Nowe potęgi gospodarcze walczą o głos w MFW
Państwa BRIC - Brazylia, Rosja, Indie i Chiny - będą miały większy wpływ na decyzje Banku Światowego.
Na rozpoczynającym się w czwartek posiedzeniu banku podjęta zostanie decyzja o pierwszym od ponad 20 lat zwiększeniu kapitału, które w dużej mierze sfinansują właśnie nowe potęgi gospodarcze.
Jak powiedział Reutersowi szef Banku Światowego Robert Zoellick, kapitał tej instytucji zostanie podniesiony o 3,5 miliarda dolarów. To pozwoli jej odzyskać zdolność skutecznego działania, po tym jak w czasie globalnego kryzysu finansowego udzieliła kolosalnych pożyczek krajom rozwijającym się.
Miliard z tej sumy będzie pochodził od krajów BRIC, które stają się coraz aktywniejszym blokiem na arenie międzynarodowej. Ale ceną za to będzie zwiększenie ich siły głosów - przede wszystkim kosztem państw zachodnioeuropejskich.
W zeszłym roku na spotkaniu przywódców G20 w Pittsburghu ustalono 3-procentowe przesunięcie rozkładu głosów w Banku Światowym na rzecz państw rozwijających się i co najmniej 5-procentowe w Międzynarodowym Funduszu Walutowym. Kraje BRIC, które reprezentują 40 proc. ludności świata i wytwarzają prawie 15 proc. PKB, domagają się przesunięcia o 6 proc. Nieoficjalnie przyznają jednak, że przeforsowanie tego będzie bardzo trudne.
Rozkład głosów w BŚ - co będzie zapewne głównym tematem obrad zaplanowanego na cztery dni posiedzenia - od dawna budzi ogromne kontrowersje. Krytycy tej instytucji podkreślają, że Stany Zjednoczone, które dysponują 16 proc. głosów, mają praktycznie prawo blokowania wszystkich kluczowych decyzji - gdyż te podejmowane są, jeśli uda się zbudować większość dysponującą 85 procentami głosów. Dodatkowo szefem banku zawsze jest obywatel USA wyznaczany na to stanowisko przez amerykańskiego prezydenta.
W ciągu ostatnich 18 miesięcy Bank Światowy udzielił krajom rozwijającym się pożyczek w wysokości ponad 100 miliardów dolarów, co złagodziło takie skutki kryzysu jak spadek popytu czy utrudniony dostęp do kredytów.
Zoellick postanowił zrekompensować ten ubytek na dwa sposoby - przez ogólne podniesienie kapitału akcyjnego, co jest pierwszym takim przypadkiem od ponad dwóch dekad, oraz poprzez dodatkowe wsparcie w zamian za zmianę udziałów poszczególnych państw członkowskich. Było to konieczne, gdyż większość krajów zachodnioeuropejskich sama zmaga się z rosnącymi deficytami budżetowymi i ogromnymi długami publicznymi.
Tymczasem kraje BRIC - przede wszystkim Chiny - dysponują sporymi rezerwami walutowymi. Na dodatek perspektywy ich wzrostu gospodarczego są bardzo optymistyczne. O ile większość państw rozwiniętych dopiero co wyszła z recesji, to według prognoz na ten rok gospodarka Chin wzrośnie o 10 proc. PKB, Indii - o 7,7 proc, a Brazylii - o 4,7 proc. Najsłabszym ogniwem tego bloku jest Rosja, której wzrost ma wynieść 3,1 - 3,6 proc., a na dodatek jej gospodarka potężnie ucierpiała w czasie kryzysu.
Nie zmienia to faktu, iż układ sił w gospodarce światowej się zmienia. Robert Zoellick przyznał w zeszłym tygodniu, że najbogatsze kraje nie mogą już narzucać swojej woli pozostałym i konieczna będzie gruntowna reforma funkcjonowania banku. Czyli jego demokratyzacja.
Bartłomiej Niedziński
bartlomiej.niedzinski@infor.pl
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu