Elastyczna linia kredytowa tylko w ostateczności
Polska jest bezpieczna, dopóki w strefie euro nie zapanuje spowolnienie gospodarcze
Jeśli EBC nie zacznie skupować długu, będziemy mieli do czynienia i z osłabianiem złotego, i ze wzrostem rentowności obligacji. Jednak nasz kraj jest bezpieczny, dopóki w Eurolandzie nie zacznie realizować się najczarniejszy ze scenariuszy - recesja. I tylko wówczas rząd powinien rozważyć skorzystanie z elastycznej linii kredytowej do finansowania długu - twierdzą ekonomiści.
Wczoraj rynki nie zareagowały na ostrzeżenie agencji Moody’s. Przeciwnie, po bardzo słabym ubiegłym tygodniu na rynki wrócił optymizm. Na europejskich giełdach zazieleniło się od wzrostów. Euro umacniało się do dolara ponad 0,5 pkt proc. - do ok. 1,34 dol. To pomogło złotemu, który w ciągu dnia zaczął się lekko umacniać i do dolara, i do euro. Wpłynęło także na poprawę rentowności polskich obligacji. - Poprawa nastrojów to efekt nowych plotek, które mówią o tym, że na szczyt UE 8 - 9 grudnia Niemcy i Francja szykują bardziej restrykcyjny pakiet stabilności euro - mówi Marek Rogalski, analityk DM BOŚ. Rynki finansowe mają także nadzieję, że na szczycie dojdzie w końcu do porozumienia w sprawie skupowania przez EBC obligacji zagrożonych państw.
Wczoraj rentowność polskich obligacji spadała, choć nadal 10-latek utrzymuje się na poziomie lekko ponad 6 proc., które zostało przebite w ubiegłym tygodniu.
- To chwilowa poprawa. Dopóki EBC nie zacznie masowo skupować obligacji lub/oraz dopóki przywódcy strefy euro nie stworzą unii fiskalnej, nie ma szans na poprawę sytuacji na rynku polskiego długu ani na trwalsze umocnienie złotego - przekonuje Ignacy Morawski, ekonomista PBP.
Dla rządu w tej chwili wzrost rentowności nie ma wielkiego znaczenia, bo zrealizował już wszystkie tegoroczne potrzeby pożyczkowe. - Problemem może być przyszły rok, kiedy mają wynieść one 12 proc. PKB. - uważa Maciej Rapkiewicz, ekspert Instytutu Sobieskiego.
Potrzeby pożyczkowe brutto, czyli łącznie z obsługą papierów wyemitowanych wcześniej, a zapadających w przyszłym roku, mają wynieść ok. 175 mld zł. Rząd ma zapasy gotówki - na koniec października było to 45,6 mld zł. Ma też jeszcze jeden atut - to 30 mld dol. z elastycznej linii kredytowej (FCL) z Międzynarodowego Funduszu Walutowego. - Jednak rząd powinien skorzystać z FCL do sfinansowania potrzeb pożyczkowych jedynie w skrajnie kryzysowej sytuacji, gdyby zaczął się realizować scenariusz rozpadu strefy euro. Inaczej może to być zły sygnał dla rynków, jeszcze bardziej wpływający na rentowność obligacji - uważa Jakub Borowski, główny ekonomista Kredyt Banku. Eksperci są zgodni, że już żaden inwestor nie wierzy w to, że pomoc czy linię z MFW można wykorzystywać wyłącznie jako wsparcie. Dla rynku od miesięcy jest to jasny sygnał, że kraj zaczyna mieć problemy. - Dlatego z obecnej perspektywy można powiedzieć, że rząd mógłby sięgnąć po FCL, gdyby rentowność dziesięciolatek znacząco przekroczyła 7 proc. - mówi Morawski. Przekonuje, że o ile złoty może ulegać dużym wahaniom, to jeśli będą wprowadzane w Polsce reformy, rentowność obligacji nie musi rosnąć, nawet gdybyśmy hamowali bardziej, niż to zakłada rząd.
Resort finansów poinformował też, że ma prawie gotową ustawę o podatku bankowym. 700 mln złotych wpływów z opłaty ostrożnościowej ma posłużyć do stabilizowania tego sektora. Projekt faktycznie był gotowy już wcześniej, a wczorajsza zapowiedź jest sygnałem dla rynku, że rząd pilnuje finansów.
Beata Tomaszkiewicz
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu