensje budżetówki.
Jednak w marcu sytuacja zaczęła się gwałtownie pogarszać. Rząd ujawnił najpierw, że w lutym deficyt budżetowy zwiększył się z 0,5 do 1,4 mld lew (716 mln euro), co było najgorszym wynikiem od 10 lat. Jednocześnie całoroczny deficyt skoczył z 0,8 do 1,9 proc. PKB. Prawdziwa bomba wybuchła, gdy premier ujawnił, że odkrył ukryte przez poprzedni rząd wydatki, które powiększą dziurę do... 3,7 proc. PKB. Na jego wniosek ministerstwo finansów weźmie też pod lupę budżet z 2008 r. w poszukiwaniu zakamuflowanych tam wydatków z opóźnionym zapłonem.
Na rynkach, które i tak niezbyt ufały Bułgarii, rewelacje premiera nie zrobiły większego wrażenia. Agencje ratingowe oceniają emitowane przez Sofię papiery wartościowe na poziomie Baa3/BBB/BBB - czyli na końcu stawki krajów, w które wiąż jeszcze warto inwestować. Obserwowana jednak w drugiej połowie 2009 r. dynamika (w ratingach Bułgarzy wyprzedzili wówczas np. Rumunów i dorównali Łotyszom) wydaje się jednak nie do utrzymania.
Z podobnymi kłopotami mierzyć się mogą wkrótce Węgrzy. - Problemem numer jeden jest dziś pytanie, jak wysoki deficyt budżetowy zostawia nam tak naprawdę w spadku odchodzący rząd - powiedział po ogłoszeniu wyników zeszłotygodniowej pierwszej tury wyborów parlamentarnych lider opozycyjnego Fideszu Viktor Orban, który po planowanym na ten weekend dokończeniu głosowania ma wziąć pełnią władzy. Jego najważniejszy ekonomiczny doradca Gyorgy Matolcsy mówił w ubiegłym tygodniu w rozmowie z Reutersem, że nie wierzy w deficyt 3,8 proc. wpisany do zeszłorocznej ustawy budżetowej przez odchodzący rząd. - Liczymy się z dwukrotnie większą dziurą, rzędu nawet 7 proc. - powiedział. Jego zdaniem rządowe dane mają zamydlić oczy MFW, który dwa lata temu udzielił Budapesztowi pożyczki ratunkowej - i teraz uzależnia udzielanie kolejnych jej rat od wdrożenia pakietu oszczędnościowego. - Chcemy współpracować z MFW, ale obawiam się, że nie będziemy w stanie obniżyć deficytu do sugerowanego przez niego 3,5 proc. Ale naszym zdaniem 4,5 - 6,5 proc. PKB da się jeszcze sfinansować - podkreślił Matolcsy.
Kolejne niewesołe wieści napływają także z Grecji. Podczas sobotniego posiedzenia ministrów finansów UE w Madrycie minister finansów Giorgos Papakonstantinu poinformował, że jego resort odkrył kolejne zakamuflowane przez poprzedni rząd wydatki w bieżącym budżecie. Jego zdaniem może to zwiększyć i tak już rekordową dziurę fiskalną o kilka dziesiątych procenta. Dodał, że w niczym nie zmienia to podejścia rządu do reform, które mają w ciągu trzech lat zbić grecki deficyt do akceptowanego przez UE poziomu 3 proc. PKB. Nie pomogło to greckim papierom wartościowym, których oprocentowanie w ciągu weekendu znów poszło w górę.
Kłopoty Grecji, Bułgarii i Węgier nie zaskakują ekspertów. - Jeśli rząd chce oszukiwać, zawsze znajdzie sposób, by to zrobić - mówi nam włoski ekonomista Gustavo Piga z rzymskiego uniwersytetu Tor Vergata. Przypomina, że Ateny m.in. ukrywały wydatki, używając skomplikowanych mechanizmów finansowych tzw. swaps i kapitalizując przyszłe dochody z greckich lotnisk czy autostrad. Podobnego zdania jest amerykański ekspert od tropienia kreatywnej księgowości David Stulb. - Politykom uchodzą na sucho rzeczy, za które niejeden menedżer trafiłby za kratki - mówił "DGP" w czasie niedawnej wizyty w Warszawie. W praktyce jedyną szansą na zdemaskowanie podkręcania statystyk przez polityków jest zmiana władzy i ujawnienie nieprawidłowości przez następców. A to wcześniej czy później czeka wszystkie kraje Unii.
@RY1@i02/2010/076/i02.2010.076.000.012a.001.jpg@RY2@
Jak rządy podkręcały statystyki
Rafał Woś
rafal.wos@infor.pl
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu