Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo

Gospodarka w fazie rozgrzewki

29 czerwca 2018

Rynek pracy i powiązany z nim popyt konsumpcyjny reaguje z opóźnieniem na ożywienie. A symptomów ożywienia trzeba szukać tam, gdzie kryzys uderzył najwcześniej - w eksporcie i przemyśle.

Po wyeliminowaniu czynników sezonowych produkcja wzrosła w styczniu i lutym w ujęciu rocznym o 11,1 proc. i 9,5 proc. Tu jest efekt niskiej bazy sprzed roku, ale w ujęciu miesięcznym też mamy wzrosty. Odbudowa zapasów w kraju i za granicą, wspierana przez ożywienie w gospodarce światowej, przyczyniają się do wzrostu produkcji. Produkcja jest wyższa niż w 2009 r., ale wciąż niższa niż w 2008 r. Gospodarka wychodzi zatem z letargu, choć wciąż znajduje się w fazie rozgrzewki.

Spowolnienie gospodarki światowej w latach 2001 - 2002 było znacznie płytsze niż w latach 2008 - 2009, ale wówczas dodatkową przyczyną spowolnienia była silnie restrykcyjna polityka pieniężna zorientowana na dezinflację. W efekcie nie było bufora w postaci osłabienia kursu złotego. Drugim buforem są środki unijne, których wówczas nie było. Można szacować, że te ostatnie podniosły wzrost PKB w latach 2009 i 2010 odpowiednio o 0,3 i 0,6 punktu proc. W przyszłym roku może to być 0,7 punktu proc. Szybszemu niż w latach 2001 - 2002 ożywieniu sprzyja również przyspieszenie inwestycji infrastrukturalnych związanych z Euro 2012, które w 2010 r. dołoży około 0,1 punktu proc. Innymi słowy, środki unijne i Euro 2012 sprawiają, że gospodarka "zbiera się" teraz szybciej niż na początku dekady. Ponadto, w latach 2001 - 2002 w przedsiębiorstwach istniały duże rezerwy zmniejszenia zatrudnienia, które zostały wykorzystane. To wydłużyło okres powrotu na ścieżkę szybkiego wzrostu gospodarczego. W obecnej fazie spowolnienia rezerwy zmniejszenia zatrudnienia były niewielkie, co w pewnym stopniu tłumaczy relatywnie dobrą sytuację na rynku pracy (w latach 2001 - 2002 stopa bezrobocia przekraczała 17 proc.) i sprzyja szybszemu wychodzeniu z okresu spowolnienia.

W 2010 r. oczekuję wzrostu PKB o około 3 proc. Moim zdaniem największy wkład do wzrostu PKB będą miały przyrost zapasów i inwestycje, w szczególności inwestycje publiczne. Mimo słabszego od oczekiwań pierwszego kwartału tego roku (głównie na skutek mroźnej zimy) prognoza rządowa jest realna. Tym bardziej że główne narzędzie osiągnięcia celu w postaci przyspieszenia wzrostu gospodarczego - inwestycje publiczne - jest właśnie w rękach rządu.

Ścieżka deficytu sektora finansów publicznych w najbliższych latach w znacznym stopniu zależy od tempa wzrostu gospodarczego. MFW nie zakłada znaczącego przyspieszenia wzrostu PKB - jego prognoza na lata 2010 i 2011 to odpowiednio 2,8 proc. i 3,3 proc. Myślę, że są spore szanse na nieco szybszy wzrost. Prognozuję, że w 2012 r. dynamika PKB wyniesie 4,5 proc., co będzie oddziaływać w kierunku zmniejszenia deficytu sektora finansów publicznych. Uważam, że deficyt w relacji do PKB w 2012 r. będzie o 0,5 - 1,0 punktu proc. niższy od prognozowanego przez MFW (5,8 proc.).

Oznacza to, że spełnienie kryterium fiskalnego z Maastricht w 2013 r. będzie najprawdopodobniej wymagać dodatkowego strukturalnego zacieśnienia polityki fiskalnej (redukcji wydatków). W aktualizacji Programu Konwergencji rząd założył, że uda się obniżyć wydatki całego sektora w relacji do PKB z 46,2 proc. w 2011 do 43,3 w 2012. Jest to cel ambitny, a jego realizacja wydaje mi się mało prawdopodobna.

W ostatnich miesiącach liczne wskaźniki koniunktury sygnalizują jej stopniową poprawę w przemyśle przetwórczym. Jednak na rynku pracy ożywienia jeszcze nie ma, o czym świadczą (częściowo zaburzone przez efekt mroźnej zimy) bardzo słabe dane o sprzedaży detalicznej w lutym i niska dynamika wynagrodzeń w ujęciu realnym. Na uwidocznienie się wpływu ożywienia na sytuację na rynku pracy trzeba będzie poczekać dwa, trzy kwartały. Przedsiębiorstwa będą najpierw zwiększać wydajność, dodatkowo wzmacnianą przeprowadzoną w wielu firmach restrukturyzacją. W drugiej kolejności nastąpi wzrost czasu pracy. Wzrost zatrudnienia to ostatnie ogniwo tego łańcucha.

Mocny kurs złotego, szybki spadek inflacji i słabnący wzrost popytu konsumpcyjnego odsuwają w czasie podwyżki stóp procentowych i powiązany z tym wzrost oprocentowania depozytów. W przypadku kredytów konsumpcyjnych mamy silne wyhamowanie akcji kredytowej. Obserwowane od dwóch miesięcy ożywienie akcji kredytowej w segmencie kredytów dla przedsiębiorstw jest na razie zbyt słabe, by wymusić wyraźne podniesienie oprocentowania depozytów. Innymi słowy wzrost oprocentowania depozytów w całym sektorze bankowym nie będzie pierwszą jaskółką zwiastującą ożywienie, ale jednym z wielu symptomów potwierdzających jego nadejście.

Z kolei dla giełdy kluczowe są nastroje globalne, które stopniowo się poprawiają, mimo trudnej sytuacji na rynkach pracy i szybkiego wzrostu długu publicznego w największych gospodarkach (USA, strefa euro). Moim zdaniem wyraźną poprawę nastrojów zobaczymy dopiero wtedy, gdy sytuacja na rynkach pracy w tych krajach zacznie się trwale poprawiać.

Utrzymujący się szybki wzrost w gospodarkach wschodzących (Chiny, Indie) będzie czynnikiem stabilizującym nastroje, jednak nie zapewni trwałego ożywienia na giełdach. Ocena perspektyw amerykańskiego rynku pracy powinna uwzględniać historycznie obserwowane opóźnienia pomiędzy zmianami stopnia wykorzystania mocy wytwórczych i stopy bezrobocia w USA, jak również utrzymujący się poniżej poziomu sprzed kryzysu tygodniowy czas pracy w przemyśle przetwórczym i w sektorze prywatnym poza rolnictwem. Trwała poprawa na amerykańskim rynku pracy nastąpi na przełomie 2010 i 2011.

@RY1@i02/2010/059/i02.2010.059.000.014a.001.jpg@RY2@

Fot. Materiały prasowe

Jakub Borowski

ekonomista

Autor jest głównym ekonomistą Biura Ryzyka Finansowego Invest-Banku SA

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.